- Przepraszam. - odpowiedziała pospiesznie. - Zaraz pójdę się przebrać tylko trochę odpocznę. - dodała siadając na krzesełko.
- Chyba sobie pani żartuje panno Sanchez. - odpowiedziała wyniosłym tonem. Nie spodobało się to dziewczynie, która była naprawdę zmęczona i nie miała najmniejszej ochoty na pretensje kobiety. - Masz wstać i zebrać zamówienia od klientów. Thomas musiał męczyć się z tym sam przez prawie godzinę. Nie mogę uwierzyć, że kolejny tak się spóźniłaś. Jeszcze jedna taka sytuacja, a cię zwolnię, chociaż już powinnam.
- Nie trzeba. - Shelby wstała z krzesełka. Całej sytuacji przyglądał się Thomas. Zrobiło mu się żal swojej przyjaciółki, ale to co powiedziała po chwili kompletnie go zaskoczyło. Nigdy by nie podejrzewał, że Shelby w taki sposób postawi się szefowej. - Sama odchodzę! - powiedziała ochoczo.
- Słucham?! Nie możesz. Mamy klientów!
- Owszem mogę. Już dawno miałam to zrobić. Nienawidzę tej pracy szczerze mówiąc. - uśmiechnęła się zadziornie i wyszła z restauracji. Thomas nie namyślając się długo wybiegł za dziewczyną. Zupełnie nic z tego nie rozumiał. Dlaczego Shelby zachowywała się w ten sposób? To było do niej nie podobne.
- Hej, Shelby! Zaczekaj! - krzyknął. - O co chodzi? - zapytał, gdy do niej dobiegł. Ona wzruszyła ramionami.
- O nic. Po prostu się zwolniłam, to takie dziwne?
- Tak? Pracujemy parę lat w tej restauracji, mamy zgrzyty z szefową często, ale lubimy tą pracę pamiętasz?
- Ja miałam zgrzyty z szefową ty nigdy. Jesteś jej pupilkiem. -przypomniała mu Shelby. - Nie chce tam pracować i już.
- Nie poznaje cię. - powiedział kręcąc głową. - Od jakiegoś czasu zachowujesz się dziwnie.
- Nie prawda. Teraz mogę być sobą. Nareszcie. - poinformowała go i odwracając się na pięcie ruszyła przed siebie.
|Black Mission|
W bazie Evan i Dimitr siłowali się na rękę. Oczywiście wygrywał Dimitr ku rozpaczy Evana.
- Dimitr! Dimitr! - klaskała w dłonie Layla. Shelby przewróciła oczami.
- Nie pokonasz mnie, stary, wiesz o tym prawda? - uśmiechnął się Dimitr.
- Spadaj. - odburknął chłopak. Po kilku sekundach wygrał Dimitr, który wstał z krzesełka unosząc ręce i krzycząc "jest!"
- Brawo. - powiedziała Shelby, a wszystkie pary oczu skierowały się w jej stronę.
- Dałem mu wygrać. - powiedział Evan.
- Jasnee. - roześmiał się Dimitr.
- Ktoś chce kawy? - Evan postanowił odwrócić uwagę od siebie i swojej przegranej.
- Ja! - uniósł do góry rękę Dave.
- Mnie też możesz zrobić. - odparł Dimitr.
- Hej ludzie! Pytałem z grzeczności. - wytłumaczył Evan wychodząc z pomieszczenia. Shelby uśmiechnęła się, cały czas patrząc na Dimitra.
- Byłeś lepszy. - powiedziała.
- Jak zawsze. - rzekł skromnie chłopak. Layla przewróciła oczami i również opuściła pomieszczenie. Shelby starała się udawać, że wcale nie była zachwycona tym, że Dimitr zwraca uwagę na nią, a nie na Layle, która była bardzo zazdrosna z tego powodu.
