sobota, 12 grudnia 2015

1x02

Shelby biegła do restauracji z torbą przewieszoną przez ramię. Była zdecydowanie spóźniona, ale miała szkolenie na agentkę. Musiała dużo biegać, skakać i ćwiczyć. Jak na pierwszy dzień poszło jej całkiem nie źle, ale była strasznie zmachana i nie miała ochoty dodatkowo pracować. Była zirytowana. Kiedy wbiegła do pomieszczenia, zdyszana, złapała się dłońmi za kolana. Podeszła do niej od razu szefowa. Nie była zadowolona.  
- Spóźniłaś się 45 minut. - powiedziała wskazując palcem na zegarek. 
- Przepraszam. - odpowiedziała pospiesznie. - Zaraz pójdę się przebrać tylko trochę odpocznę. - dodała siadając na krzesełko. 
- Chyba sobie pani żartuje panno Sanchez. - odpowiedziała wyniosłym tonem. Nie spodobało się to dziewczynie, która była naprawdę zmęczona i nie miała najmniejszej ochoty na pretensje kobiety. - Masz wstać i zebrać zamówienia od klientów. Thomas musiał męczyć się z tym sam przez prawie godzinę. Nie mogę uwierzyć, że kolejny tak się spóźniłaś. Jeszcze jedna taka sytuacja, a cię zwolnię, chociaż już powinnam. 
- Nie trzeba. - Shelby wstała z krzesełka. Całej sytuacji przyglądał się Thomas. Zrobiło mu się żal swojej przyjaciółki, ale to co powiedziała po chwili kompletnie go zaskoczyło. Nigdy by nie podejrzewał, że Shelby w taki sposób postawi się szefowej. - Sama odchodzę! - powiedziała ochoczo. 
- Słucham?! Nie możesz. Mamy klientów! 
- Owszem mogę. Już dawno miałam to zrobić. Nienawidzę tej pracy szczerze mówiąc. - uśmiechnęła się zadziornie i wyszła z restauracji. Thomas nie namyślając się długo wybiegł za dziewczyną. Zupełnie nic z tego nie rozumiał. Dlaczego Shelby zachowywała się w ten sposób? To było do niej nie podobne. 
- Hej, Shelby! Zaczekaj! - krzyknął. - O co chodzi? - zapytał, gdy do niej dobiegł. Ona wzruszyła ramionami. 
- O nic. Po prostu się zwolniłam, to takie dziwne?
- Tak? Pracujemy parę lat w tej restauracji, mamy zgrzyty z szefową często, ale lubimy tą pracę pamiętasz?
- Ja miałam zgrzyty z szefową ty nigdy. Jesteś jej pupilkiem. -przypomniała mu Shelby. - Nie chce tam pracować i już. 
- Nie poznaje cię. - powiedział kręcąc głową. - Od jakiegoś czasu zachowujesz się dziwnie. 
- Nie prawda. Teraz mogę być sobą. Nareszcie. - poinformowała go i odwracając się na pięcie ruszyła przed siebie. 


|Black Mission|

Shelby znajdowała się w tajnej bazie. Myślała o Thomasie i o tym co on zrobił dla niej. Zachowała się jak idiotka tak na niego napadając. Będzie zmuszona go dzisiaj przeprosić. Nie powinna się tak do niego odzywać. Miał rację. Nie była sobą. 
W bazie Evan i Dimitr siłowali się na rękę. Oczywiście wygrywał Dimitr ku rozpaczy Evana. 
- Dimitr! Dimitr! - klaskała w dłonie Layla. Shelby przewróciła oczami. 
- Nie pokonasz mnie, stary, wiesz o tym prawda? - uśmiechnął się Dimitr. 
- Spadaj. - odburknął chłopak. Po kilku sekundach wygrał Dimitr, który wstał z krzesełka unosząc ręce i krzycząc "jest!" 
- Brawo. - powiedziała Shelby, a wszystkie pary oczu skierowały się w jej stronę. 
- Dałem mu wygrać. - powiedział Evan. 
- Jasnee. - roześmiał się Dimitr. 
- Ktoś chce kawy? - Evan postanowił odwrócić uwagę od siebie i swojej przegranej. 
- Ja! - uniósł do góry rękę Dave. 
- Mnie też możesz zrobić. - odparł Dimitr. 
- Hej ludzie! Pytałem z grzeczności. - wytłumaczył Evan wychodząc z pomieszczenia. Shelby uśmiechnęła się, cały czas patrząc na Dimitra. 
- Byłeś lepszy. - powiedziała. 
- Jak zawsze. - rzekł skromnie chłopak. Layla przewróciła oczami i również opuściła pomieszczenie. Shelby starała się udawać, że wcale nie była zachwycona tym, że Dimitr zwraca uwagę na nią, a nie na Layle, która była bardzo zazdrosna z tego powodu. 

Po paru minutach wszyscy siedzieli już przy okrągłym stole, a na ekranie pojawiła się gubernator z ich kolejną misją, a pierwszą misją z Shelby. Dziewczyna wyglądała na szczęśliwą. Nie mogła się doczekać swojego pierwszego zadania. 

- Musimy schwytać Romanowa Alleciego. Przedstawiciela dużej firmy, produkującej broń wysyłaną na ważne misje do Afganistanu. Musimy wydobyć od niego informacje. Jeden z was będzie miał za zadanie wyciągnąć od niego wszystko co wie na temat firmy. W tym celu będzie zmuszony go poderwać. 
- Mam nadzieje, że nie chodzi o mnie. - odezwał się Evan. Gubernator starała się nie pokazać swojego zirytowania. 
- Shelby. - powiedziała, a wszystkie oczy skierowały się w jej stronę. - Ty go poderwiesz. To będzie twoje pierwsze zadanie. Dzisiaj wybierzesz się na przyjęcie, a wy wszyscy z nią, aby dopilnować, żeby nie stała się jej krzywda, zrozumiano? 
- Tak jest. - odpowiedzieli chórem. 
- Ja? - dziewczyna była lekko w szoku. - Nie wiem czy jestem gotowa do tak ważnej akcji. Nie będę wiedziała o co mam pytać, jak się zachowywać... 
- Dimitr wszystko ci powie. - powiedziała gubernator i rozłączyła się. Layla zacisnęła mocno szczękę. Była cholernie zazdrosna i nawet nie chciała już tego ukrywać. 
- Zawalisz to. - Layla poklepała Shelby po ramieniu i odeszła z zadowoloną miną. 
- Nie przejmuj się nią. - pocieszył ją Dave. - Nie będzie tak źle. 
- Jeśli Romanow nie domyśli się kim tak naprawdę jesteś to nie będzie źle. - odezwała się Ana. 
Shelby była przerażona. Bała się bardziej niż wtedy kiedy ją porwano. 

Dave starał się namierzyć lokalizacje Romanowa, kiedy do pomieszczenia weszła Layla. Od dawna podobała się chłopakowi i pomyślał, że to jest dobry moment, aby się z nią umówić. Dave od zawsze był nieśmiały i nie umiał rozmawiać z dziewczynami, ale teraz chciał spróbować.

- Więc pierwsza misja Shelby, co? - zaczął rozmowę. 
- Ta. - mruknęła dziewczyna. 
- Myślisz, że sobie poradzi? 
- Nie interesuje mnie to. - odparła zajęta chowaniem broni. 
- A co cię interesuje? - Dave przygryzł wargę. 
- Na pewno nie ty. 
- Co? - zdziwił się. 
- Nie umówię się z tobą, jeśli o to chcesz zapytać. 
- Nie miałem takiego...
- Daruj sobie. - powiedziała, chowając nóż pod czarny pas i wyszła z pomieszczenia. Dave ciężko westchnął. Spodziewał się takiej reakcji z jej strony, ale mimo wszystko to i tak bolało. Od czasów szkolnych dziewczyny dawały mu kosza. Nie umiał nigdy znaleźć kogoś wartościowego, kogoś kto by go pokochał za to jaki jest. Wrócił do namierzania ich podejrzanego. 
- Nie przejmuj się. - powiedziała Ana. 
- Słucham? - spojrzał na nią nie rozumiejąc. 
- Przypadkiem usłyszałam waszą rozmowę. - odpowiedziała. 
- To nic. - wzruszył ramionami. - Nawet mi się nie podoba. 
- Skoro tak uważasz. - powiedziała nieprzekonana. Znała Dave'a i wiedziała, że jeśli jakaś dziewczyna mu się spodoba to nie odpuści tak łatwo i będzie o nią walczył. 

- O co mam pytać? - zapytała Shelby Dimitra. 

- Powiedz, że chcesz zatrudnić się w jego firmie. Zapytaj o to jaką broń produkują i kto ją od nich kupuje. Daj mu alkohol. To zawsze rozwiązuje język i bądź uwodzicielska. - puścił jej oczko. 
- Nie potrafię taka być. 
- Owszem, potrafisz. - powiedział z uśmiechem. Shelby próbowała udawać, ze wcale się nie zarumieniła. Dimitr był... jedyny w swoim rodzaju. Dziewczyna jeszcze nigdy nie spotkała kogoś takiego. Uroczy, niebezpieczny, a jednocześnie szarmancki. Prawdziwy mężczyzna. 
- Skąd wiesz? - zapytała przygryzając wargę. 
- Wiem wszystko. - odpowiedział, starając się ukryć uśmiech. 
- Zauważyłam. - pokiwała głową. - A co jeśli nie dam rady?
- Dasz. 
- Dzięki za pocieszenie. - roześmiała się. 
- Proszę bardzo. 
Shelby pokręciła głową. Rzeczywiście był jedyny w swoim rodzaju. 

