środa, 8 czerwca 2016

1x05

Gubernator pojawiła się na dużym ekranie w tajnej bazie. Miała im do przekazania bardzo ważną informację. Wszyscy agenci zebrali się w pomieszczeniu. Evan popijał kawę, kiedy kobieta to zobaczyła, skarciła go. 

- Przepraszam, nie wiedziałem, że nie można. Wcześnie wstałem i... - zaczął się tłumaczyć, ale gubernator mu przerwała. 


- Nie ma czasu na wyjaśnienia. W banku zostali wzięci zakładnicy. Musicie negocjować ich uratowanie. - powiedziała. - Na akcję idą Layla, Dimitr i... - przejechała wzrokiem po zgromadzonych. - Shelby. - dodała. 


- A ja? - odezwał się Evan. 


- Ty dokończ kawę. - powiedziała ze słodkim uśmiechem. - Ana, ty też możesz jechać. Może się przydasz. Dobra, idźcie się szykować! 


Kiedy wszyscy wychodzili z pomieszczenia Ana mruknęła:



- Taa, ty też możesz jechac, może się przydasz. 


- Na pewno się przydasz. - zapewniła ją Shelby. - Zdecydowanie bardziej niż ja. 


- Ale ciebie wymieniła na początku, mnie wzięła "ewentualnie". - powiedziała niezadowolonym tonem i poszła do pokoju się przebrać. 


Shelby zobaczyła wychodzącego Thomasa z pokoju. Wyglądal na zaskoczonego, że wszyscy się gdzieś spieszą. 


- Co się stało? - zapytał. 


- Musimy jechać na akcję. - wyjaśniła Shelby. - Wzięto zakładników. Mamy negocjować ich wypuszczenie. - dodała. 


- Ty też jedziesz? 


- Tak. Dlaczego miałabym nie jechać? 


- Dopiero co zostałaś agentką. - odpowiedział jakby to było coś oczywistego. - Dziwne, że zabierają cię na tak niebezpieczne akcje. 


- Już miałam akcję. - powiedziała zdziwiona jego reakcją. - I poszło mi świetnie, sama sobie poradziłam. 


- No nie wiem, mam wrażenie, że to coś innego. 


- A może nie wierzysz we mnie? - zapytała Shelby, ale nie zdążyła odpowiedzieć, bo pogonił ją Dimitr. Dziewczyna więc pobiegła do pokoju zmienić ubrania. 




|Black Mission|




Przed bankiem znajdowało się pełno samochodów policyjnych i karetek. Taśmy zostały wszędzie porozwieszane. Shelby widząc to była w szoku. Nie spodziewała się czegoś takiego. Nigdy nie była na takiej akcji i widząc takie coś... to była dla niej zdecydowana nowość, ale miała nadzieje, że zdąży się przyzwyczaić do tego. 


- Jeżeli cię to przerasta, to odpuść. - powiedziała Layla przechodząc obok niej. Shelby zmrużyła oczy. Nie lubiła kiedy dziewczyna traktowała ją tak protekcjonalnie. 


Wszyscy agenci weszli do wozu w którym kontaktowali się przez woki toki z porywaczami. 


- Wypuśćcie ich. - powiedział jeden z policjantów. 


- Nie ma mowy. - odpowiedział głos w słuchawce. 


- Tak nic nie załatwisz. - powiedział Dimitr, kręcąc głową z niedowierzaniem na kompletny brak kompetencji policjanta. Odsunął go od siebie na bok i wziął woki toki do ręki. Przyłożył je do ust i powiedział:


- Co chcecie za ich uwolnienie?


- Nic. 


- Każdy ma swoją cenę. - Dimitr był stanowczy. Wyglądał jakby się nie bał. To imponowało Shelby, która cała trzęsła się z nerw. Bała się, ze wszyscy ludzie będący w środku zostaną zamordowani, albo wysadzeni w powietrze. Nie wiadomo, co postanowią z nimi zrobić. 


- My nie. 


- Zastanówcie się, a potem się z wami skontaktujmy. - odparł odkładając woki toki. Potem zwrócił się do Any: - Za 5 minut zadzwonisz do nich i powiesz, żeby wypuścili kobiety z dziećmi ja idę. - Dimitr wyszedł z wozu. Ana, Layla i Shelby zostały same. 


- Miałam podobno nie być wcale na tej akcji, a teraz mam do wykonania całkiem ważne zadanie. - odezwała się brunetka. 


- Nadal uważasz, ze to dla ciebie? - spytała Layla patrząc na Shelby. - Zresztą, nie wiem co ty tu robisz. - machnęła nie dbale ręką. 


- Próbujesz mnie sprowokować, żebym sama odeszła, ale nie dam się. - powiedziała stanowczo Shelby. Chciała wziąć przykład z Dimitra. 


- Dziewczyny, mamy akcje. Tam są ludzie, którzy mogą zginąć. - powiedziała Ana. Była zdenerwowana. - Więc możecie odpuścić? 


Layla i Shelby nie odpowiedziały. Wtedy Ana zadzwoniła przez woki toki do porywaczy. Odebrali po drugim sygnale. 


- Wypuścicie kobiety z dziećmi. - powiedziała. 


- Nie. - głos w słuchawce nie znosił sprzeciwu. Oni mieli swój plan i nie chcieli, aby ktoś im przeszkodził w wykonaniu go. 


- Dlaczego? 


- Przejmiecie bank. Znamy wasze sztuczki. 


- Tylnym wyjściem je wypuścicie. 


- Nadal nie ma mowy. Tracisz czas, dziewczynko. - po tych słowach mężczyzna rozłączył się. Ana rzuciła woki toki o ścianę. Layla i Shelby obserwowały wszystko w szoku. Brunetka była naprawdę wściekła. 



Tymczasem Dave, Thomas i Evan zostali sami w bazie. Dave jak zwykle pracował przed komputerem. Wpisywał jakieś dane i udawał, że jest bardzo zajęty, gdy tak naprawdę niemiłosiernie się nudził. Uważał, ze to strata czasu. Wolał być na misji, niż siedzieć tutaj. Do pomieszczenia wszedł Thomas. W ręku miał kubek kawy. 


- Ooo, dzięki. Tego mi było trzeba. - powiedział Dave widząc, co chłopak niesie. Thomas otworzył szeroko oczy. Ta kawa była dla niego, ale głupio mu było, to powiedzieć, wiec uśmiechnął się i postawił ją na biurku.


- Nie ma za co. 


- Musisz się przyzwyczaić, że kiedy nie jeździmy na akcje, to panuje u nas nuda. - uśmiechnął się Dave. 


- Ale mamy za to czas, aby porozmawiać. - powiedział Thomas przysuwając krzesełko, aby usiąść obok chłopaka. - Nad czym pracujesz?


- Na pewno cię to nie interesuje. - odparł Dave. Thomas przyjrzał się różnym wykresom i rzeczywiście, kompletnie nic z nich nie zrozumiał. 


- Taa, chyba masz rację. - odpowiedział. - A więc jesteś Dave?


- Tak, jestem Dave. - powiedział chłopak, nie bardzo wiedząc dokąd Thomas zmierza. 


- Może opowiesz mi coś o sobie? - spytał. 


- Cóż,jestem informatykiem, mam 24 lata i pracuje tutaj od 3 lat. Pragnąłem od dziecka zostać tajnym agentem, ale jak widać nie sprawdziłem się and here I am! - wyciągnął ręce przed siebie. - A ty?


- Pracuje w restauracji. - odpowiedział z lekkim zawstydzeniem. - To chyba dużo gorsza praca niż twoja, prawda? 


- Nie, dlaczego tak uważasz? - zdziwił się Dave. - Czasem zdarzają ci się ekstremalne sytuacje, tak?


