- Przepraszam, nie wiedziałem, że nie można. Wcześnie wstałem i... - zaczął się tłumaczyć, ale gubernator mu przerwała.
- Nie ma czasu na wyjaśnienia. W banku zostali wzięci zakładnicy. Musicie negocjować ich uratowanie. - powiedziała. - Na akcję idą Layla, Dimitr i... - przejechała wzrokiem po zgromadzonych. - Shelby. - dodała.
- A ja? - odezwał się Evan.
- Ty dokończ kawę. - powiedziała ze słodkim uśmiechem. - Ana, ty też możesz jechać. Może się przydasz. Dobra, idźcie się szykować!
Kiedy wszyscy wychodzili z pomieszczenia Ana mruknęła:
- Taa, ty też możesz jechac, może się przydasz.
- Na pewno się przydasz. - zapewniła ją Shelby. - Zdecydowanie bardziej niż ja.
- Ale ciebie wymieniła na początku, mnie wzięła "ewentualnie". - powiedziała niezadowolonym tonem i poszła do pokoju się przebrać.
Shelby zobaczyła wychodzącego Thomasa z pokoju. Wyglądal na zaskoczonego, że wszyscy się gdzieś spieszą.
- Co się stało? - zapytał.
- Musimy jechać na akcję. - wyjaśniła Shelby. - Wzięto zakładników. Mamy negocjować ich wypuszczenie. - dodała.
- Ty też jedziesz?
- Tak. Dlaczego miałabym nie jechać?
- Dopiero co zostałaś agentką. - odpowiedział jakby to było coś oczywistego. - Dziwne, że zabierają cię na tak niebezpieczne akcje.
- Już miałam akcję. - powiedziała zdziwiona jego reakcją. - I poszło mi świetnie, sama sobie poradziłam.
- No nie wiem, mam wrażenie, że to coś innego.
- A może nie wierzysz we mnie? - zapytała Shelby, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo pogonił ją Dimitr. Dziewczyna więc pobiegła do pokoju zmienić ubrania.
|Black Mission|
Przed bankiem znajdowało się pełno samochodów policyjnych i karetek. Taśmy zostały wszędzie porozwieszane. Shelby widząc to była w szoku. Nie spodziewała się czegoś takiego. Nigdy nie była na takiej akcji i widząc takie coś... to była dla niej zdecydowana nowość, ale miała nadzieje, że zdąży się przyzwyczaić do tego.
- Jeżeli cię to przerasta, to odpuść. - powiedziała Layla przechodząc obok niej. Shelby zmrużyła oczy. Nie lubiła kiedy dziewczyna traktowała ją tak protekcjonalnie.
Wszyscy agenci weszli do wozu w którym kontaktowali się przez woki toki z porywaczami.
- Wypuśćcie ich. - powiedział jeden z policjantów.
- Nie ma mowy. - odpowiedział głos w słuchawce.
- Tak nic nie załatwisz. - powiedział Dimitr, kręcąc głową z niedowierzaniem na kompletny brak kompetencji policjanta. Odsunął go od siebie na bok i wziął woki toki do ręki. Przyłożył je do ust i powiedział:
- Co chcecie za ich uwolnienie?
- Nic.
- Każdy ma swoją cenę. - Dimitr był stanowczy. Wyglądał jakby się nie bał. To imponowało Shelby, która cała trzęsła się z nerw. Bała się, ze wszyscy ludzie będący w środku zostaną zamordowani, albo wysadzeni w powietrze. Nie wiadomo, co postanowią z nimi zrobić.
- My nie.
- Zastanówcie się, a potem się z wami skontaktujmy. - odparł odkładając woki toki. Potem zwrócił się do Any: - Za 5 minut zadzwonisz do nich i powiesz, żeby wypuścili kobiety z dziećmi ja idę. - Dimitr wyszedł z wozu. Ana, Layla i Shelby zostały same.
- Miałam podobno nie być wcale na tej akcji, a teraz mam do wykonania całkiem ważne zadanie. - odezwała się brunetka.