Przyjęcie zbliżało się coraz bardziej Shelby, Ana i Layla musiały się przygotować. Okazało się, że gubernator załatwiła im fryzjerów i makijażystki, a także sukienki, które miały na siebie włożyć. Shelby była zachwycona, nie sądziła, że dostanie coś zupełnie za darmo. Coraz bardziej uwielbiała być agentką. 


- Wyglądasz cudownie. - powiedziała Ana, widząc Shelby. 

- Dzięki. Twoja sukienka też niczego sobie. - odpowiedziała uśmiechając się. 
- Tylko tego nie spieprz. - rzuciła Layla. 
- Postaram się. - mruknęła pod nosem dziewczyna. W tym momencie do pomieszczenia wszedł Dimitr. Miał na sobie garnitur i wyglądał jeszcze przystojniej niż normalnie. Shelby uśmiechnęła się szeroko widząc go. 
- I jak? - spytała obracając się, by mógl lepiej ją obejrzeć. 
- Wspaniale. - skomentował. - Ale musisz być gotowa na każdą ewentualność. Dlatego założę ci kamerę. - powiedział podchodząc do niej i montując ją przy jej biuście. Shelby starała się nie roześmiać, a Layla obserwowała tą scene z rosnącą zazdrością. 
- Często to robisz? 
- Zdarza się. - przytaknął. 
- To chyba ta przyjemniejsza część pracy, co? 
- Można tak powiedzieć. 
- Jesteś niemożliwy. - powiedziała kręcąc głową. 
- Wiem. - przytaknął. - Gotowe. - powiedział. - Teraz będziesz z nami w kontakcie. Będziemy widzieć wszystko co robisz, więc bądź grzeczna. 
- Postaram się. - powtórzyła. Dimitr kiwnął głową i wyszedł z pomieszczenia. 
- Przyszłaś tu romansować czy pracować? - rzuciła Layla przechodząc obok niej. 
- Ona zawsze taka jest? - zapytała Shelby, patrząc na Ane. 
- Tylko kiedy jest o kogoś zazdrosna. - przyznała. - A jak widać Dimitr bardzo jej się podoba. 
- Zauważyłam. - odpowiedziała Shelby. 

- Hej Dimitr! - Layla próbowała dogonić go na szpilkach. Chłopak odwrócił się w jej stronę, marszcząc brwi. Rzadko ze sobą rozmawiali. 

- Tak?
- Nie sądzisz, że to kompletnie nieodpowiedzialne wysyłać ją na misje? 
- Tak postanowiła gubernator, kim ja jestem, aby kwestionować jej rozkazy? - odpowiedział bezproblemowo. 
- Nie podoba mi się to. - Layla pokręciła głową. - Jestem pewna, że to spieprzy. 
- Dajmy jej szansę. - powiedział Dimitr. - Jest nowa, ale to nie znaczy, że gorsza. 
- Może masz rację. - mruknęła Layla, choć nadal uważała, że Shelby nie powinno tutaj być. 


|Black Mission|



Wieczorem, wszyscy agenci pojawili się na przyjęciu, prócz Dave'a, który został w samochodzie i obserwował wszystko przez kamerki. Shelby czuła się zestresowana i nie pewnie obserwowała znajdujących się tutaj ludzi. Wprawdzie widziała Romanowa na zdjęciach, ale bała się, że go nie pozna, albo pomyli z innym mężczyzną. Dimitr przed wejściem na sale poklepał ją po plecach, mówiąc, że da radę i będzie dobrze. Shelby chciała w to wierzyć, naprawdę chciała. Czuła się też pewniej wyglądając jak milion dolarów, a nie w swojej zwykłej sukience i fryzurze, której układanie zajęłoby jej wieczność, a i ta nie wyglądałaby tak pięknie jak teraz. Starała się nie myśleć też o Layli, która w nią nie wierzy i jest pewna, że to zawali. Powtarzała sobie, że da radę i zaliczy tą akcję i wszyscy będą pod wrażeniem tego jak wspaniale sobie poradziła. 
Dziewczyna zauważyła jak Romanow siedzi przy jednym ze stolików i rozmawia z jakimiś mężczyznami. Przełknęła nie pewnie ślinę i podeszła do niego. 
- Pan Alleci? - zapytała. 
- O co chodzi? - zdziwił się. 
- Nazywam się Elizabeth Kennedy. - przedstawiła się. - Moglibyśmy porozmawiać przez chwilę? 
- W jakiej sprawie? 
- Prowadzi pan firmę produkującą broń, prawda? 
- Tak. - przytaknął. 
- Jestem jedną z kandydatek do pracy w pana firmie. - poinformowała go. Wtedy mężczyzna wstał i podążył za dziewczyną do baru, aby się czegoś napić. Shelby była zadowolona, że udało jej się to tak szybko załatwić. Cały przebieg akcji obserwował Dimitr, który popijał drinka. Choć nie chciał tego przyznać, przed samym sobą był zazdrosny. 
- Pani Elizabeth Kennedy, tak? 
- Tak. - potwierdziła. - Miło mi w końcu pana poznać. - dodała. 
- Poproszę dwie martini. - powiedział mężczyzna do barmana, który kiwnął głową. - Pracowała pani już kiedyś w takiej firmie? 
- To byłby mój pierwszy raz, ale szybko się uczę. - poinformowała go. - Oczywiście, gdyby mi pan pomógł, myślę, że nie byłoby problemu. - dotknęła lekko jego dłoni swoją. Dimitr zacisnął rękę w pięść widząc to, a Layla zmrużyła oczy, patrząc na niego. 
- Jak najbardziej. - powiedział uśmiechając się. 
- Może ominiemy te gierki, co? - Shelby uniosła do góry jedną brew. - Doskonale pan wie, po co tu przyszłam. 
- Bezpośrednia. Lubię takie. - oblizał wargi. 
- Otóż to. 
- Zgoda, więc pójdę zarezerwować pokój. - powiedział schodząc z krzesełka. Shelby otworzyła szeroko oczy. Kompletnie nie o to jej chodziło. Była przerażona. Powiedziała do ręki, gdzie znajdował się zegarek, a do niego wszczepiony mikrofon. 
- Nie to miałam na myśli. - wytłumaczyła się. 
- A jednak tak wyszło. - powiedział Dimitr, nie chcąc okazywać przesadnej zazdrości. 
- Moja dziewczynka. - roześmiał się Evan. 
- Będziesz musiała tam iść i mu się oddać. - powiedziała Layla. - Odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku. 
- Co mam zrobić? - spytała. - Nie chcę... nie mogę, wiecie. 
- Upij go i wyciągnij informacje. - powiedział Dimitr. - I nie rób niczego na co nie masz ochoty. 
- Chyba, że będzie tego wymagało zadanie. - oddala Layla. - A jak wiadomo bez oddania mu się, nie wiele zdziałasz. - uśmiechnęła się. 
Całej akcji przypatrywał się  Thomas, który był kelnerem na dzisiejszym przyjęciu. Nie mógł uwierzyć, że Shelby podrywała tego starego mężczyznę. Poczuł ukłucie w sercu. Jeszcze nigdy nikt go tak nie rozczarował. Zrobiło mu się przykro. Postanowił do niej podejść i to wyjaśnić. 
- Więc dlatego odeszłaś z pracy, co? Bo postanowiłaś wyrywać starych kolesi na kasę. - powiedział oskarżycielskim tonem. 
- Thomas? - Shelby podskoczyła na siedzeniu aż ze zdziwienia. - Co ty tu robisz? 
- Pracuje. Jak widać ty jesteś tu w celach towarzyskich. - chłopak do ostatniej sekundy miał nadzieje, że dziewczyna zaprzeczy, jednak ona tego nie zrobiła. 
- To nie jest to na co wygląda. 
- ale podrywałaś go tak?
- Tak, ale...
- I to mi wystarczy. Naprawdę nie wiem co się z tobą stało. Gdzie moja Shelby? - to były jego ostatnie słowa nim nie odszedł od dziewczyny. Ona ciężko westchnęła. 
- Były chłopak? - zakpiła Layla do słuchawki w uchu. 
- Przyjaciel. - sprostowała. 
- Jasnee. - powiedziała niedowierzająco. Wtedy wrócił Romanow. Uśmiechał się. 
- Załatwiłem pokój. Pozwoli pani za mną. - wyciągnął w jej stronę dłoń, a Shelby ją ujęła. To będzie ciężka akcja i nie była już taka pewna czy podoła temu...

Ana podeszła do Layli, która piła drinka i flirtowała z jakimś facetem. Musiała z nią porozmawiać na temat Dave'a. Lubiła go i nie mogła pozwolić, aby dziewczyna złamała mu serce. 

- Nie lubisz Shelby, okej. Kochasz się w Dimitrze, również okej. Ale nie pozwolę, abyś zraniła uczucia Dave'a. - powiedziała Ana, stając obok dziewczyny. Layla przerwała rozmowę, patrząc zdziwiona na swoją współpracowniczkę. 
- Nie ranię jego uczuć. - powiedziała. - Nie wiem co ci Shelby nagadała, ale...
- Nic mi nie powiedziała, sama podsłuchałam waszą rozmowę. 
- Aha, czyli nas śledzisz, tak? 
- Nie śledzę. Przypadkowo usłyszałam. 
- Bo ci uwierzę. - zadrwiła. - Słuchaj Ana, daruj sobie. Nie zranię Dave'a bo między nami nic nie ma. Wyraźnie mu to dzisiaj powiedziałam. 
- Właśnie. Zbyt wyraźnie. - zaznaczyła Ana. - Dave to wspaniały chłopak. Możesz nawet zranić mnie, jeżeli masz ochotę, ale nie rań jego. - dodała na koniec nim od niej nie odeszła. Layla została z własnymi myślami. Nawet zapomniała o rozmowie z chłopakiem, który postawił jej drinka. 