Po paru minutach wszyscy siedzieli już przy okrągłym stole, a na ekranie pojawiła się gubernator z ich kolejną misją, a pierwszą misją z Shelby. Dziewczyna wyglądała na szczęśliwą. Nie mogła się doczekać swojego pierwszego zadania.
- Musimy schwytać Romanowa Alleciego. Przedstawiciela dużej firmy, produkującej broń wysyłaną na ważne misje do Afganistanu. Musimy wydobyć od niego informacje. Jeden z was będzie miał za zadanie wyciągnąć od niego wszystko co wie na temat firmy. W tym celu będzie zmuszony go poderwać.
- Mam nadzieje, że nie chodzi o mnie. - odezwał się Evan. Gubernator starała się nie pokazać swojego zirytowania.
- Shelby. - powiedziała, a wszystkie oczy skierowały się w jej stronę. - Ty go poderwiesz. To będzie twoje pierwsze zadanie. Dzisiaj wybierzesz się na przyjęcie, a wy wszyscy z nią, aby dopilnować, żeby nie stała się jej krzywda, zrozumiano?
- Tak jest. - odpowiedzieli chórem.
- Ja? - dziewczyna była lekko w szoku. - Nie wiem czy jestem gotowa do tak ważnej akcji. Nie będę wiedziała o co mam pytać, jak się zachowywać...
- Dimitr wszystko ci powie. - powiedziała gubernator i rozłączyła się. Layla zacisnęła mocno szczękę. Była cholernie zazdrosna i nawet nie chciała już tego ukrywać.
- Zawalisz to. - Layla poklepała Shelby po ramieniu i odeszła z zadowoloną miną.
- Nie przejmuj się nią. - pocieszył ją Dave. - Nie będzie tak źle.
- Jeśli Romanow nie domyśli się kim tak naprawdę jesteś to nie będzie źle. - odezwała się Ana.
Shelby była przerażona. Bała się bardziej niż wtedy kiedy ją porwano.
Dave starał się namierzyć lokalizacje Romanowa, kiedy do pomieszczenia weszła Layla. Od dawna podobała się chłopakowi i pomyślał, że to jest dobry moment, aby się z nią umówić. Dave od zawsze był nieśmiały i nie umiał rozmawiać z dziewczynami, ale teraz chciał spróbować.
- Więc pierwsza misja Shelby, co? - zaczął rozmowę.
- Myślisz, że sobie poradzi?
- Nie interesuje mnie to. - odparła zajęta chowaniem broni.
- A co cię interesuje? - Dave przygryzł wargę.
- Na pewno nie ty.
- Co? - zdziwił się.
- Nie umówię się z tobą, jeśli o to chcesz zapytać.
- Nie miałem takiego...
- Daruj sobie. - powiedziała, chowając nóż pod czarny pas i wyszła z pomieszczenia. Dave ciężko westchnął. Spodziewał się takiej reakcji z jej strony, ale mimo wszystko to i tak bolało. Od czasów szkolnych dziewczyny dawały mu kosza. Nie umiał nigdy znaleźć kogoś wartościowego, kogoś kto by go pokochał za to jaki jest. Wrócił do namierzania ich podejrzanego.
- Nie przejmuj się. - powiedziała Ana.
- Słucham? - spojrzał na nią nie rozumiejąc.
- Przypadkiem usłyszałam waszą rozmowę. - odpowiedziała.
- To nic. - wzruszył ramionami. - Nawet mi się nie podoba.
- Skoro tak uważasz. - powiedziała nieprzekonana. Znała Dave'a i wiedziała, że jeśli jakaś dziewczyna mu się spodoba to nie odpuści tak łatwo i będzie o nią walczył.
- O co mam pytać? - zapytała Shelby Dimitra.
- Powiedz, że chcesz zatrudnić się w jego firmie. Zapytaj o to jaką broń produkują i kto ją od nich kupuje. Daj mu alkohol. To zawsze rozwiązuje język i bądź uwodzicielska. - puścił jej oczko.
- Nie potrafię taka być.