- Nadal uważasz, ze to dla ciebie? - spytała Layla patrząc na Shelby. - Zresztą, nie wiem co ty tu robisz. - machnęła nie dbale ręką.
- Próbujesz mnie sprowokować, żebym sama odeszła, ale nie dam się. - powiedziała stanowczo Shelby. Chciała wziąć przykład z Dimitra.
- Dziewczyny, mamy akcje. Tam są ludzie, którzy mogą zginąć. - powiedziała Ana. Była zdenerwowana. - Więc możecie odpuścić?
Layla i Shelby nie odpowiedziały. Wtedy Ana zadzwoniła przez woki toki do porywaczy. Odebrali po drugim sygnale.
- Wypuścicie kobiety z dziećmi. - powiedziała.
- Nie. - głos w słuchawce nie znosił sprzeciwu. Oni mieli swój plan i nie chcieli, aby ktoś im przeszkodził w wykonaniu go.
- Dlaczego?
- Przejmiecie bank. Znamy wasze sztuczki.
- Tylnym wyjściem je wypuścicie.
- Nadal nie ma mowy. Tracisz czas, dziewczynko. - po tych słowach mężczyzna rozłączył się. Ana rzuciła woki toki o ścianę. Layla i Shelby obserwowały wszystko w szoku. Brunetka była naprawdę wściekła.
Tymczasem Dave, Thomas i Evan zostali sami w bazie. Dave jak zwykle pracował przed komputerem. Wpisywał jakieś dane i udawał, że jest bardzo zajęty, gdy tak naprawdę niemiłosiernie się nudził. Uważał, ze to strata czasu. Wolał być na misji, niż siedzieć tutaj. Do pomieszczenia wszedł Thomas. W ręku miał kubek kawy.
- Ooo, dzięki. Tego mi było trzeba. - powiedział Dave widząc, co chłopak niesie. Thomas otworzył szeroko oczy. Ta kawa była dla niego, ale głupio mu było, to powiedzieć, wiec uśmiechnął się i postawił ją na biurku.
- Nie ma za co.
- Musisz się przyzwyczaić, że kiedy nie jeździmy na akcje, to panuje u nas nuda. - uśmiechnął się Dave.
- Ale mamy za to czas, aby porozmawiać. - powiedział Thomas przysuwając krzesełko, aby usiąść obok chłopaka. - Nad czym pracujesz?
- Na pewno cię to nie interesuje. - odparł Dave. Thomas przyjrzał się różnym wykresom i rzeczywiście, kompletnie nic z nich nie zrozumiał.
- Taa, chyba masz rację. - odpowiedział. - A więc jesteś Dave?
- Tak, jestem Dave. - powiedział chłopak, nie bardzo wiedząc dokąd Thomas zmierza.
- Może opowiesz mi coś o sobie? - spytał.
- Cóż,jestem informatykiem, mam 24 lata i pracuje tutaj od 3 lat. Pragnąłem od dziecka zostać tajnym agentem, ale jak widać nie sprawdziłem się and here I am! - wyciągnął ręce przed siebie. - A ty?
- Pracuje w restauracji. - odpowiedział z lekkim zawstydzeniem. - To chyba dużo gorsza praca niż twoja, prawda?
- Nie, dlaczego tak uważasz? - zdziwił się Dave. - Czasem zdarzają ci się ekstremalne sytuacje, tak?
- No fakt. Jak spadnie mi z tacy talerz z gorącą zupą na przykład. - odpowiedział Thomas i oboje wybuchnęli głośnym śmiechem. - A masz kogoś na oku? - Thomas szybko zmienił temat, wzruszając ramionami, tak jakby go to wcale nie obchodziło, tak naprawdę badał teren. Chciał wiedzieć czy ktoś inny prócz niego kocha się w Shelby.
- Nie. - odpowiedział szybko, za szybko. Thomas od razu zauważył, że kłamie.
- Na pewno?
- To znaczy... jest taka jedna dziewczyna, ale ona nie zwraca na mnie uwagi, mimo iż spaliśmy ze sobą.
- Co? - Thomasowi zrobiło się momentalnie gorąco. - Ty i Shelby?
- Jakie ja i Shelby? - zdziwił się Dave.