- Dave co z Shelby? - powiedział Dimitr do słuchawki w zegarku. 

- Właśnie weszła z Romanowem na górę. - poinformował go. - Wchodzą do pokoju. Mężczyzna patrzy na nią jakby zaraz miał ją przelecieć, a ona stara się być miła. 
- Dobra, przyjąłem. - odpowiedział chłopak rozłączając się. Był zły. Bał się, że Shelby spanikuje, albo co gorsza odda mu się i pójdzie z nim do łóżka. Nie zniósł by tej myśli. Tymczasem Layla postanowiła kolejny raz do niego podbić. Uznała, że teraz albo nigdy. 
- Postawić panu drinka? - zapytała kokieteryjnie. 
- Nie, dzięki, Layla. - odpowiedział. - Nie jestem w humorze. 
- Przez Shelby? - westchnęła. Miała jej dosyć. Ta mała suka zniszczyła jej wszystkie plany. 
- Też.
- Mhm, rozumiem. - kiwnęła głową. - Da sobie radę, chyba. 
- Miejmy nadzieje. Pozwól teraz, że się oddale. Chce być sam. - powiedział odchodząc od niej. 

Romanow zamknął za dziewczyną drzwi. Shelby rozejrzała się po gustownie urządzonym pokoju. Wyglądał jak pokój wynajęty przez sławną gwiazdę. Była nim zachwycona, ale jednocześnie miała złe przeczucia. Romanow wyjął z barku whiskey i dwa kieliszki. Nalał ją i podał Shelby. 

- Dziękuje. - odpowiedziała biorąc łyka. 
- Jesteś niesamowitą dziewczyną, Elizabeth. - powiedział z uśmiechem. 
- Za to również dziękuje. - odparła nie pewnie. - Więc czym się pan dokładnie zajmuje? 
- Prowadzę firmę. - rzekł wymijająco. 
- Wiem, ale dokładniej? 
- Może sprawdzimy? - spytał podchodząc do niej i wyjmując jej drinka z ręki. Postawił go na stoliku i zaczął całować Shelby po szyi. - Jest pani taka piękna panno Kennedy. 
- Tak, ale... przyszłam tu w interesach. - powiedziała, przymykając na moment oczy. Dawno nikt nie całował ją w tych miejscach i musiała przyznać, że było to przyjemne. Opamiętała się jednak i odepchnęła go lekko. - Więc jak panie Romanow? 
- Mów mi Roman. - powiedział na powrót się do niej przybliżając. Złapał ją za biodro, a drugą rękę za ramię i próbował ją pocałować. 
- Proszę mnie puścić. - Shelby odepchnęła go mocniej. - Nie prześpię się z panem za pracę w firmie! 
- A za informacje? - zapytał nieoczekiwanie. 
- Słucham? - zdziwiła się. 
- Cóż za marna osobowość. - zadrwił. - Nazywam się Elizabeth Kennedy i chce pracować w pana firmie. Mogłaś wymyślić coś bardziej wiarygodnego. 
Shelby była bardzo zaskoczona. Nie wiedziała jak ma zareagowac. A więc mężczyzna domyślił się prawdy. Jest skończona. Musi improwizować. 
- Słucham? 
- Jesteś agentką. 
- Nie prawda! - zaprotestowała zbyt gwałtownie. - Jak pan może tak uważać? Jestem zwykłą dziewczyną. Wychowywałam się na Alasce. Nie mam pojęcia o byciu agentką. 
- To widać. - roześmiał się i wyjął pistolet mierząc do niej. Shelby wstrzymała oddech. 
- Proszę tego nie robić. 

- Shelby jest w niebezpieczeństwie. - powiedział Dave, widząc jak Romanow do niej mierzy. Dimitr natychmiast zareagował i szybko wbiegł na piętro. 
- Shelby! Na w jakim jesteś pokoju? 
Dziewczyna była przerażona. Tym bardziej iż nie wiedziała jak ma go o tym poinformować, jednocześnie nie zdradzając, że jest na podsłuchu. W końcu wymyśliła. 
- Zaciągnąłeś mnie do pokoju 302, myślałam, że chcesz mnie zaciągnąć do łóżka, a ty wymyślasz jakieś chore insynuacje. - powiedziała. 
- Rozumiem. - mruknął. - Jesteś na podsłuchu i twój partner spytał o numer pokoju. Sprytnie. - wtedy mężczyzna kazał się rozebrać dziewczynie. - Zrób to, albo cię zabije. 
Shelby zamknęła oczy. Nie chciała wierzyć, że to się dzieje naprawdę. A mogła pracować w restauracji, miałaby święty spokój, nie musiałaby brać udziału w takich akcjach. Zachciało jej się zostania agentką. Gdyby wiedziała, że wiążę się to z takim niebezpieczeństwem, nigdy nie brałaby w tym udziału. Dziewczyna nie chętnie zdjęła z siebie sukienkę, pozostając w samej bieliźnie. Romanow do niej podszedł i wyjął słuchawkę z ucha po czym ją zdeptał. Shelby skorzystała z jego chwili nie uwagi i rzuciła się na niego, próbując wyjąć mu z ręki broń. Mężczyzna zaczął się szarpać i zepchnął z siebie Shelby, a wtedy ona wyciągnęła z buta nóż i rzuciła go w niego. Romanow dostał w ramię. Głośno krzyknął łapiąc się za nie i upuścił pistolet. Shelby złapała go i wycelowała w jego stronę. W tym samym momencie wbiegł Dimitr. 
- Shelby! Wszystko w porządku? 
- Mówiłem, ze jest agentką. - powiedział Romanow. - Nie wiedziałem tylko, że taką dobrą. - dodał. 
- Dlaczego jesteś w bieliźnie? - zapytał, dopiero teraz zdając sobie z tego sprawę. 
- Długa historia. - dziewczyna machnęła nie dbale ręką.  Wtedy Dimitr zgarnął Romanowa, a Shelby odetchnęła z ulgą. 


|Black Mission|

Kiedy Shelby wkroczyła do bazy, wszyscy zaczęli bić brawo, oprócz Layli, która stała z założonymi rękami. Gubernator już była na dużym ekranie, również dumna z jej pierwszej misji. 
- Poradziłaś sobie lepiej niż przypuszczałam. - powiedziała kobieta. 
- Dziękuje. - odparła Shelby. 
- Nie bądź już taka skromna, kociaku! - powiedział Evan. - Słyszeliśmy, że bylaś prawie naga. Działo się, co? - puścił jej oczko. 
- Evanie! - ustawiła go do pionu gubernator. - Jestem tutaj jakbyś nie zauważył. 
Chłopak odchrząknął. 
- Jasne, przepraszam. 
- Nic między mną a Romanowem się nie wydarzyło. - wyjaśniła Shelby. - Kazał mi się tylko rozebrać. 
Wszyscy unieśli brwi, nawet gubernator. 
- I wiem jak to brzmi. - dodala po chwili dziewczyna. - Ale naprawdę nic się nie wydarzyło, między nami, naprawdę. 
- Wierzymy ci, skarbie. - Evan puścił jej kolejne oczko. Shelby przewróciła oczami. 
- Dobrze, wracam do swoich obowiązków. A ty Shelby na drugi raz... cóż, postaraj się kończyć misje ubrana. - powiedziała w rozbawieniu i rozłączyla się. 
- Naprawdę nic nie było. - powiedziała coraz bardziej zirytowana ich brakiem wiary. 
- Ja ci wierzę. - powiedział Dimitr. 
- Dzięki. - odetchnęła z ulgą. - Chociaż ty. 
- Ja tez ci wierzę. - odezwał się Evan. - Wierzę w to, ze bylo ostro. - po tych słowach roześmiał się, a Shelby uderzyła go w ramię. 
- Głupek. - mruknęła. 

Layla poszła do pokoju Dave'a. Wszyscy agenci mieszkali razem. Mieli tylko osobne pokoje, choć nie do końca, bo Layla mieszkała z Aną, tylko Dave sam, a Dimitr z Evanem. Dziewczyna chciala z nim porozmawiać na temat ostatniej sytuacji, kiedy zachowała się jak idiotka. Sama doszła do takich wniosków, a słowa Any tylko ją w tym utwierdziły. Pomyślała 'co mam do stracenia? I tak Dimitr woli Shelby'. 
- Hej. - powiedziała wchodząc do jego pokoju. Dave siedział przed laptopem. 
- Hej. - odpowiedział widząc ją. Był zaskoczony. Odstawił laptopa na bok i wstał. - Co tu robisz? 
- A propo tego, że chciałeś się ze mną umówić...
- Tak, wiem. To był głupi pomysł. - spuścił głowę. 
- Przyznaję. - kiwnęła. - Ale mam inne, o wiele lepsze rozwiązanie. - powiedziała podchodząc do niego i zbliżyła swoją twarz do jego. Dave wyglądał na zaskoczonego, ale nie protestował kiedy Layla go pocałowała. Odwzajemnił pocalunek. Potem dziewczyna rzuciła go na łóżko i usiadła na nim okrakiem nadal go całując. 
- Jesteś tego pewna? - zapytał chłopak między pocałunkami. 
- Zamknij się. - odpowiedziała dysząc i zajęła się zdejmowaniem jego spodni. 