- No fakt. Jak spadnie mi z tacy talerz z gorącą zupą na przykład. - odpowiedział Thomas i oboje wybuchnęli głośnym śmiechem. - A masz kogoś na oku? - Thomas szybko zmienił temat, wzruszając ramionami, tak jakby go to wcale nie obchodziło, tak naprawdę badał teren. Chciał wiedzieć czy ktoś inny prócz niego kocha się w Shelby. 


- Nie. - odpowiedział szybko, za szybko. Thomas od razu zauważył, że kłamie. 


- Na pewno?


- To znaczy... jest taka jedna dziewczyna, ale ona nie zwraca na mnie uwagi, mimo iż spaliśmy ze sobą.


- Co? - Thomasowi zrobiło się momentalnie gorąco. - Ty i Shelby?


- Jakie ja i Shelby? - zdziwił się Dave. 


- No spałeś z Shelby, prawda? 


- Skąd ci to przyszło do głowy. - odpowiedział wesołym tonem. - Spałem z Laylą. To w niej jestem nieszczęśliwie zakochany. 


- Och. - zdołał wykrztusić tylko Thomas. 


- Ale dzięki temu wiem, w kim ty jesteś zakochany. - uśmiechnął się szeroko. 


- Ja? Nie kocham Shelby jesli o to ci chodzi. - powiedział, próbując zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Dave mu jednak nie uwierzył. 


- Jasnee. - mruknął. 


Nagle do pomieszczenia wszedł Evan i klasnął w dłonie, zwracając na siebie uwagę pozostałych chłopaków. 


- Hej! Co to ma być? Smucicie się z powodu waszych nieszczęśliwych miłości? Chłopaki! - powiedział podchodząc do stolika i siadając na nim. - Mam propozycje, ja wy, klub, teraz. 


- No way. - powiedział Thomas. - Nie pójdę do klubu. 


- Dobrze, prawiczku. - odpowiedział przez śmiech. 


- Nie przejmuj się nim, on tak zawsze. - szepnął Dave do Thomasa. 


- Nie mów, że nigdy nie byłeś w klubie? - zapytał Evan, Thomasa. 


- Niespodzianka! Są porządni ludzie na tym świecie. - powiedział przybijając sobie z Dave'em piątkę. Evan zeskoczył ze stolika. 


- Koniec tych smutków, wyciągam was do klubu! Jazda chłopaki i nie przejmuję odmowy. - powiedział kierując się w stronę wyjścia. 




Shelby wybiegła przed wóz. Wszyscy byli przerażeni, krzyczeli, że ich rodzina jest w środku. Dziewczyna była przerażona. Jeszcze nigdy nie była na takiej akcji, więc tym bardziej jej przerażenie wzrastało z każdą sekundą. Dimitr był przebrany w strój policjanta. Starał się przedostać do środka, ale bał się. Było zbyt dużo bandytów w środku. Nagle Shelby zobaczyła pewną kobietę, która chciała przecisnąć się do środka, ale dwóch policjantów ją powstrzymywało. Krzyczała, że jej mały synek jest w środku i ma asmtę. 


- Musi dostać leki! - wrzeszczała. - Inaczej umrze. Na pewno jest przerażony i ma atak. 


Shelby spojrzała na kobietę ze współczuciem. Sama nie wiedziała, co by zrobiła na jej miejscu. Jedno było pewne: musiała jej pomóc. Nie mogła jej zostawić sama z problemem. Podeszła więc do niej, kobieta płakała. 


- Tam jest mój syn. Mój syn. Muszę mu pomóc. - chlipiała. 


- Pomogę pani. - powiedziała Shelby. Kobieta popatrzyła na nią ze zdziwieniem. 


- Ty? Jesteś zwykłym przechodniem. Nie pomożesz mojemu dziecku. Tylko agenci potrafią to zrobić. 


- Tak? Więc niech go ratują. Skoro woli pani zostawić życie pani syna w ich rękach, proszę bardzo. Ale proszę też nie płakać, jeśli dowie się pani, ze nie przeżył. - powiedziała Shelby i odwrociła się, udając, że chce odejść. Wtedy kobieta się odezwała:


- Proszę zaczekać. W jaki sposób chce pani mu pomóc? - spytała. 


- Dam mu leki. 


- Pójdzie tam pani i mu to da? Zginie pani. 


- Inaczej umrze twój syn. Twoje dziecko. - powiedziała dziewczyna. - Proszę mi dać leki. - wyjęła po nie rękę. Kobieta nie pewnie podała jej. 


- Uważaj na siebie. I dziękuje. 


Shelby kiwnęła głową. Potem poszła do wozu i otworzyła schowek. Wyjęła strój snajpera i założyła go na siebie. Później niezauważalnie przebiegła do budynku i weszła do środka. Od razu otoczyli ją bandyci i celowali w nią broń. Dziewczyna uniosła obie ręce. 


- Szukam małego chłopca. Mam podać mu leki. - powiedziała. 


- Opróżnij kieszenie. - powiedział jeden ze złodziei. Dziewczyna zrobiła to co jej kazał, choć nie miała przy sobie broni. W bucie schowała tylko woki toki. 


- Wchodź. - jeden złapał ją gwałtownie i zaprowadził do środka pomieszczenia. Rzucił na ziemię i zabrał jej lek. 


- To mu potrzebne! Inaczej umrze! - krzyczała. - Chcecie mieć dziecko na sumieniu? 


Wtedy złodziej rzucił w nią lekiem. Shelby odetchnęła z ulgą. Teraz musiała znaleźć małego chłopca. 




Tymczasem Dimitr wszedł do wozu. 


- Gdzie Shelby? - rozejrzał się. 


- Nie wiem, wyszła gdzieś. - odpowiedziała Layla wzruszając ramionami. 


- Nie mówiła gdzie?


- Nie. - odparła blondynka. - Ona jest nie poważna. Nie powinna brac udziału w takich akcjach. 


- Na szczeście nie ty o tym decydujesz. - powiedział i wyszedł z wozu. Tam natknął się na pewną kobietę. 


- Powinniście się wstydzić! - krzyczała. - Żeby zwykły przechodzeń miał w sobie więcej odwagi niż wy! 


- O czym pani mówi? - zdziwił się Dimitr. 


- Pewna dziewczyna wzięła lek dla mojego syna i zaniosła go do środka, narażając swoje wlasne życie! 


- Jaka dziewczyna? Jak wyglądała?


- Brunetka, zielone oczy, związane w kucyka. 


- Cholera. - mruknął wściekły Dimitr. - Shelby. 


  


W klubie było gorąco, czuć było odór papierosowy i pot ludzi. Thomas czuł się tutaj nie swojo, Dave bywał w klubach, ale od jakiegoś czasu przestał do nich chodzić, stwierdził że to nie miejsca dla niego. Tymczasem Evan był z tym najbardziej obeznany. Czuł się w nich jak ryba w wodzie. Muzyka głośno grała najnowszy bit Calvina Harrisa. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Chłopcy usiedli na stolikach barowych. 


- I co? Warto było przyjść, prawda? - powiedział Evan. 


- Jasnee. - odpowiedział ironicznie Thomas. 


- Bez sarkazmów, proszę. - odpowiedział Evan i zamówił trzy drinki. - Bawcie się, chłopcy! Macie zapomnieć o swoich miłościach. 


- Dlaczego tak ci na tym zależy? - zapytał Thomas. 


- Bo nie mam ochoty tego słuchać? - odparł Evan. - Anyway, bawmy się! - krzyknął i wziął jednego drinka. - Idę na parkiet, panowie, a wy wyrwijcie coś. - puścił im oczko i zmył się. Thomas i Dave zostali sami. 


- Chcesz stąd iść? - zapytał Thomas. 


- Tak, ale nie chcę robic przykrości Evanowi, naprawdę się stara. - powiedział. - Zostańmy godzinkę. 


