Tara była młodą i zdolną policjantką, która w żyłach
miała tropienie przestępców i groźnych gangów. Zawsze brała się za tropienie
najbardziej niebezpiecznych zbrodniarzy, nigdy nie zwracała uwagi na małe
wykroczenia, więc tym bardziej podstawowym pytaniem było, dlaczego nagle
zainteresowała się młodą bezbronną dziewczyną, zwaną Shelby Sanchez. Czy miała
na sumieniu więcej niż mówiła? Tara wiedziała. Tak, ona wiedziała. Wiedziała
dlaczego ją ściga, co od niej chce. Niestety, wiedziała to tylko ona i nikomu nie
chciała tego zdradzić.
Tara od 16 roku życia wychowywała się sama. Nie miała
rodziny, przyjaciół, nikogo bliskiego. Nauczyła się dzięki temu polegać na
sobie. Wiedziała, że jeżeli czegoś sama nie zrobi, to nikt tego za nią nie
zrobi. Umiała działać sama i najchętniej to właśnie robiła. Tak jak
dzisiejszego dnia. Tara przyjechała do domu podejrzanej Shelby. Otworzyła drzwi
kopniakiem i weszła do środka. Pusto. wyciągnęła przed siebie broń i zaczęła
powoli przemierzać korytarz. Zaglądała do pokoi, ale również stały puste.
Przejrzała nawet kuchnie i łazienkę. Nic. W końcu postanowiła zejść do ciemnej
piwnicy, tam również żadnej żywej duszy. Tara westchnęła. Czyżby Shelby
wiedziała, że będzie poszukiwana i sama się zmyla? Bardzo możliwe, albo po
prostu jest w pracy, co aktualnie Tarze wydawało się bardziej prawdopodobne.
Tara wiedziała, gdzie pracuje Shelby. Nie pytajcie skąd.
Tego również nie wiadomo. Po prostu posiadała owe informacje od swoich źródeł,
których nikt niestety nie znał i pewnie nie pozna. Dziewczyna weszła do
przestronnej restauracji i zaczęła rozglądać się za Shelby. Nie zauważyła jej,
więc skierowała się do kuchni. Przed drzwiami, zatrzymała ją jakaś kobieta,
starsza, wysoka, blondynka w koku. Tara domyśliła się kim była.
- Jestem policjantką. Szukam Shelby Sanchez.
Donovan roześmiała się.
- Zwolniła się jakiś czas temu. Ale teraz wszystko
nabiera sensu.
- Co takiego? - zapytała Tara.
- Fakt, dlaczego Shelby się zwolniła. Miała jakieś
porachunki ze złymi ludźmi, tak? Dlatego pani jej szuka?
- Można tak powiedzieć. - odpowiedziała niepewnie
dziewczyna. - Wie pani gdzie ją znajdę?
- Powiedziałabym, że jej w mieszkaniu, ale pewnie i
stamtąd się zmyła. - powiedziała Donovan, dziwnie dumna z siebie. Ta sytuacja
była jej chyba na rękę. Nie mogła opanować szczęścia.
- Taa. - mruknęła Tara. - Czyli nie wie pani gdzie mogę
ją znaleźć? - spytała.
- Niestety. - kobieta rozłożyła ręce. Tara odwróciła się
z zamiarem pójścia, ale zaraz potem zrobiła to znowu.
- Czy Shelby miała tutaj jakiś przyjaciół?
Donovan zastanowiła się chwilę.
- Tak. Thomasa.
- Thomasa. - powtórzyła Tara. - I gdzie mogę go znaleźć?
- W jego domu, oczywiście. Nie przyszedł dzisiaj do
pracy. - poinformowała ją. - Może znowu się zmył, nie wiem. - wzruszyła
ramionami.
- Dobrze, dziękuje. Do widzenia. - Po tych słowach Tara
wyszła z restauracji z jedną wielką nie wiadomą.
|Black Mission|
- Musicie coś wiedzieć! Jesteście agentami do jasnej
cholery! - krzyczała Shelby. Znajdowała się w jednym pomieszczeniu z
pozostałymi i gubernator, która siedziała na krześle przed ekranem. Dimitr
patrzył na dziewczynę ze współczuciem, a Layla nie mogła patrzeć na to jakie
wykazuje nią zainteresowanie.