Shelby stwierdziła, że musi przeprosić Thomasa. Zachowała się jak ostatnia idiotka względem niego. Wie, ze nie moze mu powiedzieć o tym kim jest, ale przeprosiny nie zawadzą. Chciałaby, aby znów było między nimi tak jak kiedyś. Thomas to wspaniały przyjaciel i nie może go stracić tylko dlatego, że zostala agentką, bo chce znaleźć ojca. 
Zdziwiła się kiedy zauważyła, że drzwi do domu chłopaka są otwarte. Zmarszczyła brwi. Pomyślała, że coś mu się stało, nie chciała panikować, ale wszystko na to wskazywało. Serce zaczęło jej mocno bić, a oddech stał się drżący. Weszła do mieszkania, a tam zastał ją szok. To, co zobaczyła... nie sądziła, że kiedyś będzie tak przerażona. 
- Boże Thomas, gdzie jesteś? - wyszeptała widząc jak całe mieszkanie jest splądrowane, a wszystkie meble powywracane. Ktoś musiał tu wejść i go porwać. To było jedyne sensowne wytłumaczenie, ale kto? Nagle zadzwoniła komórka dziewczyny. Szybko ją odebrała. - Halo?
- Shelby Sanchez? - rozbrzmiał gruby i męski głos. 
- Tak, kto mówi?
- Przywitaj się ze swoim przyjacielem. - powiedział mężczyzna, a potem dziewczyna usłyszała tylko krzyk Thomasa... 

sobota, 5 grudnia 2015

1x01

Shelby siedziała na krzesełku ze szczotką w ręku. Czesała swoje włosy, kiedy jej oczom ukazało zdjęcie jej i jej ojca na wycieczce w zoo. Trzymał ją na barana, uśmiechając się szczerze, tak samo jak ona. Byli szczęśliwi. Właśnie, byli. Teraz jest sama. Nie ma przy niej nikogo bliskiego. Miała tylko jego. Dlaczego ją opuścił? Samotna łza, spłynęła po jej policzku. Zaginął równy rok temu. To wtedy jej życie diametralnie się zmieniło, a ona sama z radosnej i pełnej życia osoby stała się strzępkiem nerw. Nawet nie pamiętała kiedy ostatni raz była tak radosna jak na zdjęciu. To były czasy, które przepadły. Została sama. Wstała i ruszyła w kierunku okna. Wszystko było takie samo. Nic się nie zmieniło, oprócz niej. Przełknęła z trudem ślinę myśląc o tym jak bardzo jej życie się zmieniło odkąd jej ojciec zaginął bez śladu. Nasi bliscy są bardzo ważni w naszym życiu i nigdy nie powinniśmy o tym zapominać. Niestety Shelby w pewnym momencie swojego życia zapomniała, może dlatego teraz płaci tak wysoką cenę. 
- Kiedyś cię odnajdę.A wtedy znów będziemy razem, tak jak wtedy. - wyszeptała, odwracając głowę, aby ponownie spojrzeć na pamiętne zdjęcie. 
|Black Mission| 

- Jestem! - krzyknęła wbiegając do restauracji, pospiesznie zawiązując fartuch. 
- Piąte spóźnienie w tym miesiącu. - upomniała ją jej szefowa, Donovan. 

- Wiem, przepraszam. - odpowiedziała spuszczając głowę, jakby to miało wyrazić jak bardzo jest jej przykro z tego powodu, choć tak naprawdę nie było. Odkąd jej ojciec zaginął nic już nie miało sensu. Nawet gdyby straciła tę pracę nie byłby to dla niej koniec świata. - Więcej się to nie powtórzy. - zapewniła. 
- Mówisz tak za każdym razem. - przypomniała jej Donovan. - Moja cierpliwość powoli się kończy. - powiedziała zakładając ręce na klatkę piersiową. - Zrób coś z tym, albo stąd wylecisz. 
- To groźba czy obietnica? - mruknęła pod nosem, tak aby kobieta jej nie usłyszała. 
- Słucham?
- Nic, nic. - powiedziała głośniej, kręcąc głową. - Przepraszam jeszcze raz. 
- Klienci czekają. Lepiej się pospiesz. - wskazała ruchem ręki na siedzących przy stolikach ludzi, którzy w zniecierpliwieniu czekali, aż Shelby weźmie od nich zamówienie. Dziewczyna westchnęła i udała się w ich kierunku nie chętnie. - Tylko z uśmiechem na ustach. - upomniała ją szefowa. Wtedy Shelby odwróciła się do niej ukazując śnieżnobiałe zęby. - Tak lepiej. - mruknęła kobieta. 
- Co państwu podać? - zapytała Shelby siląc się na miły ton. 
- Wodę z cytryną. - odpowiedziała dziewczyna. 
- Ja poproszę sałatkę owocową. - powiedział na to chłopak. Shelby kiwnęła głową i ze złożonym zamówieniem udała się do kuchni. 
- Raz woda z cytryną i sałatka owocowa. - powiedziała do jednego z kucharzy, który kiwnął głową. Zaraz za nią pojawił się nieoczekiwanie wysoki brunet, który zakrył jej oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się wiedząc kim on jest. 
- Znowu spóźniona. - powiedział. 
- Znowu bezczelny. - odgryzła się, odwracając w stronę swojego najlepszego przyjaciela Thomasa, który również był kelnerem w tej restauracji. 
- Jak się trzymasz? - zmienił nagle temat. Shelby spoważniała. Nie lubiła jak ludzie zadawali jej te głupie pytania o samopoczucie! Jak się miała trzymać? Nie ma pojęcia gdzie jest jej ojciec! To horror. 
- Daje radę. - odpowiedziała siląc się na uśmiech. 
- Wiem, że nie lubisz o to pytań, ale... martwię się o ciebie. To wszystko. - powiedział Thomas. 
- Wiem i naprawdę to doceniam. - odparła dziewczyna dotykając jego ramienia, na co chłopak gwałtownie się pobudził. Lubił ją. Nawet za bardzo, co było męczące zważywszy na to, że Shelby nie miała o tym pojęcia, zresztą, nawet nie był pewien czy odwzajemniała to uczucie. Kto byłby w stanie go pokochać? Jest trudnym człowiekiem. Nagle dziewczyna zmarszczyła brwi słysząc czyjąś rozmowę. Podeszła do drzwi i zobaczyła dwóch wysokich mężczyzn, rozmawiających z jej szefową. 
- Co do... - szepnęła do siebie. 
- Panna Sanchez pracuje tutaj? - zapytał jeden z mężczyzn. 
- Owszem, a o co chodzi? - spytała jej szefowa, patrząc nie zrozumiałym wzrokiem na nich. 
- Gdzie możemy ją znaleźć? 
- Jest w kuchni. - wskazała na nią ruchem ręki. Shelby otworzyła szeroko oczy. Nie wiedziała kim oni są. Bała się ich. Postanowiła w ciągu sekundy, że musi uciekać. Spojrzała przerażonym wzrokiem  na Thomasa i powiedziała pospiesznie:
- Nie znasz mnie, nie masz pojęcia kim jestem, jakby ktoś pytał. - powiedziała. Thomas otworzył szeroko oczy, nie wiedząc o co chodzi. 
- Co się stało? - wydukał, ale nim się obejrzał, Shelby wybiegła na zaplecze. Chłopak stał zdezorientowany, nie wiedząc co ma robić. Wtem do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn.
- Shelby Sanchez. Znają ją może państwo? - spytał jeden z nich. 
- Kto? - Thomas postanowił udawać, że nie ma pojęcia o kim mówią, tak jak mu kazała dziewczyna. - Nie wiem o kim państwo mówią. Nikt tutaj nie pracuje o takim imieniu i nazwisku. 
Jeden z nich popatrzył na niego podejrzliwie. Już mieli się wycofać, kiedy szef kuchni podchwycił. 
- Aaa Shelby! Pracuje tutaj. Właśnie poszła na zaplecze. 
Thomas obrzucił go morderczym spojrzeniem, a dwójka mężczyzn pobiegła we wskazaną przez niego stronę. 
Tymczasem Shelby biegła przed siebie przez ulicę. Brakowało jej powoli siły i czuła, że już nie da rady. Miała ochotę przystanąć i złapać tchu, ale kiedy się odwróciła zobaczyła biegnących za nią mężczyzn. Przerażona jeszcze bardziej przyspieszyła, wiedząc, że nie może się zatrzymać. Inaczej ją złapią, a na to pozwolić sobie nie może. musi być silna i dać rade przed nimi uciec. Tego na pewno chciał by jej ojciec. by była silna i nie poddawała się. Dziewczyna skręciła w pierwszą uliczkę, nadal nie zatrzymując się. Co chwilę odwracała głowę, aby spojrzeć, gdzie już są. Zdała sobie sprawę, że zaraz ją dogonią. Zaczynała panikować. Jej przerażenie wzrosło, kiedy zobaczyła ślepy zaułek. 
- Szlak. - mruknęła pod nosem. 
- Nie uciekniesz Shelby! - krzyknął jeden z nich. - Lepiej się zatrzymaj. 
"Skąd zna moje imię?" - pomyślała, choć już sam fakt, że znali jej nazwisko powinien być zastanawiający. Kiedy dobiegła do końca uliczki, zauważyła, że znajdują się kontenery na śmieci po których może się wspiąć. Tak też zrobiła. Złapała się ich krawędzi i podciągnęła, wdrapując na śmietnik. Strasznie śmierdziało, ale nie zwracała na to uwagi. Potem zaczęła wspinać się na bramę. Bardzo bolały ją nogi, ale to nie było teraz ważne. Gdy przeskoczyła na drugą stronę kratki, upadła, ale szybko się podniosła, nie chcąc tracić czasu i zaczęła biec przed siebie. Wiedziała, że im uciekła. 
- Kurwa. - powiedział jeden z mężczyzn zatrzymując się. 
- Mała suka. - odpowiedział na to drugi. 