- Okej, jak chcesz. - odparł chłopak. - Idę do toalety. - postanowił schodząc z krzesełka. Dave został sam. Natknął się wzrokiem na dziewczynę, brunetkę, która patrzyła na niego wyzywająco.Uśmiechnął się do niej. Wziął do ręki drinka i uniósł go w gorę, jakby wznosił toast. Dziewczyna zrobiła to samo. 


- Może tu nie jest tak źle. - mruknął sam do siebie. 




Shelby rozejrzała się po sali. Znajdowało się tam sporo ludzi. Przełknęła z trudem ślinę. Nie wiedziała gdzie znajduje się mały chłopczyk. Nie chciała krzyczeć, bo inaczej złodzieje na pewno zrobiliby jej krzywdę i być może temu chłopcu. Wzięła drżący oddech. Nikt nie wydawał jej się podejrzany, było kilku małych chłopców i jedna dziewczynka. 


- Jest tu jakiś chłopiec chory na astmę? - zapytała, starała się zrobić to cicho. - Proszę. Muszę to wiedzieć. To ważne. 


Nikt nie odpowiedział. Cisza. 


- Wiem, że są państwo przerażeni i macie do tego pełne prawo, ale chodzi tu o życie chłopca. Jest chory na astmę, mam dla niego leki.- starała się ich przekonać, ale ludzie nadal milczeli. Jeden chłopiec patrzył na nią. Shelby zmarszczyła brwi. 


- To ty? Ty jesteś tym chłopcem?


On kiwnął głową. Znajdował się naprzeciwko niej. Dziewczyna nie mogła wstać i podać mu leków, to było zbyt niebezpieczne. 


- Proszę podać tamtemu chłopcu leki. - powiedziała do jednej kobiety. Ona udawala, że jej nie słyszy. To wkurzyło dziewczynę. - Zrób to! - krzyknęła. Wtedy kobieta wzięła od niej leki i podała następnej osobie i w końcu leki dotarły do chłopca, który powiedział bezgłośne "dziekuje". Shelby uśmiechnęła się. Nagle poczuła wibracje w kostce. To woki toki. Wyjęła je i zakryła się swoją kurtką, tak aby jak najmniej osób ją widziało. 


- Shelby? Shelby jesteś tam?


- Tak, jestem, ale...


- Żadne ale! Naraziłaś nas! Naraziłaś siebie przede wszystkim! Jesteś niepoważna? Upadłaś na głowę? Jak mogłaś? Nie wierze, że to zrobiłaś! Layla może miała rację i nie powinnaś być agentką. - powiedział. - Jesteś cała?


Shelby rozłączyła się bez odpowiedzenia. Była wściekła. Zrobiła coś dobrego, a on miał do niej pretensje. 


- Masz woki toki? Daj mi je. Muszę porozmawiać z mamą. 


- Tym woki toki zadzwonisz tylko do mojego głupiego partnera Dimitra. - odpowiedziała dziewczyna. 


- Dawaj je! 


- Nie. - Shelby odskoczyła na bok. 


- Ona ma woki toki! - krzyknęła dziewczyna. 


- Zamknij się, idiotko. - powiedziała Shelby, ale już nadbiegli bandyci, zabrali jej, a jeden zaczął do niej mierzyć. 


- Sprytnie. - mruknął jeden. - Wstawaj.


Shelby zrobiła to, co jej kazał i uniosła obie dłonie.  W tym momencie kopnęła jednego, wytrącając mu broń z ręki, na sali rozległa się panika. Shelby starała się uciekać, chowając się przed strzałami. Ludzie krzyczeli i biegali gdzie tylko sie da. Dziewczyna bała się, że jakas strzała ją trafi. Starała się biec przed siebie, w końcu jednak jakiś bandyta strzelił do niej, Shelby dostała w ramię. Upadła na ziemię. Trzymała się za nie i głośno krzyczała. Wtedy wbiegli do banku agenci. 


- Ręce do góry! - krzyczał jeden.   


- Teraz wiesz jak to jest zostać postrzelonym. - powiedział Dimitr podchodząc do Shelby. Dziewczyna zasyczała z bólu. - Ranna dziewczyna! - krzyknął do lekarzy i poszedł dalej. Shelby wiedziała, że jest na nią zły, ale ze nie aż tak bardzo. 




W klubie, dziewczyna, która patrzyła na Dave'a w końcu odważyła się do niego podejść. 


- Witaj przystojniaku. 


- Cześć. - powiedział uśmiechając się głupio. 


- Postawić ci drinka? - usmiechnęła się słodko.


- Powinienem spytać o to ciebie. - odpowiedział. 


- Więc? - nalegała. 


- Okej. - powiedział przełykając głośno ślinę. 


- Dwa drinki proszę. - powiedziała do barmana. Potem spojrzała na Dave'a. - Obserwowałam cię od jakiegoś czasu. 


- Tak? - zdziwił się.


- Tak. I widziałam, ze przyszedłeś z całkiem nie złym znajomym. Ten w czarnych włosach, wiesz który?


- Evan?


- Więc tak się nazywa? - przygryzła wargę. - Seksownie. Więc? Przedstawisz mnie? 


- Eee, ja... - Dave nie wiedział jak zareagować, w tym samym momencie podszedł do nich Evan. 


- Nie przeszkadzajcie sobie, ja tylko na chwilę. - uśmiechnął się, puszczając do nich oczko. Dziewczyna zarumieniła się. 


- Nie przeszkadzasz. - powiedziala brunetka. 


- Nie? - zdziwił się chlopak. 


- Wyobraź sobie, że nie! - krzyknął Dave wstając z krzesełka i poszedł. Evan stał zupełnie zbity z tropu. Patrzył na dziewczynę, nie rozumiejąc dlaczego Dave od nich odszedł. 


- Teraz zostaliśmy sam na sam. - powiedziała dotykając jego klatki piersiowej, a chłopak zrozumiał. 


- Nie jestem zainteresowany. - powiedział mrużąc oczy. 


- Dziwak. - odburknęła odchodząc od niego. Tymczasem za Evanem pojawił się Thomas. 


- Nie udany podryw? - zapytał, siadając na krześle barowym. Evan uśmiechnął się. 


- Nie do końca. To ja dałem jej kosza. - powiedział puszczając do niego oczko. 


- Skoro tak twierdzisz. - wzruszył ramionami. 


- Hej! Naprawdę tak było. Zapytaj Dave'a. 


- To twój kumpel. - powiedział Thomas. 


- I? 


- I moze skłamać dla ciebie. 


- Fakt. Ale naprawdę dałem jej kosza. - upierał się chłopak. - Dobra, nie ważne. Napijmy się. - przywołał ruchem ręki barmana i zamówił kolejne drinki. 


- Mam pytanie... - zaczął Thomas. - Dlaczego mówiłeś, żebym odpuścił sobie Shelby?


- Bo z tego i tak nic nie będzie. - odpowiedział Evan uśmiechając się. Thomas odebrał to w negatywny sposób, choć Evan nie miał niczego złego na myśli. 

- Dlaczego tak uważasz? - spytał ostrym tonem. 


- Ty i ona... to inna liga. - stwierdził, coraz bardziej pogrążając się w oczach Thomasa. 


- Inna liga powiadasz, ciekawe. - powiedział schodząc z krzesełka. - Ona jest ta super, ładna, mądra i sprytna, a ja ten głupi i brzydki, tak?


- Nie o to mi chodziło. - Evan dopiero teraz załapał jak to zabrzmiało. 


- Daruj sobie. - uciął Thomas i odwracając się skierował się ku wyjściu z klubu. Zaczął myśleć, że być może Evans jest zakochany w Shelby, dlatego odradza mu uganianie się za nią. Nie miał pojęcia, że prawda jest zupełnie inna. 




- Postąpiłam słusznie! - krzyczała Shelby, idąc za Dimitrem, który był wściekły. 


- Postąpiłaś nieodpowiedzialnie! - wrzasnął odwracając się gwałtownie. 