- No spałeś z Shelby, prawda?
- Skąd ci to przyszło do głowy. - odpowiedział wesołym tonem. - Spałem z Laylą. To w niej jestem nieszczęśliwie zakochany.
- Och. - zdołał wykrztusić tylko Thomas.
- Ale dzięki temu wiem, w kim ty jesteś zakochany. - uśmiechnął się szeroko.
- Ja? Nie kocham Shelby jesli o to ci chodzi. - powiedział, próbując zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Dave mu jednak nie uwierzył.
- Jasnee. - mruknął.
Nagle do pomieszczenia wszedł Evan i klasnął w dłonie, zwracając na siebie uwagę pozostałych chłopaków.
- Hej! Co to ma być? Smucicie się z powodu waszych nieszczęśliwych miłości? Chłopaki! - powiedział podchodząc do stolika i siadając na nim. - Mam propozycje, ja wy, klub, teraz.
- No way. - powiedział Thomas. - Nie pójdę do klubu.
- Dobrze, prawiczku. - odpowiedział przez śmiech.
- Nie przejmuj się nim, on tak zawsze. - szepnął Dave do Thomasa.
- Nie mów, że nigdy nie byłeś w klubie? - zapytał Evan, Thomasa.
- Niespodzianka! Są porządni ludzie na tym świecie. - powiedział przybijając sobie z Dave'em piątkę. Evan zeskoczył ze stolika.
- Koniec tych smutków, wyciągam was do klubu! Jazda chłopaki i nie przejmuję odmowy. - powiedział kierując się w stronę wyjścia.
Shelby wybiegła przed wóz. Wszyscy byli przerażeni, krzyczeli, że ich rodzina jest w środku. Dziewczyna była przerażona. Jeszcze nigdy nie była na takiej akcji, więc tym bardziej jej przerażenie wzrastało z każdą sekundą. Dimitr był przebrany w strój policjanta. Starał się przedostać do środka, ale bał się. Było zbyt dużo bandytów w środku. Nagle Shelby zobaczyła pewną kobietę, która chciała przecisnąć się do środka, ale dwóch policjantów ją powstrzymywało. Krzyczała, że jej mały synek jest w środku i ma asmtę.
- Musi dostać leki! - wrzeszczała. - Inaczej umrze. Na pewno jest przerażony i ma atak.
Shelby spojrzała na kobietę ze współczuciem. Sama nie wiedziała, co by zrobiła na jej miejscu. Jedno było pewne: musiała jej pomóc. Nie mogła jej zostawić sama z problemem. Podeszła więc do niej, kobieta płakała.
- Tam jest mój syn. Mój syn. Muszę mu pomóc. - chlipiała.
- Pomogę pani. - powiedziała Shelby. Kobieta popatrzyła na nią ze zdziwieniem.
- Ty? Jesteś zwykłym przechodniem. Nie pomożesz mojemu dziecku. Tylko agenci potrafią to zrobić.
- Tak? Więc niech go ratują. Skoro woli pani zostawić życie pani syna w ich rękach, proszę bardzo. Ale proszę też nie płakać, jeśli dowie się pani, ze nie przeżył. - powiedziała Shelby i odwrociła się, udając, że chce odejść. Wtedy kobieta się odezwała:
- Proszę zaczekać. W jaki sposób chce pani mu pomóc? - spytała.
- Dam mu leki.
- Pójdzie tam pani i mu to da? Zginie pani.
- Inaczej umrze twój syn. Twoje dziecko. - powiedziała dziewczyna. - Proszę mi dać leki. - wyjęła po nie rękę. Kobieta nie pewnie podała jej.
- Uważaj na siebie. I dziękuje.
Shelby kiwnęła głową. Potem poszła do wozu i otworzyła schowek. Wyjęła strój snajpera i założyła go na siebie. Później niezauważalnie przebiegła do budynku i weszła do środka. Od razu otoczyli ją bandyci i celowali w nią broń. Dziewczyna uniosła obie ręce.
- Szukam małego chłopca. Mam podać mu leki. - powiedziała.