- Owszem, potrafisz. - powiedział z uśmiechem. Shelby próbowała udawać, ze wcale się nie zarumieniła. Dimitr był... jedyny w swoim rodzaju. Dziewczyna jeszcze nigdy nie spotkała kogoś takiego. Uroczy, niebezpieczny, a jednocześnie szarmancki. Prawdziwy mężczyzna.
- Skąd wiesz? - zapytała przygryzając wargę.
- Wiem wszystko. - odpowiedział, starając się ukryć uśmiech.
- Zauważyłam. - pokiwała głową. - A co jeśli nie dam rady?
- Dasz.
- Dzięki za pocieszenie. - roześmiała się.
- Proszę bardzo.
Shelby pokręciła głową. Rzeczywiście był jedyny w swoim rodzaju.
Przyjęcie zbliżało się coraz bardziej Shelby, Ana i Layla musiały się przygotować. Okazało się, że gubernator załatwiła im fryzjerów i makijażystki, a także sukienki, które miały na siebie włożyć. Shelby była zachwycona, nie sądziła, że dostanie coś zupełnie za darmo. Coraz bardziej uwielbiała być agentką.
- Wyglądasz cudownie. - powiedziała Ana, widząc Shelby.
- Dzięki. Twoja sukienka też niczego sobie. - odpowiedziała uśmiechając się.
- Tylko tego nie spieprz. - rzuciła Layla.
- Postaram się. - mruknęła pod nosem dziewczyna. W tym momencie do pomieszczenia wszedł Dimitr. Miał na sobie garnitur i wyglądał jeszcze przystojniej niż normalnie. Shelby uśmiechnęła się szeroko widząc go.
- I jak? - spytała obracając się, by mógl lepiej ją obejrzeć.
- Wspaniale. - skomentował. - Ale musisz być gotowa na każdą ewentualność. Dlatego założę ci kamerę. - powiedział podchodząc do niej i montując ją przy jej biuście. Shelby starała się nie roześmiać, a Layla obserwowała tą scene z rosnącą zazdrością.
- Często to robisz?
- Zdarza się. - przytaknął.
- To chyba ta przyjemniejsza część pracy, co?
- Można tak powiedzieć.
- Jesteś niemożliwy. - powiedziała kręcąc głową.
- Wiem. - przytaknął. - Gotowe. - powiedział. - Teraz będziesz z nami w kontakcie. Będziemy widzieć wszystko co robisz, więc bądź grzeczna.
- Postaram się. - powtórzyła. Dimitr kiwnął głową i wyszedł z pomieszczenia.
- Przyszłaś tu romansować czy pracować? - rzuciła Layla przechodząc obok niej.
- Ona zawsze taka jest? - zapytała Shelby, patrząc na Ane.
- Tylko kiedy jest o kogoś zazdrosna. - przyznała. - A jak widać Dimitr bardzo jej się podoba.
- Zauważyłam. - odpowiedziała Shelby.
- Hej Dimitr! - Layla próbowała dogonić go na szpilkach. Chłopak odwrócił się w jej stronę, marszcząc brwi. Rzadko ze sobą rozmawiali.
- Tak?
- Nie sądzisz, że to kompletnie nieodpowiedzialne wysyłać ją na misje?
- Tak postanowiła gubernator, kim ja jestem, aby kwestionować jej rozkazy? - odpowiedział bezproblemowo.
- Nie podoba mi się to. - Layla pokręciła głową. - Jestem pewna, że to spieprzy.
- Dajmy jej szansę. - powiedział Dimitr. - Jest nowa, ale to nie znaczy, że gorsza.
- Może masz rację. - mruknęła Layla, choć nadal uważała, że Shelby nie powinno tutaj być.
|Black Mission|
Dziewczyna zauważyła jak Romanow siedzi przy jednym ze stolików i rozmawia z jakimiś mężczyznami. Przełknęła nie pewnie ślinę i podeszła do niego. - Pan Alleci? - zapytała.
- O co chodzi? - zdziwił się.