- Proszę usiąść. - powiedział ratownik. - Nie powinna pani nadwyrężać ramienia, a tym bardziej się denerwować. - stwierdził. 


- Ten chłopiec mógł umrzeć! 


- Tak jak i ty! 


- Uważasz, że powinnam myśleć tylko o sobie? - zapytała, nie mogąc uwierzyć w to jak samolubny był Dimitr. - Nie znałam cię od tej strony. 


- Ani ja ciebie. Ale to chodzi w tej pracy. Masz ratować ludzi i siebie, a nie tylko ludzi. Musisz się jeszcze wiele nauczyć. - powiedział ostrym tonem. - Bo jak na razie nie masz pojęcia o niczym. Mogłaś chociaż powiedzieć o tym mnie, dlaczego tego nie zrobiłaś? Bo chciałaś zostać bohaterką? Brawo. Ciesz się swoją sławą, póki możesz. - powiedział i odszedł od niej. Shelby została sama. Była wściekła. 


- Uważam, że postąpiłaś bardzo odważnie. - powiedziała Layla. - Ten chłopiec naprawdę mógł umrzeć. 


Shelby odwróciła się w jej stronę zaskoczona.


- Naprawdę tak uważasz?


- Tak. - przyznała. - Zawsze myślałam, że byłabyś beznadziejną agentką, ale teraz widzę, że myliłam się. - dodała i odeszła od niej. Shelby stała oniemiała. Nie wiedziała czy cieszyć się, czy wręcz przeciwnie. 





|Black Mission|



W bazie Dimitr nawet nie spojrzał w stronę Shelby. Ona patrzyła na niego co jakiś czas. Była rozczarowana jego zachowaniem i faktem z jaką ignorancją ją traktuje. Spodziewała się czegoś innego po nim. Tymczasem gubernator mówiła o misji. 


- Shelby, a teraz ty. To, co zrobiłaś było bardzo nieodpowiedzialne i nie dopuszczalne w tym zawodzie, ale... jednocześnie ocaliłaś wszystkich. Gdyby nie ty... nie wiadomo jak by to się skończyło, dlatego uważam, że twoja odwaga powinna zostać nagrodzona. Brawo. - powiedziała kobieta rozłączając się. Dziewczyna spojrzała na Dimitra, który nie odzywał się. Siedział cicho, aż w końcu wstał i wyszedł z pomieszczenia. Dziewczyna nie wiedziała, jak ma odbierać to zachowanie. Był zły bo gubernator nie przyznała mu racji? Ma aż tak wielkie mniemanie o sobie? 


- Naprawdę wbiegłaś do banku, aby podać chłopcu lek? - zapytał Evan. - Wow, Shelby, to było... nieziemskie. - spojrzał na nią z uznaniem. 


- Tak, przyznaje się. - powiedziała z lekkim uśmiechem. - Ale to było też bardzo nieodpowiedzialne, tak jak gubernator powiedziała. - wskazała ruchem ręki na ekran. 


- Ale bardzo odważne. - dodał chłopak. 


- Szkoda, że wszyscy tak nie myślą. - powiedziała patrząc w stronę wyjścia, którym wyszedł Dimitr. 


- Przejdzie mu. - pocieszył ją Evan. - Po prostu bał się o ciebie. Zależy mu na tobie. Traktuje cię jak...


- Jak kogo?


- Jak kogoś bardzo ważnego. - dodał. Wtedy Shelby również wyszła z bazy, wiedząc, że musi porozmawiać z Dimitrem. W środku został Evan z Laylą. Chłopak postanowił jej trochę nakłamać. 


- Byliśmy w klubie. - powiedział. 


- Kto?


- Ja, Dave i Thomas. 


- I co z tego? - zmarszczyła brwi. 


- Nic. Pomyślałem tylko, ze może chcesz co niego wiedzieć... - odparł wymijająco. 


- Co na przykład?


- To, że Dave miał największe wzięcie z naszej trójki. 


- Serio? - Layla roześmiała się. - Jakoś ci nie wierzę. 


- Dobra, przesadziłem. Ja nadal pozostaje mistrzem, ale była jedna dziewczyna, która była nim baardzo zainteresowana. Wypili kilka drinków i gdzieś wyszli. Nie mam pojęcia gdzie, ale musiało chyba zaiskrzyć. - powiedział i z uśmiechem wyszedł z bazy. Layla została sama. Poczula się zazdrosna. 




Shelby weszła do pokoju Dimitra, chłopak leżał na łóżku i patrzył w sufit. Dziewczyna stanęła w progu. 


- Rozumiem twoje zachowanie, naprawdę rozumiem, ale nadal uważam, że postąpiłam słusznie, nie wmówisz mi, że jest inaczej. Nawet gubernator mnie pochwaliła. - powiedziała dziewczyna. 


- Ale gubernator... - chlopak wstał gwałtownie z łóżka. - Gubernator nie czuje do ciebie tego, co ja czuje. To normalne, że zareagowała w taki sposób, zresztą jak reszta grupy. Oni widzą w tobie bohaterkę, ja widzę w tobie łatwy cel dla bandytów. Nie chcę cię stracić. 


- I nie stracisz. - powiedziała Shelby siadając obok niego. - Ale tego chcę, chcę być agentką i musisz się z tym pogodzić. 


- Wiem, ale... nie jest łatwo. 


- Zdaje sobie z tego sprawę. - uśmiechnęła się. - Ale postarasz się? 


- Okej. - przytaknął. - Ale nadal będę się o ciebie cholernie martwił. 


- W porządku. - roześmiała się dziewczyna i przytuliła się do Dimitra, który ją objął. 


niedziela, 24 stycznia 2016

1x03

Tara była młodą i zdolną policjantką, która w żyłach miała tropienie przestępców i groźnych gangów. Zawsze brała się za tropienie najbardziej niebezpiecznych zbrodniarzy, nigdy nie zwracała uwagi na małe wykroczenia, więc tym bardziej podstawowym pytaniem było, dlaczego nagle zainteresowała się młodą bezbronną dziewczyną, zwaną Shelby Sanchez. Czy miała na sumieniu więcej niż mówiła? Tara wiedziała. Tak, ona wiedziała. Wiedziała dlaczego ją ściga, co od niej chce. Niestety, wiedziała to tylko ona i nikomu nie chciała tego zdradzić.

Tara od 16 roku życia wychowywała się sama. Nie miała rodziny, przyjaciół, nikogo bliskiego. Nauczyła się dzięki temu polegać na sobie. Wiedziała, że jeżeli czegoś sama nie zrobi, to nikt tego za nią nie zrobi. Umiała działać sama i najchętniej to właśnie robiła. Tak jak dzisiejszego dnia. Tara przyjechała do domu podejrzanej Shelby. Otworzyła drzwi kopniakiem i weszła do środka. Pusto. wyciągnęła przed siebie broń i zaczęła powoli przemierzać korytarz. Zaglądała do pokoi, ale również stały puste. Przejrzała nawet kuchnie i łazienkę. Nic. W końcu postanowiła zejść do ciemnej piwnicy, tam również żadnej żywej duszy. Tara westchnęła. Czyżby Shelby wiedziała, że będzie poszukiwana i sama się zmyla? Bardzo możliwe, albo po prostu jest w pracy, co aktualnie Tarze wydawało się bardziej prawdopodobne.

Tara wiedziała, gdzie pracuje Shelby. Nie pytajcie skąd. Tego również nie wiadomo. Po prostu posiadała owe informacje od swoich źródeł, których nikt niestety nie znał i pewnie nie pozna. Dziewczyna weszła do przestronnej restauracji i zaczęła rozglądać się za Shelby. Nie zauważyła jej, więc skierowała się do kuchni. Przed drzwiami, zatrzymała ją jakaś kobieta, starsza, wysoka, blondynka w koku. Tara domyśliła się kim była.