- Opróżnij kieszenie. - powiedział jeden ze złodziei. Dziewczyna zrobiła to co jej kazał, choć nie miała przy sobie broni. W bucie schowała tylko woki toki.
- Wchodź. - jeden złapał ją gwałtownie i zaprowadził do środka pomieszczenia. Rzucił na ziemię i zabrał jej lek.
- To mu potrzebne! Inaczej umrze! - krzyczała. - Chcecie mieć dziecko na sumieniu?
Wtedy złodziej rzucił w nią lekiem. Shelby odetchnęła z ulgą. Teraz musiała znaleźć małego chłopca.
Tymczasem Dimitr wszedł do wozu.
- Gdzie Shelby? - rozejrzał się.
- Nie wiem, wyszła gdzieś. - odpowiedziała Layla wzruszając ramionami.
- Nie mówiła gdzie?
- Nie. - odparła blondynka. - Ona jest nie poważna. Nie powinna brac udziału w takich akcjach.
- Na szczeście nie ty o tym decydujesz. - powiedział i wyszedł z wozu. Tam natknął się na pewną kobietę.
- Powinniście się wstydzić! - krzyczała. - Żeby zwykły przechodzeń miał w sobie więcej odwagi niż wy!
- O czym pani mówi? - zdziwił się Dimitr.
- Pewna dziewczyna wzięła lek dla mojego syna i zaniosła go do środka, narażając swoje wlasne życie!
- Jaka dziewczyna? Jak wyglądała?
- Brunetka, zielone oczy, związane w kucyka.
- Cholera. - mruknął wściekły Dimitr. - Shelby.
W klubie było gorąco, czuć było odór papierosowy i pot ludzi. Thomas czuł się tutaj nie swojo, Dave bywał w klubach, ale od jakiegoś czasu przestał do nich chodzić, stwierdził że to nie miejsca dla niego. Tymczasem Evan był z tym najbardziej obeznany. Czuł się w nich jak ryba w wodzie. Muzyka głośno grała najnowszy bit Calvina Harrisa. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Chłopcy usiedli na stolikach barowych.
- I co? Warto było przyjść, prawda? - powiedział Evan.
- Jasnee. - odpowiedział ironicznie Thomas.
- Bez sarkazmów, proszę. - odpowiedział Evan i zamówił trzy drinki. - Bawcie się, chłopcy! Macie zapomnieć o swoich miłościach.
- Dlaczego tak ci na tym zależy? - zapytał Thomas.
- Bo nie mam ochoty tego słuchać? - odparł Evan. - Anyway, bawmy się! - krzyknął i wziął jednego drinka. - Idę na parkiet, panowie, a wy wyrwijcie coś. - puścił im oczko i zmył się. Thomas i Dave zostali sami.
- Chcesz stąd iść? - zapytał Thomas.
- Tak, ale nie chcę robic przykrości Evanowi, naprawdę się stara. - powiedział. - Zostańmy godzinkę.
- Okej, jak chcesz. - odparł chłopak. - Idę do toalety. - postanowił schodząc z krzesełka. Dave został sam. Natknął się wzrokiem na dziewczynę, brunetkę, która patrzyła na niego wyzywająco.Uśmiechnął się do niej. Wziął do ręki drinka i uniósł go w gorę, jakby wznosił toast. Dziewczyna zrobiła to samo.
- Może tu nie jest tak źle. - mruknął sam do siebie.
Shelby rozejrzała się po sali. Znajdowało się tam sporo ludzi. Przełknęła z trudem ślinę. Nie wiedziała gdzie znajduje się mały chłopczyk. Nie chciała krzyczeć, bo inaczej złodzieje na pewno zrobiliby jej krzywdę i być może temu chłopcu. Wzięła drżący oddech. Nikt nie wydawał jej się podejrzany, było kilku małych chłopców i jedna dziewczynka.
- Jest tu jakiś chłopiec chory na astmę? - zapytała, starała się zrobić to cicho. - Proszę. Muszę to wiedzieć. To ważne.
Nikt nie odpowiedział. Cisza.