|Black Mission|


Shelby znajdowała się już w domu. Właśnie skończyła brać prysznic, wycierała włosy w ręcznik, kiedy zadzwonił telefon. Dobrze wiedziała kto to. Na pewno Thomas dzwonił dowiedzieć się, kim byli ci faceci i dlaczego ją ścigali. Niestety ona wiedziała tyle co on. Nie wiedziała, co ma mu powiedzieć. Kłamać? Przemilczeć ten fakt? A może nie odbierać? Postawiła jednak na szczerość. Wzięła głęboki oddech, nim nie podniosła słuchawki. 
- Hej. - powiedziała na wstępie. 
- Shelby, co się dzieje? Masz kłopoty? - zapytał chłopak. 
- Nie wiem, Thomas. Naprawdę nie wiem. - westchnęła. - Wiem tyle co i ty. Nie mam pojęcia kim oni byli, ani czego chcieli. 
- Więc dlaczego uciekałaś przed nimi?
- Również nie mogę odpowiedzieć ci na to pytanie, bo nie wiem. - odpowiedziała. - Miałam przeczucie. 
- Miałaś przeczucie? 
- Tak. Miałam przeczucie. - przytaknęła. - A teraz jeśli pozwolisz pójdę coś zjeść, bo jestem głodna. - dodała rozłączając się. Uwielbiała Thomasa. Był jej niczym brat, ale pewne sprawy wolała zachować dla siebie. 
W nocy kiedy Shelby leżała w łóżku i starała się zasnąć, ale przekręcała się z boku na bok nie mogąc zasnąć, usłyszała dziwne hałasy na dole. Otworzyła oczy, domyślając się kto to może być, ale wciąż nie dopuszczała do siebie tej myśli. Jak mogli ją znaleźć? Skąd wiedzieli gdzie mieszka? Była naprawdę przerażona. 
Shelby odkryła się i wolno podeszła do drzwi. Uchyliła je. Ktoś wchodził po schodach. Skrzypiały. Serce podeszło jej do gardła. Przecież zamykała się. Zawsze. Kim byli skoro otworzyli zamki? Podbiegła do okna i otworzyła je. Spojrzała w dół. Było zdecydowanie zbyt wysoko, aby próbować z niego wyskoczyć, ale nie miała wyjścia. Odwróciła się ponownie, by spojrzeć na drzwi i złapała się parapetu, wchodząc na niego. W tym samym momencie dwóch mężczyzn wbiegło do pokoju. Kolejne co Shelby zobaczyła to ciemność.

|Black Mission|

Shelby odzyskała przytomność po dłuższym czasie. Siedziała na krzesełku, ze związanymi z tyłu rękami. Znajdowała się w sali przesłuchań, to było pewne. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było puste. Bała się. Zaczęła się szamotać. To jednak nic nie dało. Pętla na rękach była związana zbyt mocno. Dziewczyna zaczęła krzyczeć. Cisza. Nikt nie nadchodził. Po chwili z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Dlaczego to wszystko zaczęło jej się dziać akurat teraz? Akurat w tym momencie jej życia? Ktoś wybrał najgorszy z możliwych.  
- Halo! Dlaczego mnie trzymacie?! - krzyknęła ponownie, powstrzymując kolejne łzy. Zastała ją znowu cisza. Powoli zaczynała tracić cierpliwość. jeżeli to zaraz nie miało się zakończyć, nie była pewna ile jeszcze tego zniesie. - Odpowiedzcie mi! 
Znowu zaczęła się szamotać. Tym razem mocniej i szybciej.W tym momencie ktoś wszedł do pomieszczenia. Był to mężczyzna, ale nie ten co ją ścigał. Ten był starszy i bardziej barczysty. Wyglądał jak przewodniczący szajki mafijnej. 
- Witaj Shelby. - powiedział zamykając za sobą drzwi. 
- Skąd do cholery znasz moje imię?! - wrzasnęła. - Kim jesteś? Dlaczego mnie trzymacie? 

- Za dużo pytań. - odpowiedział spokojnie, siadając na krzesełku naprzeciwko niej. - Powoli. 
- Kim jesteś? 
- Kimś bardzo niedobrym. - odparł z szerokim uśmiechem. Shelby przewróciła oczami. Nie lubiła takich gierek. Wolała jasne sytuacje. - Co jeszcze chcesz wiedzieć? 
- Dlaczego mnie trzymacie? 
- Bo posiadasz pewne przydatne nam informacje. 
Shelby prychnęła. Nie sądziła, że posiada jakiekolwiek informacje. Nie była powiązana z żadną organizacją. Nic nie wiedziała. 
- Jakie informacje? 
- Ty nam powiedz. - mężczyzna nadal zachowywał spokój. To coraz bardziej irytowało Shelby. 
- Nie mam pojęcia. Odwiąż mnie. - rozkazała mu. 
- Najpierw powiedz nam co wiesz. - mężczyzna zbliżył się twarzą do niej. 
- Nie wiem nic. Jestem zwykłą kelnerką. 
- Kelnerką, która posiada pewne informacje. 
- Skończ z tym! - wrzasnęła nieoczekiwanie. - Nie mam pojęcia o co ci chodzi. 
- Uprzedził cię, że będziemy pytać, prawda? Oczywiście, że uprzedził.- odpowiedział samemu sobie na postawione przez siebie pytanie. 
- Kto? - Shelby nadal nic nie rozumiała. 
- Twój ojciec. - z chwilą wypowiedzenia tych słów, dziewczynę przeszedł zimny dreszcz. Czuła jak wszystkie włosy na karku jej się zjeżyły. Nie sadziła, że kiedykolwiek ktoś jeszcze o nim wspomni. Myślała, że przepadł na zawsze, jak widać pozostawił coś po sobie - nie dokończone sprawy. 
- Co on ma z tym wspólnego? 
- Dobrze grasz, ale nas nie nabierzesz. - mężczyzna roześmiał się głośno i przeraźliwie. - Powiedz nam co wiesz, a cię wypuścimy. 
- Problem w tym, że nic nie wiem! - krzyknęła. 
- Dobrze. - mężczyzna ciężko westchnął. - Pomyśl nad tym, a ja wrócę później. 
- Nie mam nad czym myśleć. - powiedziała dziewczyna, ale on jej już nie słuchał. Wyszedł z pomieszczenia bez słowa. Shelby ponownie zaczęła się szamotać, ale nic to nie dało. 
Po kilku godzinach drzwi do pomieszczenia ponownie się otworzyły i wszedł przez niej wysoki blondyn, jeden z mężczyzn, którzy ją ścigali. Spojrzał na nią z pożądaniem, co nie umknęło uwadze dziewczyny. Miała ochotę na niego splunąć. 
- Witaj ślicznotko. - powiedział uśmiechając się. 
- Spieprzaj. - mruknęła. 
- Ostra. Lubię takie. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. Podobało mu się to. Podszedł do niej i przyjrzał jej się uważnie. Shelby starała się nie patrzeć mu w oczy. Odwracała wzrok, ale on chwycił ją za brodę i zmusił do patrzenia na niego. - Zrobisz wszystko, co ci powiem jasne? 
- Jasne. - odpowiedziała z sarkazmem, który mężczyzna od razu wyczuł. 
- Nie pyskuj gówniaro. 
- Spadaj. 
Po tych słowach uderzył ją w twarz. Dziewczyna odchyliła gwałtownie głowę. 
- Nie lubię bić kobiet, ale nie dałaś mi wyboru. - zwalił na nią całą winę za to, że jest agresywnym dupkiem. 
- Rozumiem. - prychnęła. - Wypuść mnie. - syknęła. - Nie macie prawa mnie tu trzymać. 
- Może i nie, ale jednak tu jesteś i nie masz na to wpływu. - powiedział z rozbawieniem. Shelby pokręciła głową. Chciała znaleźć się w ciepłym domku, tylko tyle. Dziewczyna nie odpowiedziała na jego kolejną zaczepkę. Za to on próbował ją pocałować, ale ona odwróciła głowę. Nie spodobało to mu się. Złapał ją za włosy i zbliżył swoją twarz do niej sycząc: - Albo będziesz posłuszna, albo porozmawiamy inaczej. 
- Dobrze. - powiedziała, gdyż w jej głowie narodził się pewien plan. - Będę posłuszna, tylko mnie rozwiąż. 
- Myślisz, że jestem aż tak naiwny? Planujesz uciec, ale to ci się nie uda. 
- Nie. - odparła szybko, za szybko. - Sam powiedziałeś, że mam dla ciebie zrobić wszystko. Jak mam to zrobić ze skrępowanymi rękami? Nie mogę. 
Mężczyzna spojrzał na line zaciśniętą na jej dłoniach. Przez chwilę się zastanawiał. 
- Tylko bez numerów. - postanowił, gdyż miał naprawdę wielką ochotę na młodą i ładną dziewczynę. 
- Obiecuje. - zapewniła Shelby w duchu myśląc nad naiwnością mężczyzny. 
Po kilku sekundach była wolna. 
- A teraz masz zrobić... - nie dokończył swojej wypowiedzi, ponieważ dziewczyna z całej siły kopnęła go w krocze. Mężczyzna zwinął się z bólu i upadł na podłogę, a ona otworzyła drzwi i wybiegła na zewnątrz. Przed nią rozpostarł się długi korytarz. Zaczęła nim biec. Bala się, że gdzieś tu są kamery i zaraz jego szef dowie się, że uciekła. Na szczęście nie włączył się alarm, więc chyba nie miał o tym zielonego pojęcia. Dziewczyna dobiegła do końca swojej drogi i otworzyła pierwsze drzwi, które jej się nasunęły. Zauważyła po swojej prawej dwóch strażników, więc gwałtownie skierowała się w lewo. Na szczęście żaden z nich jej nie zauważył. Shelby spuściła głowę i zaczęła biec. Zauważyła duże okno. Pomyślała, że to jedyny sposób ucieczki. Otworzyła je i gdy spojrzała w dół, zdała sobie sprawę jak wysoko się znajduje. Zamknęła oczy i stanęła na parapecie. Ostatni raz popatrzyła na dół i skoczyła. Spadła na balkon u dołu. Złapała się za ramię, które cholernie ją rozbolało. Starała się nie zawyć z bólu. Jednakże hałas, który zrobiła musiał przywołać strażników. Jeden z nich widząc ją krzyknął:
- Tam jest! Za nią! 
Dziewczyna wiedziała, że musi zejść po barierkach. Weszła na jedną i złapała się jej obiema rękami. Puściła się jej i złapała za kolejną znajdującą się pod nią. Krzyknęła z bólu. Strasznie bolały ją ramiona. Myślała, że nie wytrzyma. Ostatnia barierka i znalazła się na ziemi. Teraz wolała nie myśleć o bólu, ale o tym by uciec. Biegła przed siebie z całych sił, mocno zaciskając zęby. Już kolejny raz dzisiejszego dnia. Jak widać 23 to nie jej szczęśliwy dzień. 


|Black Mission|

- Shelby, co ty tu robisz? - zapytał Thomas otwierając drzwi. Był zaspany. Przecierał oczy. 
- Musisz mi pomóc. - powiedziała wchodząc do domu. 
- Rozumiem. Czyli nagle przypomniałaś sobie kim byli ci mężczyźni?
- Masz jakiś lód? - zapytała. - Strasznie boli mnie ramie. - wskazała na nie. Thomas kiwnął głową i poszedł do kuchni po niego. Kiedy wracał z zimnym lodem, Shelby wyjaśniła: - Nadal nie mam pojęcia kim oni są. 
- Więc w czym ci muszę pomóc? - spytał, podając jej wcześniej wspomnianą rzecz. Dziewczyna wzięła go od chłopaka i przyłożyła sobie do ramienia. Zasyczała z bólu. - To ramie jest najprawdopodobniej zwichnięte. 
- Bawisz się w lekarza? 
- Stwierdzam fakt. 
Shelby zachichotała, a zaraz potem spoważniała. 
- Mogę u ciebie przenocować? Nie chcę wracać do domu. 
Thomas kiwnął głową. Pozwoliłby Shelby nawet tu zamieszkać, gdyby tego wymagała sytuacja. Zależało mu na niej. Znali się praktycznie od zawsze. Był przy niej kiedy zniknął jej ojciec, pocieszał ją, dbał o nią. 
- Dlaczego nie chcesz wracać do domu? - zapytał, przełykając głośno ślinę, bał się odpowiedzi mimo wszystko. Shelby zaczęła zachowywać się dziwnie, nie była sobą ostatnio. 
- Boje się. - przyznała. Rysy na twarzy chłopaka złagodniały. Podszedł do niej i przytulił ją. Dziewczyna mocno go objęła, mimo bolącego ramienia. - Nie wiem co się dzieje Thomas. - wyszeptała w jego szyje. 
- Jestem tu. - pocieszył ją chłopak. - I nigdzie się nie wybieram, bez ciebie. 
Shelby uśmiechnęła się, a zaraz potem puściła go. Wskazała na swoje ramię w ramach wyjaśnienia. 
- Możesz spać w moim pokoju. - powiedział Thomas. 
- Nie. - zaprotestowała gwałtownie. - Nie chcę nadużywać twojej gościnności. Już i tak dużo dla mnie zrobiłeś. 
- Żaden problem, naprawdę. 
- Powiedziałam nie. 
- W porządku. - Thomas kiwnął głową. Wiedział, ze nie należało dyskutować z Shelby. Miała swoje własne zdanie. - Jakbyś czegoś potrzebowała to mów. -  powiedział nim zniknął. 
- Wiem. 
Następnego dnia, Shelby obudził zapach smażonej jajecznicy. Odkryła się i wstała. W kuchni Thomas stał nad patelnią. Kiedy ją zobaczył uśmiechnął się do dziewczyny. 
- Już wstałaś? Dopiero jedenasta! - roześmiał się. 
- Miałam ciężką noc. - odparła. 
- Nie wątpię. - powiedział, ale o nic więcej nie pytał. Shelby właśnie tego potrzebowała teraz. Ciszy i spokoju. - Muszę lecieć do pracy, ale ty możesz tutaj zostac tyle ile będziesz potrzebowała. - zapewnił ją. Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie. Tego również potrzebowała. Kogoś bliskiego
- Dziękuje, Thomas. 
- Nie ma sprawy. - machnął nie dbale ręką. - Jesteś w końcu dla mnie jak... siostra. - to słowo ledwo przeszło mu przez gardło, bowiem Shelby była dla niego kimś o wiele ważniejszym. 


|Black Mission|

Shelby wiedziała, że musi się dowiedzieć prawdy o swoim ojcu, za wszelką cenę. Co ukrywał? Dlaczego zniknął? Była pewna, że ma to jakieś powiązanie z tamtymi ludźmi. On nigdy by jej nie zostawił sam z siebie. Musiał zniknąć. 
Choć bardzo się bała, wróciła do domu. Musiała przeszukać rzeczy ojca i dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Chciała raz na zawsze zamknąć za sobą przeszłość. Nie pewnie weszła do domu, rozglądając się uprzednio bardzo dokładnie. Bała się, że ktoś będzie ją śledził. Nic takiego nie miało miejsca. Skierowała swoje kroki do pokoju jej ojca. Dawno tam nie była. Nadal było czuć charakterystyczny zapach dla tego miejsca. Jej ojciec uwielbiał mocne, męskie perfumy. Nadal gdzieniegdzie unosiła się owa woń. Shelby oparła się o drzwi. Nie chciała płakać. Tak bardzo nie chciała, a jednak. Samotna łza spłynęła po jej policzku. Pozwoliła jej popłynąć. To było za wiele. Jej zycie to pasmo niepowodzeń osatnio. Chciała być w końcu szczęśliwa, właśnie chciała. 
Podeszła do jego szuflady. Odsunęła ją. Ukazała się cała sterta dokumentów. Szybko je przejrzała, ale nic ciekawego tam nie znalazła. Same nic nie znaczące bzdury. Potem przeszukała kolejne szuflady, aż w końcu jego szafę, ale również nic nie znalazła. Załamana usiadła na podlodze. Nic tu po niej. Ojciec musiał zabrać wszystko ze sobą. Była naiwna myśląc, że dowie się prawdy. Westchnęła. Polożyła się na zimnej podłodze i wzięła głęboki oddech. Pomyślała wtedy, że dawno nie brała prysznicu. Pójdzie właśnie teraz i go weźmie, tak! W końcu zrobi coś dla siebie. Chciała wstać, ale wtedy jej oczom ukazało się duże pudło znajdujące się pod jej jego łóżkiem. Zmarszczyła brwi, ale wyjęła je. Może tam coś znajdzie? Kto wie? Wprawdzie stracila już nadzieje, ale w końcu... 
Odkryła przykrywkę i jej oczom ukazał się zeszyt.  Po co jej ojciec chował zeszyt? Co było tam takiego ważnego. Otworzyła go. Pusty. Nic z tego nie rozumiała. Pusty zeszyt? To jakiś magiczny zeszyt? Kolejna niewiadoma. Jej ojciec nie pozostawił po sobie nic prócz bałaganu, który teraz ona musi sprzątać. Przewróciła kartki ponownie i jej oczom dopiero teraz ukazał się adres zapisany na tylnej stronie zeszytu. Person 94. Co to miało znaczyć? Co to za ulica? Nie miała czasu się nad tym zastanawiać, oni w każdej chwili mogą tu wrócić. Wzięła zeszyt ze sobą i wyszła z domucały czas biegnąc. 
Shelby postanowiła nie wracać do domu Thomasa. Najpierw musiała się dowiedzieć co jest na tej ulicy. Wsiadła w pierwszą lepszą emzetkę i udała się w owe miejsce...  