- Nazywam się Elizabeth Kennedy. - przedstawiła się. - Moglibyśmy porozmawiać przez chwilę?
- W jakiej sprawie?
- Prowadzi pan firmę produkującą broń, prawda?
- Tak. - przytaknął.
- Jestem jedną z kandydatek do pracy w pana firmie. - poinformowała go. Wtedy mężczyzna wstał i podążył za dziewczyną do baru, aby się czegoś napić. Shelby była zadowolona, że udało jej się to tak szybko załatwić. Cały przebieg akcji obserwował Dimitr, który popijał drinka. Choć nie chciał tego przyznać, przed samym sobą był zazdrosny.
- Pani Elizabeth Kennedy, tak?
- Tak. - potwierdziła. - Miło mi w końcu pana poznać. - dodała.
- Poproszę dwie martini. - powiedział mężczyzna do barmana, który kiwnął głową. - Pracowała pani już kiedyś w takiej firmie?
- To byłby mój pierwszy raz, ale szybko się uczę. - poinformowała go. - Oczywiście, gdyby mi pan pomógł, myślę, że nie byłoby problemu. - dotknęła lekko jego dłoni swoją. Dimitr zacisnął rękę w pięść widząc to, a Layla zmrużyła oczy, patrząc na niego.
- Jak najbardziej. - powiedział uśmiechając się.
- Może ominiemy te gierki, co? - Shelby uniosła do góry jedną brew. - Doskonale pan wie, po co tu przyszłam.
- Bezpośrednia. Lubię takie. - oblizał wargi.
- Otóż to.
- Zgoda, więc pójdę zarezerwować pokój. - powiedział schodząc z krzesełka. Shelby otworzyła szeroko oczy. Kompletnie nie o to jej chodziło. Była przerażona. Powiedziała do ręki, gdzie znajdował się zegarek, a do niego wszczepiony mikrofon.
- Nie to miałam na myśli. - wytłumaczyła się.
- A jednak tak wyszło. - powiedział Dimitr, nie chcąc okazywać przesadnej zazdrości.
- Moja dziewczynka. - roześmiał się Evan.
- Będziesz musiała tam iść i mu się oddać. - powiedziała Layla. - Odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku.
- Co mam zrobić? - spytała. - Nie chcę... nie mogę, wiecie.
- Upij go i wyciągnij informacje. - powiedział Dimitr. - I nie rób niczego na co nie masz ochoty.
- Chyba, że będzie tego wymagało zadanie. - oddala Layla. - A jak wiadomo bez oddania mu się, nie wiele zdziałasz. - uśmiechnęła się.
Całej akcji przypatrywał się Thomas, który był kelnerem na dzisiejszym przyjęciu. Nie mógł uwierzyć, że Shelby podrywała tego starego mężczyznę. Poczuł ukłucie w sercu. Jeszcze nigdy nikt go tak nie rozczarował. Zrobiło mu się przykro. Postanowił do niej podejść i to wyjaśnić.
- Więc dlatego odeszłaś z pracy, co? Bo postanowiłaś wyrywać starych kolesi na kasę. - powiedział oskarżycielskim tonem.
- Thomas? - Shelby podskoczyła na siedzeniu aż ze zdziwienia. - Co ty tu robisz?
- Pracuje. Jak widać ty jesteś tu w celach towarzyskich. - chłopak do ostatniej sekundy miał nadzieje, że dziewczyna zaprzeczy, jednak ona tego nie zrobiła.
- To nie jest to na co wygląda.
- ale podrywałaś go tak?
- Tak, ale...
- I to mi wystarczy. Naprawdę nie wiem co się z tobą stało. Gdzie moja Shelby? - to były jego ostatnie słowa nim nie odszedł od dziewczyny. Ona ciężko westchnęła.
- Były chłopak? - zakpiła Layla do słuchawki w uchu.
- Przyjaciel. - sprostowała.
- Jasnee. - powiedziała niedowierzająco. Wtedy wrócił Romanow. Uśmiechał się.