- Wstęp wzbroniony. - powiedziała oficjalnym tonem. Tara wyjęła wtedy odznakę i pomachała nią kobiecie przed oczami. To nie zrobiło jednak na niej takiego wrażenia jak Tara chciałaby, aby zrobiło.

- Jestem policjantką. Szukam Shelby Sanchez.

Donovan roześmiała się.

- Zwolniła się jakiś czas temu. Ale teraz wszystko nabiera sensu.

- Co takiego? - zapytała Tara.

- Fakt, dlaczego Shelby się zwolniła. Miała jakieś porachunki ze złymi ludźmi, tak? Dlatego pani jej szuka?

- Można tak powiedzieć. - odpowiedziała niepewnie dziewczyna. - Wie pani gdzie ją znajdę?

- Powiedziałabym, że jej w mieszkaniu, ale pewnie i stamtąd się zmyła. - powiedziała Donovan, dziwnie dumna z siebie. Ta sytuacja była jej chyba na rękę. Nie mogła opanować szczęścia.

- Taa. - mruknęła Tara. - Czyli nie wie pani gdzie mogę ją znaleźć? - spytała.

- Niestety. - kobieta rozłożyła ręce. Tara odwróciła się z zamiarem pójścia, ale zaraz potem zrobiła to znowu.

- Czy Shelby miała tutaj jakiś przyjaciół?

Donovan zastanowiła się chwilę.

- Tak. Thomasa.

- Thomasa. - powtórzyła Tara. - I gdzie mogę go znaleźć?

- W jego domu, oczywiście. Nie przyszedł dzisiaj do pracy. - poinformowała ją. - Może znowu się zmył, nie wiem. - wzruszyła ramionami.

- Dobrze, dziękuje. Do widzenia. - Po tych słowach Tara wyszła z restauracji z jedną wielką nie wiadomą.


|Black Mission|


- Musicie coś wiedzieć! Jesteście agentami do jasnej cholery! - krzyczała Shelby. Znajdowała się w jednym pomieszczeniu z pozostałymi i gubernator, która siedziała na krześle przed ekranem. Dimitr patrzył na dziewczynę ze współczuciem, a Layla nie mogła patrzeć na to jakie wykazuje nią zainteresowanie.

- Nie możemy wiedzieć wszystkiego. - odpowiedział Dimitr.

- Czyli jesteście do bani, tak? Co do czego to nie można na was polegać! - Shelby była strzępkiem nerw. Bała się o Thomasa, nawet bardzo. Był jej najlepszym przyjacielem odkąd sięgała pamięcią. Nie mogła go stracić przez własną głupotę.

- Shelby, uspokój się. - odezwała się gubernator. - Znajdziemy twojego przyjaciela. Nie martw się.

- Jak? Hm? Jak go znajdziecie? - dziewczyna założyła ręce na klatkę piersiową.

- Mamy swoje sposoby. - powiedział Evan. Shelby pokręciła głową z niedowierzaniem. Oni nie traktowali tego tak poważnie jak ona. Dla nich to była zwykła akcja, a dla niej sprawa życia lub śmierci. Thomas był dla niej jak brat. To była jej jedyna rodzina. Ojciec ją zostawił i nie pozostał jej już nikt. Tylko Thomas. A teraz mogła jego również stracić... nie mogła dopuścić do siebie tej myśli.

- Jesteś pewna, że to ci sami ludzie, którzy cię porwali? - zapytała gubernator.

- Tak. - kiwnęła głową.

- Dobrze, w takim razie znajdziemy go. Dimitr, Layla i Evan pojadą na akcję. Reszta zostaje w bazie. - powiedziała.

- Zaraz! Ja też chcę jechać! - krzyknęła Shelby. - Nie może mnie pani od tego odsunąć!

- Ależ mogę i właśnie to robię. - odparła i rozłączyła się. Shelby kopnęła w metalowy stolik z całej siły, a potem zawyła z bólu. Była wściekła. Nic jej się nie udawało. Nawet to. Chciała pomóc Thomasowi i nie będzie miała okazji tego zrobić. Czuła na sobie spojrzenie Layli, która się wywyższała. To jeszcze bardziej ją irytowało i sprawiało, że miała ochotę krzyczeć.

- Znajdą Thomasa. Są najlepsi. - starał się ją pocieszyć Dave.

- Popieram. Nie ma lepszych od nas. - rzucił Evan gryząc jabłko.

- Dla was to zabawa, a dla mnie cholernie poważna sprawa! - krzyknęła Shelby i wybiegła z bazy. Dimitr rzucił swojemu przyjacielowi mordercze spojrzenie, a on nie wiedział co zrobił źle.


Shelby siedziała na swoim łóżku w pokoju, nie wiedząc co powinna zrobić. Co byłoby właściwie w tej sytuacji? Siedzenie bezczynnie i powierzenie całej akcji tej trójce czy samemu wkroczenie do akcji? Westchnęła. Cokolwiek by zrobiła to będzie złe i sama doskonale o tym wiedziała. Do pomieszczenia nagle wszedł Dimitr. Wyglądał na zmartwionego zachowaniem Shelby.

- Nie mam ochoty na rozmowę. - odpowiedziała. - Więc możesz sobie odpuścić.

- Shelby... Evan nie chciał źle. On po prostu... czasem nie ma wyczucia.

- Nie chodzi o Evana. Wiem, że chciał dobrze. - powiedziała wzdychając. - Po prostu... Thomas to mój najlepszy przyjaciel od zawsze. Dorastałam z nim. A teraz on zniknął. Nie ma go. Tak jak mój ojciec, rozumiesz? - po policzkach dziewczyny zaczęły spływać łzy.

- Różnica jest taka, że Thomasa znajdziemy. - Dimitr usiadł obok dziewczyny i objął ją ramieniem. - Przynajmniej ja w to wierzę, a ty?

Shelby kiwnęła głową, pochlipując.

- Najgorsze jest to, że byłam dla niego okropna. Naprawdę okropna. Zachowywałam się... - urwała i wybuchnęła kolejnym potokiem łez.

- Nie myśl o tym. To nie jest w tym momencie ważne. - starał się ją pocieszyć i pocałował ją w skroń. To przyniosło dziewczynie w jakiś sposób ulgę.


Layla i Dave leżeli zmęczeni po kolejnej nocy ze sobą w łóżku. Oboje ciężko oddychali. Chłopak chciał objąć dziewczynę, ale ona się od niego odsunęła gwałtownie.

- Co ty robisz?

- Chciałem cię objąć. - odpowiedział nie pewnie. - To źle?

- Bardzo źle. - powiedziała zakrywając się prześcieradłem i wstała z łóżka.

- Dlaczego? - zmarszczył brwi.

- Tylko seks, pamiętasz? Nic więcej. - spojrzała na niego, a blond kosmyk wpadł jej do oczu. Dave chciał go odgarnąć, ale się powstrzymał.

- Pamiętam. Nie wiedziałem, że obejmowanie się to też w to wlicza. Będę pamiętał.

- Dobrze. - Layla kiwnęła głową, zakładając na siebie spodnie. - To idę. Mam akcję. - dodała, pospiesznie zakładając na siebie bluzkę i wyszła z pokoju, pozostawiając rozczarowanego Dave'a samego w pokoju.


|Black Mission|


Tara siedziała przy swoim biurku, rozmyślając o Shelby. Nie wiedziała, gzie ma jej zacząć szukać. Przeszukała dom, miejsce pracy i nic. Dziewczyna nie miała żadnych przyjaciół, oprócz chłopaka, który nie przyszedł do pracy.

- Tara. Musimy porozmawiać. - powiedziała jej szefowa, stając za nią. Dziewczyna odwróciła się w jej stronę.

- Tak? - odwróciła się w jej stronę na obrotowym krześle.

- Chodzi o Shelby Sanchez. Szukasz jej, prawda?  