- Czyli jesteście do bani, tak? Co do czego to nie można
na was polegać! - Shelby była strzępkiem nerw. Bała się o Thomasa, nawet
bardzo. Był jej najlepszym przyjacielem odkąd sięgała pamięcią. Nie mogła go
stracić przez własną głupotę.
- Shelby, uspokój się. - odezwała się gubernator. -
Znajdziemy twojego przyjaciela. Nie martw się.
- Jak? Hm? Jak go znajdziecie? - dziewczyna założyła ręce
na klatkę piersiową.
- Mamy swoje sposoby. - powiedział Evan. Shelby pokręciła
głową z niedowierzaniem. Oni nie traktowali tego tak poważnie jak ona. Dla nich
to była zwykła akcja, a dla niej sprawa życia lub śmierci. Thomas był dla niej
jak brat. To była jej jedyna rodzina. Ojciec ją zostawił i nie pozostał jej już
nikt. Tylko Thomas. A teraz mogła jego również stracić... nie mogła dopuścić do
siebie tej myśli.
- Jesteś pewna, że to ci sami ludzie, którzy cię porwali?
- zapytała gubernator.
- Tak. - kiwnęła głową.
- Dobrze, w takim razie znajdziemy go. Dimitr, Layla i
Evan pojadą na akcję. Reszta zostaje w bazie. - powiedziała.
- Zaraz! Ja też chcę jechać! - krzyknęła Shelby. - Nie
może mnie pani od tego odsunąć!
- Ależ mogę i właśnie to robię. - odparła i rozłączyła
się. Shelby kopnęła w metalowy stolik z całej siły, a potem zawyła z bólu. Była
wściekła. Nic jej się nie udawało. Nawet to. Chciała pomóc Thomasowi i nie
będzie miała okazji tego zrobić. Czuła na sobie spojrzenie Layli, która się
wywyższała. To jeszcze bardziej ją irytowało i sprawiało, że miała ochotę
krzyczeć.
- Znajdą Thomasa. Są najlepsi. - starał się ją pocieszyć
Dave.
- Popieram. Nie ma lepszych od nas. - rzucił Evan gryząc
jabłko.
- Dla was to zabawa, a dla mnie cholernie poważna sprawa!
- krzyknęła Shelby i wybiegła z bazy. Dimitr rzucił swojemu przyjacielowi
mordercze spojrzenie, a on nie wiedział co zrobił źle.
Shelby siedziała na swoim łóżku w pokoju, nie wiedząc co
powinna zrobić. Co byłoby właściwie w tej sytuacji? Siedzenie bezczynnie i
powierzenie całej akcji tej trójce czy samemu wkroczenie do akcji? Westchnęła.
Cokolwiek by zrobiła to będzie złe i sama doskonale o tym wiedziała. Do
pomieszczenia nagle wszedł Dimitr. Wyglądał na zmartwionego zachowaniem Shelby.
- Nie mam ochoty na rozmowę. - odpowiedziała. - Więc
możesz sobie odpuścić.
- Shelby... Evan nie chciał źle. On po prostu... czasem
nie ma wyczucia.
- Nie chodzi o Evana. Wiem, że chciał dobrze. -
powiedziała wzdychając. - Po prostu... Thomas to mój najlepszy przyjaciel od
zawsze. Dorastałam z nim. A teraz on zniknął. Nie ma go. Tak jak mój ojciec,
rozumiesz? - po policzkach dziewczyny zaczęły spływać łzy.
- Różnica jest taka, że Thomasa znajdziemy. - Dimitr
usiadł obok dziewczyny i objął ją ramieniem. - Przynajmniej ja w to wierzę, a
ty?
Shelby kiwnęła głową, pochlipując.
- Najgorsze jest to, że byłam dla niego okropna. Naprawdę
okropna. Zachowywałam się... - urwała i wybuchnęła kolejnym potokiem łez.
- Nie myśl o tym. To nie jest w tym momencie ważne. -
starał się ją pocieszyć i pocałował ją w skroń. To przyniosło dziewczynie w
jakiś sposób ulgę.
Layla i Dave leżeli zmęczeni po kolejnej nocy ze sobą w
łóżku. Oboje ciężko oddychali. Chłopak chciał objąć dziewczynę, ale ona się od
niego odsunęła gwałtownie.