Po kilku minutach dziewczyna wysiadła z emzetki i zaczęła szukać owej ulicy, pytając się prze okazji ludzi czy nie wiedząc, gdzie ona może być. Niestety nikt nie potrafił udzielić jej odpowiedzi na to pytanie. Dziewczyna była w kropce. Szuka ulicy, której w dodatku nie ma. Usiadła na chodniku załamana. Wtem jakiś staruszek podszedł do niej. 
- Szukasz Person 94? 
- Skąd pan wie? - zapytała zaskoczona. 
- Daj mi parę dolarów to ci powiem. 
Dziewczyna nie namyślając się długo wrzuciła do jego kubła 90$. wtedy staruszek uśmiechnął się przyjaźnie.    
- Person 94 to teraz Hallwey 45. To bardzo zgubne dla przyjezdnych. Nie potrafią się odnaleźć. - stwierdził. 
- Dziękuje panu bardzo! - Shelby miała ochotę przytulić staruszka, ale się powstrzymała. Czym prędzej pobiegła w kierunku wskazanej przez niego ulicy. 
 |Black Mission|

Pierwsze co rzuciło się w oczy Shelby to wielki budynek. Zmarszczyła brwi. Czy o tym pisał jej ojciec? Miała tam wejść? Wahała się przez chwilę. W końcu stwierdziła, że nie ma nic do stracenia i weszła przez duże dębowe drzwi. Jej oczom ukazały się kolejne, jednak były one zakodowane. Tupnęła nogą. Nigdy się nie dowie dlaczego tamci ludzie ścigają jej ojca. Załamana chciała stąd odejść, ale przypomniało jej się o tajemniczym zeszycie. Może tam jest podpowiedź? Przewertowała go jeszcze raz, ale nadal nic nie znalazła. Wtedy odwróciła go na drugą stronę. Ledwo widocznym literkami dojrzała napis "4785". Pomyślała, że warto spróbować. Wcisnęła te cyfry, a drzwi automatycznie się odblokowały. Zadowolona weszła do środka, gdzie czekała na nią winda. Nie namyślając się długo pojechała nią na górę... 

Wraz z tym jak drzwi windy się otworzyły, czekał na nią jakiś mężczyzna. Trzymał broń. Wyglądał jak wyszkolony morderca. Shelby serce podeszło do gardła. Kolejny raz w ciągu dwóch dni ktoś chce ją zabić. To nie było normalne dla 23 - letniej dziewczyny. Podniosła ręce do góry i przymknęla oczy na moment. 
- Proszę nie zabijaj mnie. - wyszeptała, jakby sama do siebie. 
- Kim jesteś? - zapytał. 
- Shelby, okej? Mam na imię Shelby! - krzyknęla przerażona. 
- A więc Shelby pójdziesz ze mną. - powiedział groźnym tonem. 

- Jak się tu znalazłaś? - zapytał mężczyzna. Znajdowali się w sali przesłuchań. Dziewczyna miała powoli tego dosyć. Cały czas ktoś ją o coś oskarżał. Nie rozumiała dlaczego jej ojciec jest w to wplątany. Shelby milczała. Nie chciała zdradzać skąd o tym wiedziała. Wolała to przemilczeć. Mężczyzna walnął pięścią w stół. - Skąd wiedziałaś gdzie znajduje się nasza baza? 
- Nasza baza? Co to znaczy? 
- Najpierw odpowiedz na moje pytanie. - mężczyzna był nie ugięty. Dziewczyna bała się go. Nie wiedziała do czego był zdolny. Mógł jej zrobić krzywdę.   
- Dlaczego to takie ważne?
- Nikt o tym nie wie, a tobie jakimś sposobem udalo się tutaj dostać. W dodatku znałaś kod. 
- Zgadywałam. 
Mężczyzna zmrużył oczy. Irytowała go. 
- Skąd o nas wiesz? Jeżeli nie odpowiesz na moje pytanie będę musiał zastosować bardziej radykalne środki. 
- Na przyklad jakie?
- Tortury. - odpowiedział jakby to nie było nic strasznego. Shelby westchnęła. Mogła nadal się z nim drażnić, albo powiedzieć prawdę. W sumie nie wydawał się taki zły. Próbował zgrywać twardego. 
- Stąd. - odpowiedziała, kładąc na stole zeszyt jej ojca. - Person 94. Była tam nazwa ulicy. 
- Ale ona już nie istnieje. - zauważył słusznie. 
- Jakiś miły staruszek zdążył mnie o tym poinformować. 
- Musiał cię znać. - mruknął do siebie, ale Shelby usłyszała to. - Był jednym z agentów. 
- Serio? A ja mu dałam 90$. - oburzyła się. - Zaraz, zaraz, agentem? - do dziewczyny dopiero teraz dotarło co mężczyzna powiedział. 
- Tak. To tajna siedziba agentów. Zdziwiona? - zmierzył ją wzrokiem. 
- To żart, prawda? Jestem w ukrytej kamerze, racja? - rozejrzała się w okół. 
- Niestety nie. Jestem Dimitr tak po za tym. - przedstawił się. 
- Shelby. 
- Mówiłaś. - przypomniał jej. - A nazwisko?
- Sanchez. Ale co to ma z tym wspólnego? 
- Ciekawe. Zaraz wracam. - bez słowa wyjaśnienia wyszedł z pomieszczenia pozostawiając Shelby samą. Nadal nic z tego nie rozumiała. Była jeszcze bardziej skołowana. 

Po dłuższym czasie Dimitr wrócił. Nie był sam. Była z nim starsza kobieta z kokiem upiętym wysoko na głowie. Wyglądała jakby była jego szeofową. Shelby zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów. To było jasne, że mężczyzna czuł respekt względem kobiety. 
- Shelby Sanchez. - powiedziała. - Miło mi cię poznać, Shelby. 
- Dziękuje. Mnie panią również. - odpowiedziała uśmiechając się sztucznie. - Dlaczego w pokoju mojego ojca znajdował się zeszyt w którym był zapisany adres tego miejsca
- Bo widzisz Shelby, twój ojciec był wielkim człowiekiem. - powiedziała kobieta, uśmiechając się lekko. - Ale może Dimitr ci to wszystko bardziej szczegółowo objaśni. - wskazała na niego palcem. - Tymczasem chodź z nami. Pokażę ci coś. 
Dziewczyna nie zastanawiając się długo wstała z miejsca i poszła za kobietą. Miała dosyć bezczynnego siedzenia. Chciała w końcu dowiedzieć się prawdy i mieć z tym spokój raz na zawsze. 

Po długim korytarzu w końcu znaleźli się w dużym pomieszczeniu. To była baza jak Shelby udało się ustalić. Naprzeciwko niej znajdował się duży ekran i stalowy stół przy którym zapewne odbywały się spotkania. Dalej siedział młody chłopak w okularach i pisał coś na komputerze, w momencie kiedy weszła do sali jego oczy skierowały się w jej stronę. Pomachał jej lekko, co odwzajemniła, choć nie była pewna czy chłopak jest po prostu taki przyjazny czy ją podrywa? Wysoka blondynka patrzyła na nią jak na intruza. Shelby wiedziała, że na pewno się nie polubią. Lubiła dominować i zapewne wszyscy byli tam jej podporządkowani. Cicha i niewyróżniająca się z tłumu brunetka przeglądała jakieś akta, a przystojny brunet siedział na stoliku, wymachując nogami. Shelby od razu pomyślała, że jest lekkoduchem. 
- To nasza baza. - powiedziała kobieta stojąca obok Shelby. 
- Tajna baza. - dorzucił chłopak siedzący na stoliku. - Jestem Evan. - powiedział wyciągając w jej stronę dłoń. 
- Shelby. - odpowiedziała ściskając jego dłoń.
- Miło mi, Shelby. - powiedział puszczając do niej oczko. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. 
- Nie jestem zainteresowana. - od razu powiedziała, aby sytuacja była jasna. Evan wyraźnie się speszył. 
- Nie, nie. Źle mnie zrozumiałaś, nie próbowałem cię nawet... 
Spokojnie, żartowałam. - roześmiała się krótko. 
- Załapałem. - skłamał chłopak wycofując się. 
- Dimitr, oprowadź ją. Jakby co wiesz gdzie mnie szukać. - powiedziała jego szefowa, wychodząc. 
A to była? - spytała Shelby wskazując palcem kobietę, która wyszła parę sekund temu. 
- Nasza gubernator. Mówi nam o różnych akcjach. - wtrącił chłopak siedzący przed komputerem. 
- Och. - zdołała tylko wykrztusić Shelby. 
- Jestem Dave. - przedstawił się.    
- Shelby. - odpowiedziała. 
- Wiem, słyszałem. - Dave uśmiechnął się przyjaźnie. 
- To nowa? - odezwała się wysoka blondynka, mierząc ją wzrokiem. 
- Nie do końca. - powiedział Dimitr. - Na początek to Shelby. Potem zobaczymy. - dodał. Dziewczyna rzuciła mu zdziwione spojrzenie, ale nie zareagowała na to. 
- Layla. - przedstawiła się blondynka. - Byłam szkolona na agentkę odkąd skończyłam 15 lat. Teraz mam 24 i jestem jedną z najlepszych agentek w tym kraju. Nie uda ci się to w kilka tygodni. Tylko mówię. - uśmiechnęła się sztucznie. 
- Nie jestem agentką. - zaprotestowała dziewczyna. 
- Jeszcze. - dodał Dimitr. Layla rzuciła mu spojrzenie spod zmrużonych powiek. Shelby zaczęła ją uważnie obserwować i doszła do pewnych wniosków. 
- Ta w kącie to Ana. - przedstawił ją Dimitr. Dziewczyna spojrzała z nad akt, ale nic nie powiedziała. 
- Miło mi. - powiedziała na to Shelby. 
- Nie musisz być miła. Nie płacą ci za to. - odezwała się Layla.  
- A ty nie musisz być suką, słonko. - powiedział Evan puszczając jej oczko. Dziewczyna na to pokazała mu środkowy palec. Dimitr przewrócił oczami. Pociągnął Shelby za sobą, mówiąc, że zabiera ją na balkon, gdzie muszą omówić kilka spraw. 

- Zapewne masz wiele pytań odnośnie twojego ojca. - powiedział Dimitr, stojąc na balkonie z Shelby. Ona podziwiała piękny widok, który rozpościerał się tuż przed nią. Było tak pięknie. 
- Był w to zamieszany? - zapytała nagle. 
- Tak. - odpowiedział. - Byl jednym z najlepszych agentów. Bardzo go szanowałem, a teraz ty... jesteś tutaj i być może staniesz się jedną z nas. 
- Woah, woah. Nie tak szybko. Dopiero się o tym dowiedziałam. To dla mnie szok. - przyznała, choć była tym wszystkim zbyt zafascynowana by mówić o szoku. - Mój ojciec żył w kłamstwie. To wszystko było nieprawdziwe. - pokręciła głową. - Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Jestem kelnerką! Kelnerką. - powtórzyła stanowczo. - Nie mogę biegać z bronią i ścigać złoczyńców. To nie jestem ja. 
- Może właśnie siebie odkryłaś? - zapytał, patrząc na nią. 
- Nie, nie. - potrząsnęła głową. - Jestem Shelby Sanchez. Tylko kelnerka. 
- Mylisz się. Jesteś kimś więcej niż zwykłą kelnerką. - zapewnił ją. Shelby roześmiała się gorzko. - Twój ojciec był tajnym agentem. Pracował tutaj. Szkolił mnie. 
- Co? - Shelby spojrzała na niego oniemiała. - Szkolił cię? Mój ojciec? Żartujesz, prawda? 
- Nie. Był dla mnie autorytetem. Na pewno odziedziczyłaś po nim te zdolności. 
- Poczekaj. - uniosła jeden palec w górę. - To dla mnie za wiele, muszę to przemyśleć. - postanowiła. 
- Tylko podejmij dobrą decyzję.

Kiedy Shelby wracała do wyjścia, dogoniła ją Layla. 
- Zaczekaj! - krzyknęła. Dziewczyna nie chętnie zatrzymała się. Ostatnie na co miała ochotę to zbędnie kłótnie. - Nie pasujesz tutaj. Nigdy nie będziesz jedną z nas. 
- Słucham? - roześmiała się drwiąco. - Mój ojciec szkolił was na agentów, a ty mówisz mi, że nie nadaje się? Zabawne. - założyła ręce na klatkę piersiową. - Co jeszcze masz mi do powiedzenia? Abym trzymała się od Dimitra z daleka? - zdezorientowany wyraz twarzy Layli, aż prosił się o wyjaśnienie. - Zauważyłam to. Podoba ci się. Ale nigdy go nie zdobędziesz. Jesteś zbyt... sukowata. - uśmiechnęła się z kpiną i odwracając się na pięcie opuściła bazę.  


|Black Mission| 

Shelby wróciła do domu Thomasa. Nie chciała przebywać w swoim mieszkaniu, ponieważ bała się, że ktoś znów ją napadnie. Ryzyko było zbyt wielkie. Wolała czuć się bezpiecznie. Tego jej teraz najbardziej brakowało. Thomas już wrócił do domu z pracy. Kroił warzywa. 
- Zobaczcie kto wrócił! - powiedział widząc swoją przyjaciółkę. - Byłaś na imprezie? 
- Tak jakby. - odpowiedziała wesoło. - Muszę podjąć ważną decyzję dotyczącą tej "imprezy". 
- Czyli? - uniósł do góry jedną brew. 
- Nie mogę powiedzieć. - uśmiechnęła się. - Ale wiedz, że dowiesz się, tylko w swoim czasie. - zapewniła go. 
- Okeej, brzmi podejrzanie. Mam nadzieje, że nie wstąpiłaś do jakiegoś gangu. 
- Cóż... - widząc jego minę roześmiała się. - Żartuje! Oczywiście, ze nie. 
- Dobra, a teraz siadaj. Zaraz podaje kolacje. 
Dziewczyna usiadła na krzesełku i zaczęła przyglądać się jak jej przyjaciel zajmuje się robieniem jedzenia. Thomas napotkał jej spojrzenie i uśmiechnął się pod nosem, naiwnie myśląc, że może dziewczyna odwzajemnia jego uczucia.  

- Jestem pełna. - powiedziała Shelby po kolacji. - Ale kurczak był pyszny. Mój przyszły chłopak mógłby tak gotować. 
Thomas zakrztusił się pitym winem na tę uwagę. 
- Co?
- Żartuje. - uśmiechnęła się. - Nic nie sugerowałam, naprawdę. - uniosła ręce w geście obronnym. Thomas nie odpowiedział, za to zaczął się jej uważnie przyglądać. - Dlaczego się na mnie patrzysz? - spytała. 
- Wydajesz się jakby... inna. - stwierdził. 
- Czyli jaka?
- Bardziej radosna. Żywiołowa. Serio, gdzie byłaś? 
Shelby roześmiała się, ale nie odpowiedziała na zadane pytanie. 

Shelby nie spała całą noc. Myślała nad tym wszystkim. Jaką decyzję powinna podjąć? Jej ojciec był agentem, najlepszym zresztą, ale to nie znaczy, że i ona taka będzie. Czasami geny nie przechodzą z ojca na córkę. To, że ojciec jest świetny, nie znaczy, że córka też będzie. Dziewczyna wyszła na balkon i spojrzała na miasto, które mieniło się milionami barw. Zaciągnęła się świeżym powietrzem. Jeżeli powie "tak" to wszystko się zmieni. Jej życie nigdy nie będzie takie samo. Będzie wysyłana na niebezpieczne misje i może stracić życie na jednej z nich. Czy tego własnie chce? Nie była pewna. Nie wiedziała czego chce, czego oczekuje od życia. Może właśnie tego? Może na to czekała? Shelby położyła się na leżaku znajdującym się tam i nim się zorientowała zasnęła.  

- Spałaś tu całą noc? - zapytał Thomas. Shelby otworzyła oczy, widząc jak chłopak stoi oparty o futrynę i uśmiecha się szeroko. 
- Jak widać. 
- Wiesz, mam łóżko. 
Shelby uśmiechnęła się. 
- Musiałam nad czymś pomyśleć, ale już wiem. - odpowiedziała i wstała, wymijając chłopaka. Ten zmarszczył brwi, zastanawiając się o co jej mogło chodzić. 

|Black Mission|

Shelby odwiedziła tajną bazę, wiedząc już, co powinna zrobić. Wchodząc do pomieszczenia nie zauważyła Dimitra, była tam tylko Layla, Dave i Evan. Wszyscy byli skupieni nad czymś. Zapewne omawiali następną misję. 
- Hej. Jest Dimitr? 
- Wyszedł na chwilę. - odpowiedział Evan. - Ale mogę mu przekazać wiadomość. - zaoferował się. Shelby roześmiała się krótko. 
- Nie, dzięki. Nie trzeba. Sama mu powiem. 
- Jak wolisz. Chciałem pomóc. - odparł unosząc ręce do góry. 
- Chyba to nie jest to o czym myślę. - odezwała się Layla oskarżycielskim tonem.
- Nie mam pojęcia o czym myślisz i w sumie nie wiem czy chcę wiedziec. - Shelby uśmiechnęła się sztucznie. 
- To, że twój ojciec był świetnym agentem nie znaczy, że ty też nim będziesz. - powiedziała przez zaciśnięte zęby i wyminęła ją, szturchając ramieniem. 
- Miała ciężki tydzien. - wytłumaczyl ją Dave. 
- Raczej całe życie ma ciężkie. - uśmiechnął się Evan. Jego zart jednak nie rozbawił reszty. Wtem wszedł Dimitr, a Shelby widząc go, powiedziała, że musi z nim porozmawiać na osobności. Chłopak więc zaprowadził ją tam gdzie wczoraj, czyli na balkon. 
- Postanowiłaś? 
- Tak. - odpowiedziała stanowczo. - I myślę, że dam radę. 
- Dasz radę co?
- Być agentką. - powiedziała z nutką rozbawienia w głosie. Kąciki ust Dimitra uniosły się lekko ku górze. Polubił shelby i był pewien, ze stworzą świetny zespół. 
- Niesamowite. - wydukał patrząc jej prosto w oczy. - Byłem pewien, że powiesz nie. 

- Naprawdę? - zdziwiła się. 
- Żartuje. - roześmiał się. - Powiem gubernator. A ty zintegruj się z zespołem. 
- Tak jakby to zrobiłam, szczególnie z Laylą. - powiedziała ironicznie. Dimitr jednak wydawał się nie wyczuć sarkazmu. 

Gubernator stanęła przed agentami, którzy pracowali w tajnej bazie. Wszyscy oczekiwali w zniecierpliwieniu na to,co miało nastąpić. W końcu kobieta oznajmiła:
- Przywitajcie nowego członka! 
Evan i Dave wydawali się być zadowoleni, Layla wręcz przeciwnie, a Ana sprawiała wrażenie jakby ją to nie obchodziło. 
- Witamy w naszych skromnych progach. - uśmiechnął się Evan. 
- To nie fair. - mruknęła Layla. 
- Oczywiście Shelby będzie musiała przejść pasmo testów ale miejmy nadzieje, że je zda. 
- Oczywiście, że zda. - Dimitr puścił jej oczko. Shelby udawała, że nie to nic dla niej nie znaczyło i wcale jej się chłopak nie podobał, choć prawda była inna. Zwrócił jej uwagę już na początku. 
Dziewczyna czuła, że tutaj rozpocznie swoją nową przygodę i być może dowie się prawdy o swoim ojcu.