- Tak. - potwierdziła.

- Mam o niej pewne informacje, które być może cię zaciekawią.

- Słucham. - Tara wstała.   

- Shelby szukali pewni ludzie. Niestety nie wiem kim oni byli, ale pytali o nią w restauracji. Potem przyszli do jej domu i ją porwali.

Tara otworzyła szeroko oczy. Nie wiedziała co o tym myślec.

- Muszę się dowiedzieć kim oni są. - postanowiła.

- Jak najszybciej. Masz jeszcze inne obowiązki, ale ze względu na starą przyjaźń masz u mnie fory. - powiedziała kobieta i odeszła od jej stanowiska pracy. Tara zaczęła pisać coś na komputerze.


Layla, Dimitr i Evan szykowali się do akcji. Zakładali na siebie broń. Shelby weszła do bazy.

- Chcę jechać z wami. - powiedziała stanowczo.

- Nie możesz. To postanowienie szefowej. - odpowiedział Dimitr. - Przykro mi Shelby, ale... nie. Nie możemy złamać...

- Przestań. - przerwała mu Layla. - Skoro chce być agentką to niech stosuje się do rozkazów. To podstawowa zasada. - dodała.

- To mój przyjaciel!

- Wiem Shelby i nawet nie wiesz jak mi przykro, ale...

- Jedziemy. - powiedziała Layla. - Nie mamy czasu na kaprysy dzieciaków. - mówiąc to wyminęła ją. Dimitr dotknął ramienia Shelby, przechodząc obok niej, a Evan posłał jej lekki uśmiech.

Shelby jednak nie zamierzała bezczynnie siedzieć. Musiała działać i bardzo dobrze wiedziała w jaki sposób się tam dostanie.


Dave i Ana zostali sami w bazie. Chłopak jak zwykle siedział przed komputerem, a dziewczyna przeglądała akta. Nagle przerwała swoją pracę i spojrzała na chłopaka. Był pochłonięty swoją pracą. Wiedziała, że jeżeli jest czymś bardzo zajęty to ma jakiś problem. Postanowiła zagadać.
- Coś nie tak?

- Nie, dlaczego pytasz? Wszystko w porządku. - odpowiedział wzruszając ramionami.

- Wątpię. - powiedziała. - Masz jakiś problem i dobrze o tym wiem. Więc jak? Powiesz mi? Czy mam zgadywać?

- Nie mam problemu. - upierał się dalej przy tym.

- Okej. Więc chodzi o Layle, tak?

Dave nie odpowiedział.

- Czyli zgadłam. Cóż, tak myślałam. Dave, słuchaj, nie przejmuj się nią. Ona nigdy nie zrozumie tego jaki jesteś wspa...

- Spaliśmy ze sobą. - powiedział.

- Tak? - Ana uniosła do góry jedną brew.

- Tak. - potwierdził chłopak. - To wszystko. Nie ma o czym gadać.

- Ale ty chcesz czegoś więcej...

- No i co z tego? Czy to ma jakieś znaczenie czego chce Dave? Nikt nigdy się tym nie przejmował, więc dlaczego ona miałaby? - chłopak wstał gwałtownie z siedzenia. - Idę zrobić kawy, chcesz?

I nie czekając na odpowiedź wyszedł z pomieszczenia.


Tymczasem Layla, Dimitr i Evan znaleźli się na miejscu. Kiedy Evan wysiadł z samochodu i chciał wziąć jakąś broń z bagażnika, zobaczył w nim Shelby.

- Shelby! Co tu robisz?! - krzyknął. Natychmiast podbiegł do niego Dimitr i Layla.

- Wiedziałam. - dziewczyna pokręciła głową. - Ta mała nie umie uszanować czyjegoś rozkazu. Wszystko spieprzy. - mruknęła.

- To mój przyjaciel, nie twój. - syknęła Shelby.

- Tak? Więc może uratujesz sobie go sama? - Layla założyła ręce na klatkę piersiową. - Gdyby nie my, już by nie żył. - skomentowała i odeszła od niej.

- Dlaczego nie posłuchałaś gubernator? - Dimitr był zły. Uwierzył Shelby, ze zostanie, tymczasem ona nie dotrzymała obietnicy. Poczuł się oszukany. - Może coś ci się stać, myślisz, że chcę tego?

- Nie obchodzi mnie aktualnie to czego ty chcesz. Muszę uratować Thomasa. - powiedziała dziewczyna. - Pozwólcie mi to zrobić, proszę. - spojrzała na nich błagalnym wzrokiem. Layla chodziła w te i we w te zdenerwowana. Wiedziała, że słodkie oczka podziałają na Dimitra i da jej wejść w tę akcję.

- Zgoda. Ale jeżeli coś ci się stanie... - powiedział Dimitr.

- Nie stanie. - obiecała Shelby i razem w czwórkę pobiegli do wielkiego budynku.


Tara zdobyła numer do ludzi, którzy porwali Shelby. Wahała się czy do nich zadzwonić czy też nie. Obracała telefon w dłoni, ale w końcu wybrała numer i czekała aż ktoś odbierze. Siedziała na kręconym krzesełku w swoim gabinecie. Po paru sygnałach, ktoś odebrał.

- Halo?

- Mówi Tara Johnson. - przedstawiła się. - Podobno szukacie Shelby Sanchez. Mam o niej pewne informacje, które mogą się przydać.

- Jesteś policjantką. Dlaczego mamy ci zaufać?

- Bo ta dziewczyna zniszczyła życie również mnie, a właściwie jej ojciec. Chcę ją dopaść, tak samo mocno jak i wy. - powiedziała stanowczym tonem. Przez chwilę po drugiej stronie słuchawki zalegała cisza. Dziewczyna już myślała, że się rozłączą, ale wtem usłyszała głos.

- Dobrze, spotkamy się z tobą. Ale masz przyjść bez obstawy policyjnej. Jeżeli takową zobaczymy, od razu się zmywamy, bez ostrzeżenia.

- Rozumiem. - powiedziała Tara. - I zgadzam się na te warunki.

- Zgoda. Przyjdź dzisiaj na privent street 74. O godzinie 18:00.

- Będę.

Po tych słowach mężczyzna się rozłączył.



Evan, Dimitr, Layla i Shelby po wejściu do budynku zobaczyli długi korytarz. Shelby chciała wejść, ale powstrzymał ją Dimitr. Złapał ją za ramię, nie pozwalając wejść na podłogę.

- Nie. To pułapka. - powiedział. - Rozlegnie się alarm. Evan musi rozwalić zabezpieczenie.
- Jasne. Dajcie mi 5 minut. - powiedział podchodząc do urządzenia.

- Agentką trzeba umieć być, a nie udawac. - mruknęła Layla, tak aby tylko Shelby to usłyszała.

- Wiem, zawaliłam. - Shelby skierowała te słowa do Dimitra. - Nie nadaje się na agentkę, ale zależy mi na Thomasie. Chcę aby był bezpieczny i chcę tego sama dopilnować. Jest dla mnie jak brat. Kocham go.

- Rozumiem, Shelby. Naprawdę rozumiem. Sam mam rodzeństwo. - odparł Dimitr.

- Gotowe! - zawyrokował nagle Evan.

- Tak szybko? - zdziwiła się Shelby.

- Ma się tą wprawę. - puścił do niej oczko.

- On tak zawsze? - Shelby wskazała na Evana, pytając o to Dimitra.

- Zdarza mu się być urokliwym. - chłopak roześmiał się. Potem cała czwórka zaczęła biec korytarzem.        

Na końcu drogi zobaczyli dwóch strażników. Layla rzuciła w jednego czymś ostrym, co miało w sobie truciznem, a on padł. Dimitr znów strzelił w niego jakimś bezgłośnym pociskiem. Shelby była pod wrażeniem ich pracy. Teraz zrozumiała jaką ciężką drogę będzie musiała przebyć, aby stać się tak dobra jak oni.