- Co ty robisz?
- Chciałem cię objąć. - odpowiedział nie pewnie. - To
źle?
- Bardzo źle. - powiedziała zakrywając się prześcieradłem
i wstała z łóżka.
- Dlaczego? - zmarszczył brwi.
- Tylko seks, pamiętasz? Nic więcej. - spojrzała na
niego, a blond kosmyk wpadł jej do oczu. Dave chciał go odgarnąć, ale się
powstrzymał.
- Pamiętam. Nie wiedziałem, że obejmowanie się to też w
to wlicza. Będę pamiętał.
- Dobrze. - Layla kiwnęła głową, zakładając na siebie
spodnie. - To idę. Mam akcję. - dodała, pospiesznie zakładając na siebie bluzkę
i wyszła z pokoju, pozostawiając rozczarowanego Dave'a samego w pokoju.
|Black Mission|
Tara siedziała przy swoim biurku, rozmyślając o Shelby.
Nie wiedziała, gzie ma jej zacząć szukać. Przeszukała dom, miejsce pracy i nic.
Dziewczyna nie miała żadnych przyjaciół, oprócz chłopaka, który nie przyszedł
do pracy.
- Tara. Musimy porozmawiać. - powiedziała jej szefowa,
stając za nią. Dziewczyna odwróciła się w jej stronę.
- Tak? - odwróciła się w jej stronę na obrotowym krześle.
- Chodzi o Shelby Sanchez. Szukasz jej, prawda?
- Tak. - potwierdziła.
- Mam o niej pewne informacje, które być może cię
zaciekawią.
- Słucham. - Tara wstała.
- Shelby szukali pewni ludzie. Niestety nie wiem kim oni
byli, ale pytali o nią w restauracji. Potem przyszli do jej domu i ją porwali.
Tara otworzyła szeroko oczy. Nie wiedziała co o tym
myślec.
- Muszę się dowiedzieć kim oni są. - postanowiła.
- Jak najszybciej. Masz jeszcze inne obowiązki, ale ze
względu na starą przyjaźń masz u mnie fory. - powiedziała kobieta i odeszła od
jej stanowiska pracy. Tara zaczęła pisać coś na komputerze.
Layla, Dimitr i Evan szykowali się do akcji. Zakładali na
siebie broń. Shelby weszła do bazy.
- Chcę jechać z wami. - powiedziała stanowczo.
- Nie możesz. To postanowienie szefowej. - odpowiedział
Dimitr. - Przykro mi Shelby, ale... nie. Nie możemy złamać...
- Przestań. - przerwała mu Layla. - Skoro chce być
agentką to niech stosuje się do rozkazów. To podstawowa zasada. - dodała.
- To mój przyjaciel!
- Wiem Shelby i nawet nie wiesz jak mi przykro, ale...
- Jedziemy. - powiedziała Layla. - Nie mamy czasu na
kaprysy dzieciaków. - mówiąc to wyminęła ją. Dimitr dotknął ramienia Shelby,
przechodząc obok niej, a Evan posłał jej lekki uśmiech.
Shelby jednak nie zamierzała bezczynnie siedzieć. Musiała
działać i bardzo dobrze wiedziała w jaki sposób się tam dostanie.
Dave i Ana zostali sami w bazie. Chłopak jak zwykle
siedział przed komputerem, a dziewczyna przeglądała akta. Nagle przerwała swoją
pracę i spojrzała na chłopaka. Był pochłonięty swoją pracą. Wiedziała, że
jeżeli jest czymś bardzo zajęty to ma jakiś problem. Postanowiła zagadać.
- Coś nie tak?
- Nie, dlaczego pytasz? Wszystko w porządku. -
odpowiedział wzruszając ramionami.
- Wątpię. - powiedziała. - Masz jakiś problem i dobrze o
tym wiem. Więc jak? Powiesz mi? Czy mam zgadywać?
- Nie mam problemu. - upierał się dalej przy tym.
- Okej. Więc chodzi o Layle, tak?
Dave nie odpowiedział.
- Czyli zgadłam. Cóż, tak myślałam. Dave, słuchaj, nie
przejmuj się nią. Ona nigdy nie zrozumie tego jaki jesteś wspa...
- Spaliśmy ze sobą. - powiedział.