- Załatwiłem pokój. Pozwoli pani za mną. - wyciągnął w jej stronę dłoń, a Shelby ją ujęła. To będzie ciężka akcja i nie była już taka pewna czy podoła temu...
Ana podeszła do Layli, która piła drinka i flirtowała z jakimś facetem. Musiała z nią porozmawiać na temat Dave'a. Lubiła go i nie mogła pozwolić, aby dziewczyna złamała mu serce.
- Nie ranię jego uczuć. - powiedziała. - Nie wiem co ci Shelby nagadała, ale...
- Nic mi nie powiedziała, sama podsłuchałam waszą rozmowę.
- Aha, czyli nas śledzisz, tak?
- Nie śledzę. Przypadkowo usłyszałam.
- Bo ci uwierzę. - zadrwiła. - Słuchaj Ana, daruj sobie. Nie zranię Dave'a bo między nami nic nie ma. Wyraźnie mu to dzisiaj powiedziałam.
- Właśnie. Zbyt wyraźnie. - zaznaczyła Ana. - Dave to wspaniały chłopak. Możesz nawet zranić mnie, jeżeli masz ochotę, ale nie rań jego. - dodała na koniec nim od niej nie odeszła. Layla została z własnymi myślami. Nawet zapomniała o rozmowie z chłopakiem, który postawił jej drinka.
- Dave co z Shelby? - powiedział Dimitr do słuchawki w zegarku.
- Właśnie weszła z Romanowem na górę. - poinformował go. - Wchodzą do pokoju. Mężczyzna patrzy na nią jakby zaraz miał ją przelecieć, a ona stara się być miła.
- Dobra, przyjąłem. - odpowiedział chłopak rozłączając się. Był zły. Bał się, że Shelby spanikuje, albo co gorsza odda mu się i pójdzie z nim do łóżka. Nie zniósł by tej myśli. Tymczasem Layla postanowiła kolejny raz do niego podbić. Uznała, że teraz albo nigdy.
- Nie, dzięki, Layla. - odpowiedział. - Nie jestem w humorze.
- Przez Shelby? - westchnęła. Miała jej dosyć. Ta mała suka zniszczyła jej wszystkie plany.
- Też.
- Mhm, rozumiem. - kiwnęła głową. - Da sobie radę, chyba.
- Miejmy nadzieje. Pozwól teraz, że się oddale. Chce być sam. - powiedział odchodząc od niej.
Romanow zamknął za dziewczyną drzwi. Shelby rozejrzała się po gustownie urządzonym pokoju. Wyglądał jak pokój wynajęty przez sławną gwiazdę. Była nim zachwycona, ale jednocześnie miała złe przeczucia. Romanow wyjął z barku whiskey i dwa kieliszki. Nalał ją i podał Shelby.
- Dziękuje. - odpowiedziała biorąc łyka.
- Jesteś niesamowitą dziewczyną, Elizabeth. - powiedział z uśmiechem.
- Za to również dziękuje. - odparła nie pewnie. - Więc czym się pan dokładnie zajmuje?
- Prowadzę firmę. - rzekł wymijająco.
- Wiem, ale dokładniej?
- Może sprawdzimy? - spytał podchodząc do niej i wyjmując jej drinka z ręki. Postawił go na stoliku i zaczął całować Shelby po szyi. - Jest pani taka piękna panno Kennedy.
- Tak, ale... przyszłam tu w interesach. - powiedziała, przymykając na moment oczy. Dawno nikt nie całował ją w tych miejscach i musiała przyznać, że było to przyjemne. Opamiętała się jednak i odepchnęła go lekko. - Więc jak panie Romanow?
- Mów mi Roman. - powiedział na powrót się do niej przybliżając. Złapał ją za biodro, a drugą rękę za ramię i próbował ją pocałować.
- Proszę mnie puścić. - Shelby odepchnęła go mocniej. - Nie prześpię się z panem za pracę w firmie!
- A za informacje? - zapytał nieoczekiwanie.