- Jesteście naprawdę świetni. - powiedziała dziewczyna.

- Wiemy o tym. - odpowiedziała Layla z wyższością. Evan zachichotał. W tym momencie oczom Shelby rzuciły się drzwi. Przypomniało jej się, że tymi samym uciekła w noc, kiedy została porwana. Bez ostrzeżenia nacisnęła klamkę. Dimitr krzyknął "nie!" ale było już za późno. Drzwi były zamkniete, a w całym budynku rozbrzmiał alarm. Layla przeklęła pod nosem, a Evan krzyknął, ze muszą uciekać. Zaczęli biec przed siebie, ale zza zakrętu wybiegło czterech uzbrojonych mężczyzn. Dimitr trafił w jednego pociskiem, ale drugi strzelił mu w ramię. Chłopak upadł na podłogę. Shelby ruszyła w jego stronę, pytając czy wszystko z nim w porządku. Martwiła się o niego w tej chwili bardziej niż o Thomasa. Layla rzuciła w jednego ostrzem, a Evan w dwóch strzelił. Kiedy wszyscy zostali pokonani, zajęli się stanem zdrowia Dimitra. Chłopak krzyczał z bolu, a Layla kazała mu być cicho. W porę się opamiętał i zasyczał tylko.

- Musisz uciskać ranę. - powiedziała Shelby.

- Słyszę czyjeś kroki. - powiedziała Layla. - Musimy stąd uciekać. Szybko.

- Dasz radę? - Shelby spojrzała zmartwiony wzrokiem na Dimitra, który kiwnął głową.

- Jasne, że da radę. Jest agentem. - odpowiedział za niego Evan. - Szybko, ruszajmy!

Cała czwórka zaczęła biec przed siebie. Kroki zbliżały się coraz bardziej. Shelby przytrzymywała Dimitra, a Evan chronił ich z tyłu. Layla biegła przed nimi. Brunetka co jakiś czas patrzyła nie pewnie na chłopaka. Bała się o niego, nawet bardzo.

- Na nie wiele nam się przydasz bez broni. - powiedziała Layla.

- Serio? O tym chcesz teraz rozmawiać? - odparła Shelby.

- Hej, dziewczyny! Naprawdę chcecie się kłócić? - wtrącił Evan. 

- Już nic nie mówię. - powiedziała Layla, rzucając Dimitrowi i Shelby krótkie spojrzenie. Kolejny raz musiała udawac, ze wszystko jest w porządku. Powoli zaczynało ją to nudzić. W końcu chciała powiedzieć komuś o swoich prawdziwych uczuciach, tak, aby ten ktoś jej nie oceniał. Niestety, nie miala przy sobie kogoś takiego. Tymczasem ludzie z tyłu zaczęli do nich strzelać. Strzała przeleciała kolo Evana, ale nie drasnęła go. Oddał strzał i trafił w jednego mężczyznę. Layla rzuciła kolejnym ostrzem, ale nie trafiła napastnika. Dimitr próbował oddać strzał, ale ręka mu to uniemożliwiła. Podał Shelby pistolet.

- Co? Nie mogę strzelać, nie umiem. - powiedziała.

- Dasz radę. Zrób to. - Dimitr sie upierał. Dziewczyna nie pewnie czy dobrze robi, wzięła od niego pistolet. Puściła chłopaka, który musiał sobie od teraz radzić sam i patrzyła długo na przeciwnika. Próbowała nacisnąć na spust, ale nie mogła. Zawahała się. On już miał do niej strzelić, ale ubiegła go Layla, która trafiła go ostrzem. Mężczyzna upadł na ziemie.

- Nie ma za co. - mruknęła blondynka. Shelby nie odpowiedziała. Wiedziała, że zawaliła.



Wieczorem, Tara czekała na mężczyzn, którzy mieli się z nią spotkać w sprawie Shelby. Przyjechała z obstawą, choć miała powiedziane, aby tego nie robić. Nie mogła się jednak zastosować do tego rozkazu. Za bardzo bała się przyjechać sama. Jej szefowa czekała w aucie, a drugi mężczyzna chodził po parku i udawał przechodnia. Tara czekała koło ławki. Przy pasku spodni trzymała pistolet. Dotknęła go dłonią, aby upewnić się, że nadal tam jest. Czekała na nich. Spojrzała na zegarek u dłoni, była 18:10, a ich nadal nie było. Zaczęła sie denerwować. Gdzie oni są? Przygryzła wargę. Nagle zauważyła jakiegoś mężczyznę idącego w jej stronę.

"Nareszcie" - pomyślała. Ale wtem on gwałtownie zawrócił. Tara zmarszczyła brwi. Co się właśnie stało? Dostała telefon. Odebrała.

- Gdzie jestescie?

- Sprytnie. - odpowiedział głos w sluchawce. - Chcialaś nas wykiwac, ale jesteśmy sprytniejsi.

- Nie chciałam. To było zabezpieczenie, na wszelki wypadek, jakbyście chcieli zrobić mi krzywdę. - powiedziała.

- Nie ma czegoś takiego jak na wszelki wypadek. - zaśmiał się głos w słuchawce. - Albo przychodzisz sama, albo wcale. - po tych słowach rozłączył się. Tara westchnęła. Nici ze spotkania. Wszystko zawaliła. Jak zawsze. Zadzwoniła do szefowej.

- Domyślili się, ze nie jestem sama.

- Pewnie przez Grega. Nigdy nie potrafił być dyskretny. - odpowiedziała kręcąc głową.

- Nie ważne przez kogo, ważne, ze się domyślili. Jestem skończona. - mruknęła. - Dobra, jadę do domu. Chcę zapomnieć o tym dniu.



Thomas siedział w sali przesłuchań. Bał się. Był tylko przerażonym 22 - latkiem. Nie wiedział dlaczego go porwali, ani czemu go przesłuchują. Ręce miał związane liną za sobą. Nie krzyczał, bo nie wiedział co zrobią w takim wypadku. Pot spływał mu po czole. Nie myślał w tej chwili o niczym. Chciał tylko znaleźć się w domu. W swoim łóżku. Przykryć kołdrą i spokojnie iść spać.

- Dlaczego tu jestem? - zapytał, ale nikt mu nie odpowiedział. - Dlaczego mnie trzymacie? To jakaś gra, a ja jestem pionkiem? - zapytał. - Wypuście mnie! - krzyknął. Żadnej reakcji. Chłopak bał się, że zaraz ktoś przyjdzie i go zabije. To byl przerażający scenariusz, ale w tym momencie najbardziej prawdziwy dla niego.

Nagle, wszedł jakiś mężczyzna. Był barczysty i wyglądał na 30 lat.

- Witaj Thomas.

- Skąd znasz moje imię?!

- To nie jest teraz ważne. - odpowiedział uśmiechając się. - Ważne jest to, co wiesz. A wiesz na pewno bardzo dużo.

- Nie wiem nic!

- Ależ wiesz. - mężczyzna usiadł naprzeciwko niego. - Na przykład o niejakiej Shelby Sanchez. Przyjaźnicie się, prawda?

- Nie znam jej. - odpowiedział chłopak. Domyślił się, ze to zapewne jeden z mężczyzn, którzy szukali jej w restauracji. Kazała mu wtedy udawać, ze jej nie zna.

- Znasz. Kłamiesz. - powiedział. - Mów prawdę, albo inaczej porozmawiamy.

- Nie wiem nic, a ty odwal się.

- Pyskaty. - mruknął. - Nie lubię takich. - mężczyzna wstał z siedzenia i podszedł do chłopaka. - Znasz Shelby Sanchez?

- Nie.

W tym momencie mężczyzna uderzył z całej siły Thomasa. Poleciała z jego nosa czerwoona krew. Chłopak nawet nie krzyknął. Trzymał się twardo. Mężczyzna był pod wrażeniem.

- Ta dziewczyna musi dla ciebie wiele znaczyć, prawda? - powiedział. Chłopak nie odpowiedział.

- Nie znam nikogo o tym imieniu. - upierał się. Dostał drugi raz, tym razem mocniej. Thomas jęknął cicho. Kolejna krew wydostała się z jego nosa i tym razem również wargi.

- Powtórz to jeszcze raz, a dostaniesz kolejny cios.

- Nie znam jej. - powtórzył bez zająknięcia i napastnik wymierzył mu kolejny raz. Na twarzy Thomasa pojawił się duży siniak na policzku. - Nadal jej nie znam. - kolejny cios. Tym razem chłopak stracił przytomność.



Po kilku minutach Evan, Shelby, Layla i Dimitr dobiegli do sali przesłuchań. Shelby nacisnęła klamkę. Zamknięte. Evan kazał jej się odsunąć i z całej siły kopnął drzwi. Puściły.

- Boże Thomas! - krzyknęła Shelby. - Co oni ci zrobili? - chłopak był nie przytomny. Cały zakrwawiony i z siniakiem na policzku. Dziewczyna zaczęła płakać. To było dla niej za dużo. - Rozwiążcie go! - krzyknęła. Evan podbiegł i rozwiązał chłopaka.

- Cicho bądź. - powiedziała Layla. - Usłyszą nas.

- Biedny Thomas, boże. To moja wina. Ja mu to zrobiłam. To przeze mnie. - powtarzała Shelby. Była zdruzgotana.

- Sam nie pójdzie. -  stwierdził Evan.

- Nie pomogę wam go wziąć. - powiedział Dimitr wskazując na swoje postrzelone ramię.

- Wezmę go. - zaoferował się Evan i wziął chłopaka na ręce. - Uciekajmy.

- Okej. - Shelby kiwnęła głową, nadal płacząc, a Layla starała się nie wywrócić oczami.Irytowało ją jej zachowanie. Nie lubiła jej z każdym dniem coraz bardziej.

Evan spojrzał na chłopaka, którego niósł na rękach.

- To jest ten Thomas, tak? - zapytał.

- Tak. - odpowiedziała Shelby, nadal pochlipując. - Mój najlepszy przyjaciel. Moja jedyna rodzina.



 |Black Mission|



Thomas obudził się w tajnej bazie. Leżał na łóżku szpitalnym. Cały czas czuwała przy nim Shelby. Kiedy otworzył oczy, dziewczyna zerwała się na równe nogi.

- Thomas! Nareszcie! Martwiłam się tak bardzo. - powiedziała.

- Co się stało? Gdzie ja jestem? - zapytał rozglądając się.

- W szpitalu. - palnęła bez zastanowienia.

- To nie wygląda jak szpital. - odpowiedział chłopak.

- W porządku. To nie jest szpital. - Shelby ponownie usiadła. Oblizała wargę i zaczęła: - Thomas, muszę ci o czymś powiedzieć.

- Teraz musisz mi o czymś powiedzieć? Ciekawe. - mruknął ironicznym tonem. - Jakoś wcześniej wszystkiego się wypierałaś. Zaraz mi powiesz, że wiesz kim są ludzie, którzy mnie porwali.

- Tego nadal nie wiem. - odparła. - Naprawdę nie wiem, Thomas. Musisz mi uwierzyć.

- Wierzyłem ci zbyt długo.- odparł.

- Przepraszam cię. Naprawdę cię przepraszam. Gdyby nie ja nie leżałbyś tutaj. Zdaje sobie sprawę, że to moja wina. - powiedziała dziewczyna i dotknęła jego dłoni. Thomas uspokoił się. - Po prostu... - wzięła głęboki oddech. - Mój ojciec był tajnym agentem.

- Co?

- Dowiedziałam się tego całkiem nie dawno. Musiałam sobie to przyswoić. - powiedziała. - Nie ogarniam jeszcze tego i nie oczekuje, że ty to zrobisz.

- Dlatego zniknął?

- Nie wiem dlaczego zniknął. Próbuje się tego dowiedzieć, właśnie. - powiedziała patrząc na niego. Thomas utkwione miał spojrzenie przed siebie.

- A ci mężczyźni? Dlaczego mnie porwali?

- Nie wiem. Prawdopodobnie z powodu mojego ojca. Domyślam się właściwie tylko tego. Najpierw porwali mnie. W tę noc kiedy do ciebie przyszłam. Przetrzymywali mnie, ale im uciekłam. Nie pytaj jak. Po prostu to zrobiłam. Sama jestem w szoku. - Shelby potrząsnęła głową.

- A to? Gdzie jestem?

- W tajnej bazie. - odpowiedziała dziewczyna. - Wtedy na przyjęciu, gdy zobaczyłeś mnie z tym obcym mężczyzną, byłam na misji. Miałam za zadanie go poderwać. Nigdy sama z siebie bym tego nie zrobiła. Przecież mnie znasz. Nie jestem taka.

- Nie wiem już jaka jesteś. - westchnął chłopak.

- Thomas, proszę. Wybaczysz mi? - zapytała.

- Nie wiem. - odparł chłopak. - To dla mnie za dużo. Musze pomyśleć. Zostaw mnie na jakiś czas.

- W porządku. - powiedziała dziewczyna wstając z krzesełka.

- Mówiąc zostaw mnie na jakiś czas, nie mam na myśli kilku godzin, ani paru dni. Mam na myśli naprawdę "jakiś czas".

- Thomas co ty...

- Shelby, oni mnie tam skatowali. Chcieli jakieś informacje o tobie, ale udawałem, że cię nie znam. Robiłem to dla ciebie. A ty nawet nie potrafiłaś powiedzieć mi prawdy. Zawsze myślałem, ze to ja na ciebie nie zasługuje, a tak naprawdę to ty nie zasługujesz na mnie. - powiedział chłopak. Shelby patrzyła na niego jeszcze przez moment, po czym ze łzami w oczach wyszła z sali. Na korytarzu stał Evan, który przez szybę obserwował chłopaka. Widząc zapłakaną dziewczynę, chciał do niej podejść, ale się powstrzymał.   



Tymczasem Dave czekał w pokoju Layli na nią. Kiedy dziewczyna go zobaczyła była lekko zaskoczona.

- Co ty tu robisz? Zresztą, nie ważne. - machnęła ręką. - Zrób mi masaż pleców. Umieram po dzisiejszej akcji.

- Dlaczego? - zapytał chłopak.

- Co dlaczego? - zdziwiła się.

- Dlaczego nie chcesz żeby było pomiędzy nami coś więcej? Jestem dla ciebie za mało dobry?

Layla patrzyła na niego przez moment, aż w końcu westchnęła.

- Dave, to nie tak. Po prostu... - usiadła obok niego. - Mam na oku kogoś innego.

- Aha i sypiasz ze mną dla sportu? - oburzył się.

- Ale bawimy się fajnie, prawda? I tak ma być. Czysta przyjemność. - powiedziała z uśmiechem.

- Ale może ja tak nie chcę. - odpowiedział Dave i wstał z jej łóżka, kierując się ku wyjściu. Layla została sama, nie wiedząc co ma zrobić.


Tymczasem Shelby odwiedziła Dimitra w jego pokoju. Leżał na łóżku z ręką w bandażu i czytał książkę. Kiedy ją zobaczył usiadł.

- I jak Thomas?

- W porządku. - westchnęła dziewczyna.

- Nie wydajesz się być szczęśliwa. Pokłóciliście się? - zmarszczył brwi.

- Tak jakby.-odpowiedziała tonem, który sugerował, że ma ochotę się rozpłakać.

- Shelby... - Dimitr nie dokończył, ponieważ dziewczyna go przytuliła.

- Obejmij mnie i już nie puszczaj. - szepnęła w jego klatkę piersiową.

- Zgoda. - powiedział obejmując ją.