- Wiem, że są państwo przerażeni i macie do tego pełne prawo, ale chodzi tu o życie chłopca. Jest chory na astmę, mam dla niego leki.- starała się ich przekonać, ale ludzie nadal milczeli. Jeden chłopiec patrzył na nią. Shelby zmarszczyła brwi.
- To ty? Ty jesteś tym chłopcem?
On kiwnął głową. Znajdował się naprzeciwko niej. Dziewczyna nie mogła wstać i podać mu leków, to było zbyt niebezpieczne.
- Proszę podać tamtemu chłopcu leki. - powiedziała do jednej kobiety. Ona udawala, że jej nie słyszy. To wkurzyło dziewczynę. - Zrób to! - krzyknęła. Wtedy kobieta wzięła od niej leki i podała następnej osobie i w końcu leki dotarły do chłopca, który powiedział bezgłośne "dziekuje". Shelby uśmiechnęła się. Nagle poczuła wibracje w kostce. To woki toki. Wyjęła je i zakryła się swoją kurtką, tak aby jak najmniej osób ją widziało.
- Shelby? Shelby jesteś tam?
- Tak, jestem, ale...
- Żadne ale! Naraziłaś nas! Naraziłaś siebie przede wszystkim! Jesteś niepoważna? Upadłaś na głowę? Jak mogłaś? Nie wierze, że to zrobiłaś! Layla może miała rację i nie powinnaś być agentką. - powiedział. - Jesteś cała?
Shelby rozłączyła się bez odpowiedzenia. Była wściekła. Zrobiła coś dobrego, a on miał do niej pretensje.
- Masz woki toki? Daj mi je. Muszę porozmawiać z mamą.
- Tym woki toki zadzwonisz tylko do mojego głupiego partnera Dimitra. - odpowiedziała dziewczyna.
- Dawaj je!
- Nie. - Shelby odskoczyła na bok.
- Ona ma woki toki! - krzyknęła dziewczyna.
- Zamknij się, idiotko. - powiedziała Shelby, ale już nadbiegli bandyci, zabrali jej, a jeden zaczął do niej mierzyć.
- Sprytnie. - mruknął jeden. - Wstawaj.
Shelby zrobiła to, co jej kazał i uniosła obie dłonie. W tym momencie kopnęła jednego, wytrącając mu broń z ręki, na sali rozległa się panika. Shelby starała się uciekać, chowając się przed strzałami. Ludzie krzyczeli i biegali gdzie tylko sie da. Dziewczyna bała się, że jakas strzała ją trafi. Starała się biec przed siebie, w końcu jednak jakiś bandyta strzelił do niej, Shelby dostała w ramię. Upadła na ziemię. Trzymała się za nie i głośno krzyczała. Wtedy wbiegli do banku agenci.
- Ręce do góry! - krzyczał jeden.
- Teraz wiesz jak to jest zostać postrzelonym. - powiedział Dimitr podchodząc do Shelby. Dziewczyna zasyczała z bólu. - Ranna dziewczyna! - krzyknął do lekarzy i poszedł dalej. Shelby wiedziała, że jest na nią zły, ale ze nie aż tak bardzo.
W klubie, dziewczyna, która patrzyła na Dave'a w końcu odważyła się do niego podejść.
- Witaj przystojniaku.
- Cześć. - powiedział uśmiechając się głupio.
- Postawić ci drinka? - usmiechnęła się słodko.
- Powinienem spytać o to ciebie. - odpowiedział.
- Więc? - nalegała.
- Okej. - powiedział przełykając głośno ślinę.
- Dwa drinki proszę. - powiedziała do barmana. Potem spojrzała na Dave'a. - Obserwowałam cię od jakiegoś czasu.
- Tak? - zdziwił się.
- Tak. I widziałam, ze przyszedłeś z całkiem nie złym znajomym. Ten w czarnych włosach, wiesz który?
- Evan?
- Więc tak się nazywa? - przygryzła wargę. - Seksownie. Więc? Przedstawisz mnie?
- Eee, ja... - Dave nie wiedział jak zareagować, w tym samym momencie podszedł do nich Evan.
- Nie przeszkadzajcie sobie, ja tylko na chwilę. - uśmiechnął się, puszczając do nich oczko. Dziewczyna zarumieniła się.