- Słucham? - zdziwiła się.
- Cóż za marna osobowość. - zadrwił. - Nazywam się Elizabeth Kennedy i chce pracować w pana firmie. Mogłaś wymyślić coś bardziej wiarygodnego.
Shelby była bardzo zaskoczona. Nie wiedziała jak ma zareagowac. A więc mężczyzna domyślił się prawdy. Jest skończona. Musi improwizować.
- Słucham?
- Jesteś agentką.
- Nie prawda! - zaprotestowała zbyt gwałtownie. - Jak pan może tak uważać? Jestem zwykłą dziewczyną. Wychowywałam się na Alasce. Nie mam pojęcia o byciu agentką.
- To widać. - roześmiał się i wyjął pistolet mierząc do niej. Shelby wstrzymała oddech.
- Proszę tego nie robić.
- Shelby jest w niebezpieczeństwie. - powiedział Dave, widząc jak Romanow do niej mierzy. Dimitr natychmiast zareagował i szybko wbiegł na piętro.
- Shelby! Na w jakim jesteś pokoju?
Dziewczyna była przerażona. Tym bardziej iż nie wiedziała jak ma go o tym poinformować, jednocześnie nie zdradzając, że jest na podsłuchu. W końcu wymyśliła.
- Zaciągnąłeś mnie do pokoju 302, myślałam, że chcesz mnie zaciągnąć do łóżka, a ty wymyślasz jakieś chore insynuacje. - powiedziała.
- Rozumiem. - mruknął. - Jesteś na podsłuchu i twój partner spytał o numer pokoju. Sprytnie. - wtedy mężczyzna kazał się rozebrać dziewczynie. - Zrób to, albo cię zabije.
Shelby zamknęła oczy. Nie chciała wierzyć, że to się dzieje naprawdę. A mogła pracować w restauracji, miałaby święty spokój, nie musiałaby brać udziału w takich akcjach. Zachciało jej się zostania agentką. Gdyby wiedziała, że wiążę się to z takim niebezpieczeństwem, nigdy nie brałaby w tym udziału. Dziewczyna nie chętnie zdjęła z siebie sukienkę, pozostając w samej bieliźnie. Romanow do niej podszedł i wyjął słuchawkę z ucha po czym ją zdeptał. Shelby skorzystała z jego chwili nie uwagi i rzuciła się na niego, próbując wyjąć mu z ręki broń. Mężczyzna zaczął się szarpać i zepchnął z siebie Shelby, a wtedy ona wyciągnęła z buta nóż i rzuciła go w niego. Romanow dostał w ramię. Głośno krzyknął łapiąc się za nie i upuścił pistolet. Shelby złapała go i wycelowała w jego stronę. W tym samym momencie wbiegł Dimitr.
- Shelby! Wszystko w porządku?
- Mówiłem, ze jest agentką. - powiedział Romanow. - Nie wiedziałem tylko, że taką dobrą. - dodał.
- Dlaczego jesteś w bieliźnie? - zapytał, dopiero teraz zdając sobie z tego sprawę.
- Długa historia. - dziewczyna machnęła nie dbale ręką. Wtedy Dimitr zgarnął Romanowa, a Shelby odetchnęła z ulgą.
|Black Mission|
Kiedy Shelby wkroczyła do bazy, wszyscy zaczęli bić brawo, oprócz Layli, która stała z założonymi rękami. Gubernator już była na dużym ekranie, również dumna z jej pierwszej misji.
- Dziękuje. - odparła Shelby.
- Nie bądź już taka skromna, kociaku! - powiedział Evan. - Słyszeliśmy, że bylaś prawie naga. Działo się, co? - puścił jej oczko.
- Evanie! - ustawiła go do pionu gubernator. - Jestem tutaj jakbyś nie zauważył.
Chłopak odchrząknął.
- Jasne, przepraszam.
- Nic między mną a Romanowem się nie wydarzyło. - wyjaśniła Shelby. - Kazał mi się tylko rozebrać.
Wszyscy unieśli brwi, nawet gubernator.
- I wiem jak to brzmi. - dodala po chwili dziewczyna. - Ale naprawdę nic się nie wydarzyło, między nami, naprawdę.
- Wierzymy ci, skarbie. - Evan puścił jej kolejne oczko. Shelby przewróciła oczami.
- Dobrze, wracam do swoich obowiązków. A ty Shelby na drugi raz... cóż, postaraj się kończyć misje ubrana. - powiedziała w rozbawieniu i rozłączyla się.
- Naprawdę nic nie było. - powiedziała coraz bardziej zirytowana ich brakiem wiary.
- Ja ci wierzę. - powiedział Dimitr.
- Dzięki. - odetchnęła z ulgą. - Chociaż ty.
- Ja tez ci wierzę. - odezwał się Evan. - Wierzę w to, ze bylo ostro. - po tych słowach roześmiał się, a Shelby uderzyła go w ramię.
- Głupek. - mruknęła.
Layla poszła do pokoju Dave'a. Wszyscy agenci mieszkali razem. Mieli tylko osobne pokoje, choć nie do końca, bo Layla mieszkała z Aną, tylko Dave sam, a Dimitr z Evanem. Dziewczyna chciala z nim porozmawiać na temat ostatniej sytuacji, kiedy zachowała się jak idiotka. Sama doszła do takich wniosków, a słowa Any tylko ją w tym utwierdziły. Pomyślała 'co mam do stracenia? I tak Dimitr woli Shelby'.
- Hej. - powiedziała wchodząc do jego pokoju. Dave siedział przed laptopem.
- Hej. - odpowiedział widząc ją. Był zaskoczony. Odstawił laptopa na bok i wstał. - Co tu robisz?
- A propo tego, że chciałeś się ze mną umówić...
- Tak, wiem. To był głupi pomysł. - spuścił głowę.
- Przyznaję. - kiwnęła. - Ale mam inne, o wiele lepsze rozwiązanie. - powiedziała podchodząc do niego i zbliżyła swoją twarz do jego. Dave wyglądał na zaskoczonego, ale nie protestował kiedy Layla go pocałowała. Odwzajemnił pocalunek. Potem dziewczyna rzuciła go na łóżko i usiadła na nim okrakiem nadal go całując.
- Jesteś tego pewna? - zapytał chłopak między pocałunkami.
- Zamknij się. - odpowiedziała dysząc i zajęła się zdejmowaniem jego spodni.
Shelby stwierdziła, że musi przeprosić Thomasa. Zachowała się jak ostatnia idiotka względem niego. Wie, ze nie moze mu powiedzieć o tym kim jest, ale przeprosiny nie zawadzą. Chciałaby, aby znów było między nimi tak jak kiedyś. Thomas to wspaniały przyjaciel i nie może go stracić tylko dlatego, że zostala agentką, bo chce znaleźć ojca.
Zdziwiła się kiedy zauważyła, że drzwi do domu chłopaka są otwarte. Zmarszczyła brwi. Pomyślała, że coś mu się stało, nie chciała panikować, ale wszystko na to wskazywało. Serce zaczęło jej mocno bić, a oddech stał się drżący. Weszła do mieszkania, a tam zastał ją szok. To, co zobaczyła... nie sądziła, że kiedyś będzie tak przerażona.
- Boże Thomas, gdzie jesteś? - wyszeptała widząc jak całe mieszkanie jest splądrowane, a wszystkie meble powywracane. Ktoś musiał tu wejść i go porwać. To było jedyne sensowne wytłumaczenie, ale kto? Nagle zadzwoniła komórka dziewczyny. Szybko ją odebrała. - Halo?
- Shelby Sanchez? - rozbrzmiał gruby i męski głos.
- Tak, kto mówi?
- Przywitaj się ze swoim przyjacielem. - powiedział mężczyzna, a potem dziewczyna usłyszała tylko krzyk Thomasa...