- Tak? - Ana uniosła do góry jedną brew.
- Tak. - potwierdził chłopak. - To wszystko. Nie ma o
czym gadać.
- Ale ty chcesz czegoś więcej...
- No i co z tego? Czy to ma jakieś znaczenie czego chce
Dave? Nikt nigdy się tym nie przejmował, więc dlaczego ona miałaby? - chłopak
wstał gwałtownie z siedzenia. - Idę zrobić kawy, chcesz?
I nie czekając na odpowiedź wyszedł z pomieszczenia.
Tymczasem Layla, Dimitr i Evan znaleźli się na miejscu.
Kiedy Evan wysiadł z samochodu i chciał wziąć jakąś broń z bagażnika, zobaczył
w nim Shelby.
- Shelby! Co tu robisz?! - krzyknął. Natychmiast podbiegł
do niego Dimitr i Layla.
- Wiedziałam. - dziewczyna pokręciła głową. - Ta mała nie
umie uszanować czyjegoś rozkazu. Wszystko spieprzy. - mruknęła.
- To mój przyjaciel, nie twój. - syknęła Shelby.
- Tak? Więc może uratujesz sobie go sama? - Layla
założyła ręce na klatkę piersiową. - Gdyby nie my, już by nie żył. -
skomentowała i odeszła od niej.
- Dlaczego nie posłuchałaś gubernator? - Dimitr był zły.
Uwierzył Shelby, ze zostanie, tymczasem ona nie dotrzymała obietnicy. Poczuł
się oszukany. - Może coś ci się stać, myślisz, że chcę tego?
- Nie obchodzi mnie aktualnie to czego ty chcesz. Muszę
uratować Thomasa. - powiedziała dziewczyna. - Pozwólcie mi to zrobić, proszę. -
spojrzała na nich błagalnym wzrokiem. Layla chodziła w te i we w te
zdenerwowana. Wiedziała, że słodkie oczka podziałają na Dimitra i da jej wejść
w tę akcję.
- Zgoda. Ale jeżeli coś ci się stanie... - powiedział
Dimitr.
- Nie stanie. - obiecała Shelby i razem w czwórkę
pobiegli do wielkiego budynku.
Tara zdobyła numer do ludzi, którzy porwali Shelby.
Wahała się czy do nich zadzwonić czy też nie. Obracała telefon w dłoni, ale w
końcu wybrała numer i czekała aż ktoś odbierze. Siedziała na kręconym krzesełku
w swoim gabinecie. Po paru sygnałach, ktoś odebrał.
- Halo?
- Mówi Tara Johnson. - przedstawiła się. - Podobno szukacie
Shelby Sanchez. Mam o niej pewne informacje, które mogą się przydać.
- Jesteś policjantką. Dlaczego mamy ci zaufać?
- Bo ta dziewczyna zniszczyła życie również mnie, a
właściwie jej ojciec. Chcę ją dopaść, tak samo mocno jak i wy. - powiedziała
stanowczym tonem. Przez chwilę po drugiej stronie słuchawki zalegała cisza.
Dziewczyna już myślała, że się rozłączą, ale wtem usłyszała głos.
- Dobrze, spotkamy się z tobą. Ale masz przyjść bez
obstawy policyjnej. Jeżeli takową zobaczymy, od razu się zmywamy, bez
ostrzeżenia.
- Rozumiem. - powiedziała Tara. - I zgadzam się na te
warunki.
- Zgoda. Przyjdź dzisiaj na privent street 74. O godzinie
18:00.
- Będę.
Po tych słowach mężczyzna się rozłączył.
Evan, Dimitr, Layla i Shelby po wejściu do budynku
zobaczyli długi korytarz. Shelby chciała wejść, ale powstrzymał ją Dimitr.
Złapał ją za ramię, nie pozwalając wejść na podłogę.
- Nie. To pułapka. - powiedział. - Rozlegnie się alarm.
Evan musi rozwalić zabezpieczenie.
- Jasne. Dajcie mi 5 minut. - powiedział podchodząc do
urządzenia.
- Agentką trzeba umieć być, a nie udawac. - mruknęła
Layla, tak aby tylko Shelby to usłyszała.
- Wiem, zawaliłam. - Shelby skierowała te słowa do
Dimitra. - Nie nadaje się na agentkę, ale zależy mi na Thomasie. Chcę aby był
bezpieczny i chcę tego sama dopilnować. Jest dla mnie jak brat. Kocham go.
- Rozumiem, Shelby. Naprawdę rozumiem. Sam mam
rodzeństwo. - odparł Dimitr.
- Gotowe! - zawyrokował nagle Evan.
- Tak szybko? - zdziwiła się Shelby.
- Ma się tą wprawę. - puścił do niej oczko.
- On tak zawsze? - Shelby wskazała na Evana, pytając o to
Dimitra.
- Zdarza mu się być urokliwym. - chłopak roześmiał się.
Potem cała czwórka zaczęła biec korytarzem.
Na końcu drogi zobaczyli dwóch strażników. Layla rzuciła
w jednego czymś ostrym, co miało w sobie truciznem, a on padł. Dimitr znów
strzelił w niego jakimś bezgłośnym pociskiem. Shelby była pod wrażeniem ich
pracy. Teraz zrozumiała jaką ciężką drogę będzie musiała przebyć, aby stać się
tak dobra jak oni.
- Jesteście naprawdę świetni. - powiedziała dziewczyna.
- Wiemy o tym. - odpowiedziała Layla z wyższością. Evan
zachichotał. W tym momencie oczom Shelby rzuciły się drzwi. Przypomniało jej
się, że tymi samym uciekła w noc, kiedy została porwana. Bez ostrzeżenia
nacisnęła klamkę. Dimitr krzyknął "nie!" ale było już za późno. Drzwi
były zamkniete, a w całym budynku rozbrzmiał alarm. Layla przeklęła pod nosem,
a Evan krzyknął, ze muszą uciekać. Zaczęli biec przed siebie, ale zza zakrętu
wybiegło czterech uzbrojonych mężczyzn. Dimitr trafił w jednego pociskiem, ale
drugi strzelił mu w ramię. Chłopak upadł na podłogę. Shelby ruszyła w jego
stronę, pytając czy wszystko z nim w porządku. Martwiła się o niego w tej
chwili bardziej niż o Thomasa. Layla rzuciła w jednego ostrzem, a Evan w dwóch
strzelił. Kiedy wszyscy zostali pokonani, zajęli się stanem zdrowia Dimitra.
Chłopak krzyczał z bolu, a Layla kazała mu być cicho. W porę się opamiętał i
zasyczał tylko.
- Musisz uciskać ranę. - powiedziała Shelby.
- Słyszę czyjeś kroki. - powiedziała Layla. - Musimy stąd
uciekać. Szybko.
- Dasz radę? - Shelby spojrzała zmartwiony wzrokiem na
Dimitra, który kiwnął głową.
- Jasne, że da radę. Jest agentem. - odpowiedział za
niego Evan. - Szybko, ruszajmy!
Cała czwórka zaczęła biec przed siebie. Kroki zbliżały
się coraz bardziej. Shelby przytrzymywała Dimitra, a Evan chronił ich z tyłu.
Layla biegła przed nimi. Brunetka co jakiś czas patrzyła nie pewnie na
chłopaka. Bała się o niego, nawet bardzo.
- Na nie wiele nam się przydasz bez broni. - powiedziała
Layla.
- Serio? O tym chcesz teraz rozmawiać? - odparła Shelby.
- Hej, dziewczyny! Naprawdę chcecie się kłócić? - wtrącił
Evan.
- Już nic nie mówię. - powiedziała Layla, rzucając
Dimitrowi i Shelby krótkie spojrzenie. Kolejny raz musiała udawac, ze wszystko
jest w porządku. Powoli zaczynało ją to nudzić. W końcu chciała powiedzieć
komuś o swoich prawdziwych uczuciach, tak, aby ten ktoś jej nie oceniał.
Niestety, nie miala przy sobie kogoś takiego. Tymczasem ludzie z tyłu zaczęli
do nich strzelać. Strzała przeleciała kolo Evana, ale nie drasnęła go. Oddał
strzał i trafił w jednego mężczyznę. Layla rzuciła kolejnym ostrzem, ale nie
trafiła napastnika. Dimitr próbował oddać strzał, ale ręka mu to uniemożliwiła.
Podał Shelby pistolet.
- Co? Nie mogę strzelać, nie umiem. - powiedziała.
- Dasz radę. Zrób to. - Dimitr sie upierał. Dziewczyna
nie pewnie czy dobrze robi, wzięła od niego pistolet. Puściła chłopaka, który
musiał sobie od teraz radzić sam i patrzyła długo na przeciwnika. Próbowała
nacisnąć na spust, ale nie mogła. Zawahała się. On już miał do niej strzelić,
ale ubiegła go Layla, która trafiła go ostrzem. Mężczyzna upadł na ziemie.
- Nie ma za co. - mruknęła blondynka. Shelby nie
odpowiedziała. Wiedziała, że zawaliła.
Wieczorem, Tara czekała na mężczyzn, którzy mieli się z
nią spotkać w sprawie Shelby. Przyjechała z obstawą, choć miała powiedziane,
aby tego nie robić. Nie mogła się jednak zastosować do tego rozkazu. Za bardzo
bała się przyjechać sama. Jej szefowa czekała w aucie, a drugi mężczyzna
chodził po parku i udawał przechodnia. Tara czekała koło ławki. Przy pasku
spodni trzymała pistolet. Dotknęła go dłonią, aby upewnić się, że nadal tam
jest. Czekała na nich. Spojrzała na zegarek u dłoni, była 18:10, a ich nadal
nie było. Zaczęła sie denerwować. Gdzie oni są? Przygryzła wargę. Nagle
zauważyła jakiegoś mężczyznę idącego w jej stronę.
"Nareszcie" - pomyślała. Ale wtem on gwałtownie
zawrócił. Tara zmarszczyła brwi. Co się właśnie stało? Dostała telefon.
Odebrała.
- Gdzie jestescie?
- Sprytnie. - odpowiedział głos w sluchawce. - Chcialaś
nas wykiwac, ale jesteśmy sprytniejsi.
- Nie chciałam. To było zabezpieczenie, na wszelki
wypadek, jakbyście chcieli zrobić mi krzywdę. - powiedziała.
- Nie ma czegoś takiego jak na wszelki wypadek. - zaśmiał
się głos w słuchawce. - Albo przychodzisz sama, albo wcale. - po tych słowach
rozłączył się. Tara westchnęła. Nici ze spotkania. Wszystko zawaliła. Jak
zawsze. Zadzwoniła do szefowej.
- Domyślili się, ze nie jestem sama.
- Pewnie przez Grega. Nigdy nie potrafił być dyskretny. -
odpowiedziała kręcąc głową.
- Nie ważne przez kogo, ważne, ze się domyślili. Jestem
skończona. - mruknęła. - Dobra, jadę do domu. Chcę zapomnieć o tym dniu.
Thomas siedział w sali przesłuchań. Bał się. Był tylko
przerażonym 22 - latkiem. Nie wiedział dlaczego go porwali, ani czemu go
przesłuchują. Ręce miał związane liną za sobą. Nie krzyczał, bo nie wiedział co
zrobią w takim wypadku. Pot spływał mu po czole. Nie myślał w tej chwili o
niczym. Chciał tylko znaleźć się w domu. W swoim łóżku. Przykryć kołdrą i
spokojnie iść spać.
- Dlaczego tu jestem? - zapytał, ale nikt mu nie
odpowiedział. - Dlaczego mnie trzymacie? To jakaś gra, a ja jestem pionkiem? -
zapytał. - Wypuście mnie! - krzyknął. Żadnej reakcji. Chłopak bał się, że zaraz
ktoś przyjdzie i go zabije. To byl przerażający scenariusz, ale w tym momencie
najbardziej prawdziwy dla niego.
Nagle, wszedł jakiś mężczyzna. Był barczysty i wyglądał
na 30 lat.
- Witaj Thomas.
- Skąd znasz moje imię?!
- To nie jest teraz ważne. - odpowiedział uśmiechając
się. - Ważne jest to, co wiesz. A wiesz na pewno bardzo dużo.
- Nie wiem nic!
- Ależ wiesz. - mężczyzna usiadł naprzeciwko niego. - Na
przykład o niejakiej Shelby Sanchez. Przyjaźnicie się, prawda?
- Nie znam jej. - odpowiedział chłopak. Domyślił się, ze
to zapewne jeden z mężczyzn, którzy szukali jej w restauracji. Kazała mu wtedy
udawać, ze jej nie zna.
- Znasz. Kłamiesz. - powiedział. - Mów prawdę, albo
inaczej porozmawiamy.
- Nie wiem nic, a ty odwal się.
- Pyskaty. - mruknął. - Nie lubię takich. - mężczyzna
wstał z siedzenia i podszedł do chłopaka. - Znasz Shelby Sanchez?
- Nie.
W tym momencie mężczyzna uderzył z całej siły Thomasa.
Poleciała z jego nosa czerwoona krew. Chłopak nawet nie krzyknął. Trzymał się
twardo. Mężczyzna był pod wrażeniem.
- Ta dziewczyna musi dla ciebie wiele znaczyć, prawda? -
powiedział. Chłopak nie odpowiedział.
- Nie znam nikogo o tym imieniu. - upierał się. Dostał
drugi raz, tym razem mocniej. Thomas jęknął cicho. Kolejna krew wydostała się z
jego nosa i tym razem również wargi.
- Powtórz to jeszcze raz, a dostaniesz kolejny cios.
- Nie znam jej. - powtórzył bez zająknięcia i napastnik
wymierzył mu kolejny raz. Na twarzy Thomasa pojawił się duży siniak na
policzku. - Nadal jej nie znam. - kolejny cios. Tym razem chłopak stracił
przytomność.
Po kilku minutach Evan, Shelby, Layla i Dimitr dobiegli
do sali przesłuchań. Shelby nacisnęła klamkę. Zamknięte. Evan kazał jej się
odsunąć i z całej siły kopnął drzwi. Puściły.
- Boże Thomas! - krzyknęła Shelby. - Co oni ci zrobili? -
chłopak był nie przytomny. Cały zakrwawiony i z siniakiem na policzku.
Dziewczyna zaczęła płakać. To było dla niej za dużo. - Rozwiążcie go! -
krzyknęła. Evan podbiegł i rozwiązał chłopaka.
- Cicho bądź. - powiedziała Layla. - Usłyszą nas.
- Biedny Thomas, boże. To moja wina. Ja mu to zrobiłam.
To przeze mnie. - powtarzała Shelby. Była zdruzgotana.
- Sam nie pójdzie. -
stwierdził Evan.
- Nie pomogę wam go wziąć. - powiedział Dimitr wskazując
na swoje postrzelone ramię.
- Wezmę go. - zaoferował się Evan i wziął chłopaka na
ręce. - Uciekajmy.
- Okej. - Shelby kiwnęła głową, nadal płacząc, a Layla
starała się nie wywrócić oczami.Irytowało ją jej zachowanie. Nie lubiła jej z
każdym dniem coraz bardziej.
Evan spojrzał na chłopaka, którego niósł na rękach.
- To jest ten Thomas, tak? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziała Shelby, nadal pochlipując. - Mój
najlepszy przyjaciel. Moja jedyna rodzina.
|Black Mission|
Thomas obudził się w tajnej bazie. Leżał na łóżku
szpitalnym. Cały czas czuwała przy nim Shelby. Kiedy otworzył oczy, dziewczyna
zerwała się na równe nogi.
- Thomas! Nareszcie! Martwiłam się tak bardzo. -
powiedziała.
- Co się stało? Gdzie ja jestem? - zapytał rozglądając
się.
- W szpitalu. - palnęła bez zastanowienia.
- To nie wygląda jak szpital. - odpowiedział chłopak.
- W porządku. To nie jest szpital. - Shelby ponownie
usiadła. Oblizała wargę i zaczęła: - Thomas, muszę ci o czymś powiedzieć.
- Teraz musisz mi o czymś powiedzieć? Ciekawe. - mruknął
ironicznym tonem. - Jakoś wcześniej wszystkiego się wypierałaś. Zaraz mi
powiesz, że wiesz kim są ludzie, którzy mnie porwali.
- Tego nadal nie wiem. - odparła. - Naprawdę nie wiem,
Thomas. Musisz mi uwierzyć.
- Wierzyłem ci zbyt długo.- odparł.
- Przepraszam cię. Naprawdę cię przepraszam. Gdyby nie ja
nie leżałbyś tutaj. Zdaje sobie sprawę, że to moja wina. - powiedziała
dziewczyna i dotknęła jego dłoni. Thomas uspokoił się. - Po prostu... - wzięła
głęboki oddech. - Mój ojciec był tajnym agentem.
- Co?
- Dowiedziałam się tego całkiem nie dawno. Musiałam sobie
to przyswoić. - powiedziała. - Nie ogarniam jeszcze tego i nie oczekuje, że ty
to zrobisz.
- Dlatego zniknął?
- Nie wiem dlaczego zniknął. Próbuje się tego dowiedzieć,
właśnie. - powiedziała patrząc na niego. Thomas utkwione miał spojrzenie przed
siebie.
- A ci mężczyźni? Dlaczego mnie porwali?
- Nie wiem. Prawdopodobnie z powodu mojego ojca. Domyślam
się właściwie tylko tego. Najpierw porwali mnie. W tę noc kiedy do ciebie
przyszłam. Przetrzymywali mnie, ale im uciekłam. Nie pytaj jak. Po prostu to
zrobiłam. Sama jestem w szoku. - Shelby potrząsnęła głową.
- A to? Gdzie jestem?
- W tajnej bazie. - odpowiedziała dziewczyna. - Wtedy na
przyjęciu, gdy zobaczyłeś mnie z tym obcym mężczyzną, byłam na misji. Miałam za
zadanie go poderwać. Nigdy sama z siebie bym tego nie zrobiła. Przecież mnie
znasz. Nie jestem taka.
- Nie wiem już jaka jesteś. - westchnął chłopak.
- Thomas, proszę. Wybaczysz mi? - zapytała.
- W porządku. - powiedziała dziewczyna wstając z
krzesełka.
- Mówiąc zostaw mnie na jakiś czas, nie mam na myśli
kilku godzin, ani paru dni. Mam na myśli naprawdę "jakiś czas".
- Thomas co ty...
- Shelby, oni mnie tam skatowali. Chcieli jakieś
informacje o tobie, ale udawałem, że cię nie znam. Robiłem to dla ciebie. A ty
nawet nie potrafiłaś powiedzieć mi prawdy. Zawsze myślałem, ze to ja na ciebie
nie zasługuje, a tak naprawdę to ty nie zasługujesz na mnie. - powiedział
chłopak. Shelby patrzyła na niego jeszcze przez moment, po czym ze łzami w
oczach wyszła z sali. Na korytarzu stał Evan, który przez szybę obserwował
chłopaka. Widząc zapłakaną dziewczynę, chciał do niej podejść, ale się
powstrzymał.
Tymczasem Dave czekał w pokoju Layli na nią. Kiedy
dziewczyna go zobaczyła była lekko zaskoczona.
- Co ty tu robisz? Zresztą, nie ważne. - machnęła ręką. -
Zrób mi masaż pleców. Umieram po dzisiejszej akcji.
- Dlaczego? - zapytał chłopak.
- Co dlaczego? - zdziwiła się.
- Dlaczego nie chcesz żeby było pomiędzy nami coś więcej?
Jestem dla ciebie za mało dobry?
Layla patrzyła na niego przez moment, aż w końcu
westchnęła.
- Dave, to nie tak. Po prostu... - usiadła obok niego. -
Mam na oku kogoś innego.
- Aha i sypiasz ze mną dla sportu? - oburzył się.
- Ale bawimy się fajnie, prawda? I tak ma być. Czysta
przyjemność. - powiedziała z uśmiechem.
- Ale może ja tak nie chcę. - odpowiedział Dave i wstał z
jej łóżka, kierując się ku wyjściu. Layla została sama, nie wiedząc co ma
zrobić.
Tymczasem Shelby odwiedziła Dimitra w jego pokoju. Leżał
na łóżku z ręką w bandażu i czytał książkę. Kiedy ją zobaczył usiadł.
- I jak Thomas?
- W porządku. - westchnęła dziewczyna.
- Nie wydajesz się być szczęśliwa. Pokłóciliście się? -
zmarszczył brwi.
- Tak jakby.-odpowiedziała tonem, który sugerował, że ma
ochotę się rozpłakać.
- Shelby... - Dimitr nie dokończył, ponieważ dziewczyna
go przytuliła.
- Obejmij mnie i już nie puszczaj. - szepnęła w jego
klatkę piersiową.
- Zgoda. - powiedział obejmując ją.