- Nie przeszkadzasz. - powiedziala brunetka.
- Nie? - zdziwił się chlopak.
- Wyobraź sobie, że nie! - krzyknął Dave wstając z krzesełka i poszedł. Evan stał zupełnie zbity z tropu. Patrzył na dziewczynę, nie rozumiejąc dlaczego Dave od nich odszedł.
- Teraz zostaliśmy sam na sam. - powiedziała dotykając jego klatki piersiowej, a chłopak zrozumiał.
- Nie jestem zainteresowany. - powiedział mrużąc oczy.
- Dziwak. - odburknęła odchodząc od niego. Tymczasem za Evanem pojawił się Thomas.
- Nie udany podryw? - zapytał, siadając na krześle barowym. Evan uśmiechnął się.
- Nie do końca. To ja dałem jej kosza. - powiedział puszczając do niego oczko.
- Skoro tak twierdzisz. - wzruszył ramionami.
- Hej! Naprawdę tak było. Zapytaj Dave'a.
- To twój kumpel. - powiedział Thomas.
- I?
- I moze skłamać dla ciebie.
- Fakt. Ale naprawdę dałem jej kosza. - upierał się chłopak. - Dobra, nie ważne. Napijmy się. - przywołał ruchem ręki barmana i zamówił kolejne drinki.
- Mam pytanie... - zaczął Thomas. - Dlaczego mówiłeś, żebym odpuścił sobie Shelby?
- Bo z tego i tak nic nie będzie. - odpowiedział Evan uśmiechając się. Thomas odebrał to w negatywny sposób, choć Evan nie miał niczego złego na myśli.
- Dlaczego tak uważasz? - spytał ostrym tonem.
- Ty i ona... to inna liga. - stwierdził, coraz bardziej pogrążając się w oczach Thomasa.
- Inna liga powiadasz, ciekawe. - powiedział schodząc z krzesełka. - Ona jest ta super, ładna, mądra i sprytna, a ja ten głupi i brzydki, tak?
- Nie o to mi chodziło. - Evan dopiero teraz załapał jak to zabrzmiało.
- Daruj sobie. - uciął Thomas i odwracając się skierował się ku wyjściu z klubu. Zaczął myśleć, że być może Evans jest zakochany w Shelby, dlatego odradza mu uganianie się za nią. Nie miał pojęcia, że prawda jest zupełnie inna.
- Postąpiłam słusznie! - krzyczała Shelby, idąc za Dimitrem, który był wściekły.
- Postąpiłaś nieodpowiedzialnie! - wrzasnął odwracając się gwałtownie.
- Proszę usiąść. - powiedział ratownik. - Nie powinna pani nadwyrężać ramienia, a tym bardziej się denerwować. - stwierdził.
- Ten chłopiec mógł umrzeć!
- Tak jak i ty!
- Uważasz, że powinnam myśleć tylko o sobie? - zapytała, nie mogąc uwierzyć w to jak samolubny był Dimitr. - Nie znałam cię od tej strony.
- Ani ja ciebie. Ale to chodzi w tej pracy. Masz ratować ludzi i siebie, a nie tylko ludzi. Musisz się jeszcze wiele nauczyć. - powiedział ostrym tonem. - Bo jak na razie nie masz pojęcia o niczym. Mogłaś chociaż powiedzieć o tym mnie, dlaczego tego nie zrobiłaś? Bo chciałaś zostać bohaterką? Brawo. Ciesz się swoją sławą, póki możesz. - powiedział i odszedł od niej. Shelby została sama. Była wściekła.
- Uważam, że postąpiłaś bardzo odważnie. - powiedziała Layla. - Ten chłopiec naprawdę mógł umrzeć.
Shelby odwróciła się w jej stronę zaskoczona.
- Naprawdę tak uważasz?
- Tak. - przyznała. - Zawsze myślałam, że byłabyś beznadziejną agentką, ale teraz widzę, że myliłam się. - dodała i odeszła od niej. Shelby stała oniemiała. Nie wiedziała czy cieszyć się, czy wręcz przeciwnie.
|Black Mission|
W bazie Dimitr nawet nie spojrzał w stronę Shelby. Ona patrzyła na niego co jakiś czas. Była rozczarowana jego zachowaniem i faktem z jaką ignorancją ją traktuje. Spodziewała się czegoś innego po nim. Tymczasem gubernator mówiła o misji.
- Shelby, a teraz ty. To, co zrobiłaś było bardzo nieodpowiedzialne i nie dopuszczalne w tym zawodzie, ale... jednocześnie ocaliłaś wszystkich. Gdyby nie ty... nie wiadomo jak by to się skończyło, dlatego uważam, że twoja odwaga powinna zostać nagrodzona. Brawo. - powiedziała kobieta rozłączając się. Dziewczyna spojrzała na Dimitra, który nie odzywał się. Siedział cicho, aż w końcu wstał i wyszedł z pomieszczenia. Dziewczyna nie wiedziała, jak ma odbierać to zachowanie. Był zły bo gubernator nie przyznała mu racji? Ma aż tak wielkie mniemanie o sobie?
- Naprawdę wbiegłaś do banku, aby podać chłopcu lek? - zapytał Evan. - Wow, Shelby, to było... nieziemskie. - spojrzał na nią z uznaniem.
- Tak, przyznaje się. - powiedziała z lekkim uśmiechem. - Ale to było też bardzo nieodpowiedzialne, tak jak gubernator powiedziała. - wskazała ruchem ręki na ekran.
- Ale bardzo odważne. - dodał chłopak.
- Szkoda, że wszyscy tak nie myślą. - powiedziała patrząc w stronę wyjścia, którym wyszedł Dimitr.
- Przejdzie mu. - pocieszył ją Evan. - Po prostu bał się o ciebie. Zależy mu na tobie. Traktuje cię jak...
- Jak kogo?
- Jak kogoś bardzo ważnego. - dodał. Wtedy Shelby również wyszła z bazy, wiedząc, że musi porozmawiać z Dimitrem. W środku został Evan z Laylą. Chłopak postanowił jej trochę nakłamać.
- Byliśmy w klubie. - powiedział.
- Kto?
- Ja, Dave i Thomas.
- I co z tego? - zmarszczyła brwi.
- Nic. Pomyślałem tylko, ze może chcesz co niego wiedzieć... - odparł wymijająco.
- Co na przykład?
- To, że Dave miał największe wzięcie z naszej trójki.
- Serio? - Layla roześmiała się. - Jakoś ci nie wierzę.
- Dobra, przesadziłem. Ja nadal pozostaje mistrzem, ale była jedna dziewczyna, która była nim baardzo zainteresowana. Wypili kilka drinków i gdzieś wyszli. Nie mam pojęcia gdzie, ale musiało chyba zaiskrzyć. - powiedział i z uśmiechem wyszedł z bazy. Layla została sama. Poczula się zazdrosna.
Shelby weszła do pokoju Dimitra, chłopak leżał na łóżku i patrzył w sufit. Dziewczyna stanęła w progu.
- Rozumiem twoje zachowanie, naprawdę rozumiem, ale nadal uważam, że postąpiłam słusznie, nie wmówisz mi, że jest inaczej. Nawet gubernator mnie pochwaliła. - powiedziała dziewczyna.
- Ale gubernator... - chlopak wstał gwałtownie z łóżka. - Gubernator nie czuje do ciebie tego, co ja czuje. To normalne, że zareagowała w taki sposób, zresztą jak reszta grupy. Oni widzą w tobie bohaterkę, ja widzę w tobie łatwy cel dla bandytów. Nie chcę cię stracić.
- I nie stracisz. - powiedziała Shelby siadając obok niego. - Ale tego chcę, chcę być agentką i musisz się z tym pogodzić.
- Wiem, ale... nie jest łatwo.
- Zdaje sobie z tego sprawę. - uśmiechnęła się. - Ale postarasz się?
- Okej. - przytaknął. - Ale nadal będę się o ciebie cholernie martwił.
- W porządku. - roześmiała się dziewczyna i przytuliła się do Dimitra, który ją objął.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz