- Kiedyś cię odnajdę.A wtedy znów będziemy razem, tak jak wtedy. - wyszeptała, odwracając głowę, aby ponownie spojrzeć na pamiętne zdjęcie.
|Black Mission|
- Jestem! - krzyknęła wbiegając do restauracji, pospiesznie zawiązując fartuch.
- Piąte spóźnienie w tym miesiącu. - upomniała ją jej szefowa, Donovan.
- Wiem, przepraszam. - odpowiedziała spuszczając głowę, jakby to miało wyrazić jak bardzo jest jej przykro z tego powodu, choć tak naprawdę nie było. Odkąd jej ojciec zaginął nic już nie miało sensu. Nawet gdyby straciła tę pracę nie byłby to dla niej koniec świata. - Więcej się to nie powtórzy. - zapewniła.
- To groźba czy obietnica? - mruknęła pod nosem, tak aby kobieta jej nie usłyszała.
- Słucham?
- Nic, nic. - powiedziała głośniej, kręcąc głową. - Przepraszam jeszcze raz.
- Klienci czekają. Lepiej się pospiesz. - wskazała ruchem ręki na siedzących przy stolikach ludzi, którzy w zniecierpliwieniu czekali, aż Shelby weźmie od nich zamówienie. Dziewczyna westchnęła i udała się w ich kierunku nie chętnie. - Tylko z uśmiechem na ustach. - upomniała ją szefowa. Wtedy Shelby odwróciła się do niej ukazując śnieżnobiałe zęby. - Tak lepiej. - mruknęła kobieta.
- Co państwu podać? - zapytała Shelby siląc się na miły ton.
- Wodę z cytryną. - odpowiedziała dziewczyna.
- Ja poproszę sałatkę owocową. - powiedział na to chłopak. Shelby kiwnęła głową i ze złożonym zamówieniem udała się do kuchni.
- Raz woda z cytryną i sałatka owocowa. - powiedziała do jednego z kucharzy, który kiwnął głową. Zaraz za nią pojawił się nieoczekiwanie wysoki brunet, który zakrył jej oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się wiedząc kim on jest.
- Znowu spóźniona. - powiedział.
- Znowu bezczelny. - odgryzła się, odwracając w stronę swojego najlepszego przyjaciela Thomasa, który również był kelnerem w tej restauracji.
- Jak się trzymasz? - zmienił nagle temat. Shelby spoważniała. Nie lubiła jak ludzie zadawali jej te głupie pytania o samopoczucie! Jak się miała trzymać? Nie ma pojęcia gdzie jest jej ojciec! To horror.
- Daje radę. - odpowiedziała siląc się na uśmiech.
- Wiem, że nie lubisz o to pytań, ale... martwię się o ciebie. To wszystko. - powiedział Thomas.
- Wiem i naprawdę to doceniam. - odparła dziewczyna dotykając jego ramienia, na co chłopak gwałtownie się pobudził. Lubił ją. Nawet za bardzo, co było męczące zważywszy na to, że Shelby nie miała o tym pojęcia, zresztą, nawet nie był pewien czy odwzajemniała to uczucie. Kto byłby w stanie go pokochać? Jest trudnym człowiekiem. Nagle dziewczyna zmarszczyła brwi słysząc czyjąś rozmowę. Podeszła do drzwi i zobaczyła dwóch wysokich mężczyzn, rozmawiających z jej szefową.
- Co do... - szepnęła do siebie.
- Panna Sanchez pracuje tutaj? - zapytał jeden z mężczyzn.
- Owszem, a o co chodzi? - spytała jej szefowa, patrząc nie zrozumiałym wzrokiem na nich.
- Gdzie możemy ją znaleźć?
- Jest w kuchni. - wskazała na nią ruchem ręki. Shelby otworzyła szeroko oczy. Nie wiedziała kim oni są. Bała się ich. Postanowiła w ciągu sekundy, że musi uciekać. Spojrzała przerażonym wzrokiem na Thomasa i powiedziała pospiesznie:
- Nie znasz mnie, nie masz pojęcia kim jestem, jakby ktoś pytał. - powiedziała. Thomas otworzył szeroko oczy, nie wiedząc o co chodzi.
- Co się stało? - wydukał, ale nim się obejrzał, Shelby wybiegła na zaplecze. Chłopak stał zdezorientowany, nie wiedząc co ma robić. Wtem do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn.
- Shelby Sanchez. Znają ją może państwo? - spytał jeden z nich.
- Kto? - Thomas postanowił udawać, że nie ma pojęcia o kim mówią, tak jak mu kazała dziewczyna. - Nie wiem o kim państwo mówią. Nikt tutaj nie pracuje o takim imieniu i nazwisku.
Jeden z nich popatrzył na niego podejrzliwie. Już mieli się wycofać, kiedy szef kuchni podchwycił.
- Aaa Shelby! Pracuje tutaj. Właśnie poszła na zaplecze.
Thomas obrzucił go morderczym spojrzeniem, a dwójka mężczyzn pobiegła we wskazaną przez niego stronę.
Tymczasem Shelby biegła przed siebie przez ulicę. Brakowało jej powoli siły i czuła, że już nie da rady. Miała ochotę przystanąć i złapać tchu, ale kiedy się odwróciła zobaczyła biegnących za nią mężczyzn. Przerażona jeszcze bardziej przyspieszyła, wiedząc, że nie może się zatrzymać. Inaczej ją złapią, a na to pozwolić sobie nie może. musi być silna i dać rade przed nimi uciec. Tego na pewno chciał by jej ojciec. by była silna i nie poddawała się. Dziewczyna skręciła w pierwszą uliczkę, nadal nie zatrzymując się. Co chwilę odwracała głowę, aby spojrzeć, gdzie już są. Zdała sobie sprawę, że zaraz ją dogonią. Zaczynała panikować. Jej przerażenie wzrosło, kiedy zobaczyła ślepy zaułek.
- Szlak. - mruknęła pod nosem.
- Nie uciekniesz Shelby! - krzyknął jeden z nich. - Lepiej się zatrzymaj.
"Skąd zna moje imię?" - pomyślała, choć już sam fakt, że znali jej nazwisko powinien być zastanawiający. Kiedy dobiegła do końca uliczki, zauważyła, że znajdują się kontenery na śmieci po których może się wspiąć. Tak też zrobiła. Złapała się ich krawędzi i podciągnęła, wdrapując na śmietnik. Strasznie śmierdziało, ale nie zwracała na to uwagi. Potem zaczęła wspinać się na bramę. Bardzo bolały ją nogi, ale to nie było teraz ważne. Gdy przeskoczyła na drugą stronę kratki, upadła, ale szybko się podniosła, nie chcąc tracić czasu i zaczęła biec przed siebie. Wiedziała, że im uciekła.
- Kurwa. - powiedział jeden z mężczyzn zatrzymując się.
- Mała suka. - odpowiedział na to drugi.
- Co państwu podać? - zapytała Shelby siląc się na miły ton.
- Wodę z cytryną. - odpowiedziała dziewczyna.
- Ja poproszę sałatkę owocową. - powiedział na to chłopak. Shelby kiwnęła głową i ze złożonym zamówieniem udała się do kuchni.
- Raz woda z cytryną i sałatka owocowa. - powiedziała do jednego z kucharzy, który kiwnął głową. Zaraz za nią pojawił się nieoczekiwanie wysoki brunet, który zakrył jej oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się wiedząc kim on jest.
- Znowu spóźniona. - powiedział.
- Znowu bezczelny. - odgryzła się, odwracając w stronę swojego najlepszego przyjaciela Thomasa, który również był kelnerem w tej restauracji.
- Jak się trzymasz? - zmienił nagle temat. Shelby spoważniała. Nie lubiła jak ludzie zadawali jej te głupie pytania o samopoczucie! Jak się miała trzymać? Nie ma pojęcia gdzie jest jej ojciec! To horror.
- Daje radę. - odpowiedziała siląc się na uśmiech.
- Wiem, że nie lubisz o to pytań, ale... martwię się o ciebie. To wszystko. - powiedział Thomas.
- Wiem i naprawdę to doceniam. - odparła dziewczyna dotykając jego ramienia, na co chłopak gwałtownie się pobudził. Lubił ją. Nawet za bardzo, co było męczące zważywszy na to, że Shelby nie miała o tym pojęcia, zresztą, nawet nie był pewien czy odwzajemniała to uczucie. Kto byłby w stanie go pokochać? Jest trudnym człowiekiem. Nagle dziewczyna zmarszczyła brwi słysząc czyjąś rozmowę. Podeszła do drzwi i zobaczyła dwóch wysokich mężczyzn, rozmawiających z jej szefową.
- Co do... - szepnęła do siebie.
- Panna Sanchez pracuje tutaj? - zapytał jeden z mężczyzn.
- Owszem, a o co chodzi? - spytała jej szefowa, patrząc nie zrozumiałym wzrokiem na nich.
- Gdzie możemy ją znaleźć?
- Jest w kuchni. - wskazała na nią ruchem ręki. Shelby otworzyła szeroko oczy. Nie wiedziała kim oni są. Bała się ich. Postanowiła w ciągu sekundy, że musi uciekać. Spojrzała przerażonym wzrokiem na Thomasa i powiedziała pospiesznie:
- Nie znasz mnie, nie masz pojęcia kim jestem, jakby ktoś pytał. - powiedziała. Thomas otworzył szeroko oczy, nie wiedząc o co chodzi.
- Co się stało? - wydukał, ale nim się obejrzał, Shelby wybiegła na zaplecze. Chłopak stał zdezorientowany, nie wiedząc co ma robić. Wtem do pomieszczenia weszło dwóch mężczyzn.
- Shelby Sanchez. Znają ją może państwo? - spytał jeden z nich.
- Kto? - Thomas postanowił udawać, że nie ma pojęcia o kim mówią, tak jak mu kazała dziewczyna. - Nie wiem o kim państwo mówią. Nikt tutaj nie pracuje o takim imieniu i nazwisku.
Jeden z nich popatrzył na niego podejrzliwie. Już mieli się wycofać, kiedy szef kuchni podchwycił.
- Aaa Shelby! Pracuje tutaj. Właśnie poszła na zaplecze.
Thomas obrzucił go morderczym spojrzeniem, a dwójka mężczyzn pobiegła we wskazaną przez niego stronę.
Tymczasem Shelby biegła przed siebie przez ulicę. Brakowało jej powoli siły i czuła, że już nie da rady. Miała ochotę przystanąć i złapać tchu, ale kiedy się odwróciła zobaczyła biegnących za nią mężczyzn. Przerażona jeszcze bardziej przyspieszyła, wiedząc, że nie może się zatrzymać. Inaczej ją złapią, a na to pozwolić sobie nie może. musi być silna i dać rade przed nimi uciec. Tego na pewno chciał by jej ojciec. by była silna i nie poddawała się. Dziewczyna skręciła w pierwszą uliczkę, nadal nie zatrzymując się. Co chwilę odwracała głowę, aby spojrzeć, gdzie już są. Zdała sobie sprawę, że zaraz ją dogonią. Zaczynała panikować. Jej przerażenie wzrosło, kiedy zobaczyła ślepy zaułek.
- Szlak. - mruknęła pod nosem.
- Nie uciekniesz Shelby! - krzyknął jeden z nich. - Lepiej się zatrzymaj.
"Skąd zna moje imię?" - pomyślała, choć już sam fakt, że znali jej nazwisko powinien być zastanawiający. Kiedy dobiegła do końca uliczki, zauważyła, że znajdują się kontenery na śmieci po których może się wspiąć. Tak też zrobiła. Złapała się ich krawędzi i podciągnęła, wdrapując na śmietnik. Strasznie śmierdziało, ale nie zwracała na to uwagi. Potem zaczęła wspinać się na bramę. Bardzo bolały ją nogi, ale to nie było teraz ważne. Gdy przeskoczyła na drugą stronę kratki, upadła, ale szybko się podniosła, nie chcąc tracić czasu i zaczęła biec przed siebie. Wiedziała, że im uciekła.
- Kurwa. - powiedział jeden z mężczyzn zatrzymując się.
- Mała suka. - odpowiedział na to drugi.
|Black Mission|
Shelby znajdowała się już w domu. Właśnie skończyła brać prysznic, wycierała włosy w ręcznik, kiedy zadzwonił telefon. Dobrze wiedziała kto to. Na pewno Thomas dzwonił dowiedzieć się, kim byli ci faceci i dlaczego ją ścigali. Niestety ona wiedziała tyle co on. Nie wiedziała, co ma mu powiedzieć. Kłamać? Przemilczeć ten fakt? A może nie odbierać? Postawiła jednak na szczerość. Wzięła głęboki oddech, nim nie podniosła słuchawki.
- Hej. - powiedziała na wstępie.
- Shelby, co się dzieje? Masz kłopoty? - zapytał chłopak.
- Nie wiem, Thomas. Naprawdę nie wiem. - westchnęła. - Wiem tyle co i ty. Nie mam pojęcia kim oni byli, ani czego chcieli.
- Więc dlaczego uciekałaś przed nimi?
- Również nie mogę odpowiedzieć ci na to pytanie, bo nie wiem. - odpowiedziała. - Miałam przeczucie.
- Miałaś przeczucie?
- Tak. Miałam przeczucie. - przytaknęła. - A teraz jeśli pozwolisz pójdę coś zjeść, bo jestem głodna. - dodała rozłączając się. Uwielbiała Thomasa. Był jej niczym brat, ale pewne sprawy wolała zachować dla siebie.
W nocy kiedy Shelby leżała w łóżku i starała się zasnąć, ale przekręcała się z boku na bok nie mogąc zasnąć, usłyszała dziwne hałasy na dole. Otworzyła oczy, domyślając się kto to może być, ale wciąż nie dopuszczała do siebie tej myśli. Jak mogli ją znaleźć? Skąd wiedzieli gdzie mieszka? Była naprawdę przerażona.
Shelby odkryła się i wolno podeszła do drzwi. Uchyliła je. Ktoś wchodził po schodach. Skrzypiały. Serce podeszło jej do gardła. Przecież zamykała się. Zawsze. Kim byli skoro otworzyli zamki? Podbiegła do okna i otworzyła je. Spojrzała w dół. Było zdecydowanie zbyt wysoko, aby próbować z niego wyskoczyć, ale nie miała wyjścia. Odwróciła się ponownie, by spojrzeć na drzwi i złapała się parapetu, wchodząc na niego. W tym samym momencie dwóch mężczyzn wbiegło do pokoju. Kolejne co Shelby zobaczyła to ciemność.
|Black Mission|
Shelby odzyskała przytomność po dłuższym czasie. Siedziała na krzesełku, ze związanymi z tyłu rękami. Znajdowała się w sali przesłuchań, to było pewne. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Było puste. Bała się. Zaczęła się szamotać. To jednak nic nie dało. Pętla na rękach była związana zbyt mocno. Dziewczyna zaczęła krzyczeć. Cisza. Nikt nie nadchodził. Po chwili z jej oczu zaczęły płynąć łzy. Dlaczego to wszystko zaczęło jej się dziać akurat teraz? Akurat w tym momencie jej życia? Ktoś wybrał najgorszy z możliwych.
- Halo! Dlaczego mnie trzymacie?! - krzyknęła ponownie, powstrzymując kolejne łzy. Zastała ją znowu cisza. Powoli zaczynała tracić cierpliwość. jeżeli to zaraz nie miało się zakończyć, nie była pewna ile jeszcze tego zniesie. - Odpowiedzcie mi!
Znowu zaczęła się szamotać. Tym razem mocniej i szybciej.W tym momencie ktoś wszedł do pomieszczenia. Był to mężczyzna, ale nie ten co ją ścigał. Ten był starszy i bardziej barczysty. Wyglądał jak przewodniczący szajki mafijnej.
- Witaj Shelby. - powiedział zamykając za sobą drzwi.
- Za dużo pytań. - odpowiedział spokojnie, siadając na krzesełku naprzeciwko niej. - Powoli.
- Kim jesteś?
- Kimś bardzo niedobrym. - odparł z szerokim uśmiechem. Shelby przewróciła oczami. Nie lubiła takich gierek. Wolała jasne sytuacje. - Co jeszcze chcesz wiedzieć?
- Dlaczego mnie trzymacie?
- Bo posiadasz pewne przydatne nam informacje.
Shelby prychnęła. Nie sądziła, że posiada jakiekolwiek informacje. Nie była powiązana z żadną organizacją. Nic nie wiedziała.
- Jakie informacje?
- Ty nam powiedz. - mężczyzna nadal zachowywał spokój. To coraz bardziej irytowało Shelby.
- Nie mam pojęcia. Odwiąż mnie. - rozkazała mu.
- Najpierw powiedz nam co wiesz. - mężczyzna zbliżył się twarzą do niej.
- Nie wiem nic. Jestem zwykłą kelnerką.
- Kelnerką, która posiada pewne informacje.
- Skończ z tym! - wrzasnęła nieoczekiwanie. - Nie mam pojęcia o co ci chodzi.
- Uprzedził cię, że będziemy pytać, prawda? Oczywiście, że uprzedził.- odpowiedział samemu sobie na postawione przez siebie pytanie.
- Kto? - Shelby nadal nic nie rozumiała.
- Twój ojciec. - z chwilą wypowiedzenia tych słów, dziewczynę przeszedł zimny dreszcz. Czuła jak wszystkie włosy na karku jej się zjeżyły. Nie sadziła, że kiedykolwiek ktoś jeszcze o nim wspomni. Myślała, że przepadł na zawsze, jak widać pozostawił coś po sobie - nie dokończone sprawy.
- Co on ma z tym wspólnego?
- Dobrze grasz, ale nas nie nabierzesz. - mężczyzna roześmiał się głośno i przeraźliwie. - Powiedz nam co wiesz, a cię wypuścimy.
- Problem w tym, że nic nie wiem! - krzyknęła.
- Dobrze. - mężczyzna ciężko westchnął. - Pomyśl nad tym, a ja wrócę później.
- Nie mam nad czym myśleć. - powiedziała dziewczyna, ale on jej już nie słuchał. Wyszedł z pomieszczenia bez słowa. Shelby ponownie zaczęła się szamotać, ale nic to nie dało.
Po kilku godzinach drzwi do pomieszczenia ponownie się otworzyły i wszedł przez niej wysoki blondyn, jeden z mężczyzn, którzy ją ścigali. Spojrzał na nią z pożądaniem, co nie umknęło uwadze dziewczyny. Miała ochotę na niego splunąć.
- Witaj ślicznotko. - powiedział uśmiechając się.
- Spieprzaj. - mruknęła.
- Ostra. Lubię takie. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. Podobało mu się to. Podszedł do niej i przyjrzał jej się uważnie. Shelby starała się nie patrzeć mu w oczy. Odwracała wzrok, ale on chwycił ją za brodę i zmusił do patrzenia na niego. - Zrobisz wszystko, co ci powiem jasne?
- Jasne. - odpowiedziała z sarkazmem, który mężczyzna od razu wyczuł.
- Nie pyskuj gówniaro.
- Spadaj.
Po tych słowach uderzył ją w twarz. Dziewczyna odchyliła gwałtownie głowę.
- Nie lubię bić kobiet, ale nie dałaś mi wyboru. - zwalił na nią całą winę za to, że jest agresywnym dupkiem.
- Rozumiem. - prychnęła. - Wypuść mnie. - syknęła. - Nie macie prawa mnie tu trzymać.
- Może i nie, ale jednak tu jesteś i nie masz na to wpływu. - powiedział z rozbawieniem. Shelby pokręciła głową. Chciała znaleźć się w ciepłym domku, tylko tyle. Dziewczyna nie odpowiedziała na jego kolejną zaczepkę. Za to on próbował ją pocałować, ale ona odwróciła głowę. Nie spodobało to mu się. Złapał ją za włosy i zbliżył swoją twarz do niej sycząc: - Albo będziesz posłuszna, albo porozmawiamy inaczej.
- Dobrze. - powiedziała, gdyż w jej głowie narodził się pewien plan. - Będę posłuszna, tylko mnie rozwiąż.
- Myślisz, że jestem aż tak naiwny? Planujesz uciec, ale to ci się nie uda.
- Nie. - odparła szybko, za szybko. - Sam powiedziałeś, że mam dla ciebie zrobić wszystko. Jak mam to zrobić ze skrępowanymi rękami? Nie mogę.
Mężczyzna spojrzał na line zaciśniętą na jej dłoniach. Przez chwilę się zastanawiał.
- Tylko bez numerów. - postanowił, gdyż miał naprawdę wielką ochotę na młodą i ładną dziewczynę.
- Obiecuje. - zapewniła Shelby w duchu myśląc nad naiwnością mężczyzny.
Po kilku sekundach była wolna.
- A teraz masz zrobić... - nie dokończył swojej wypowiedzi, ponieważ dziewczyna z całej siły kopnęła go w krocze. Mężczyzna zwinął się z bólu i upadł na podłogę, a ona otworzyła drzwi i wybiegła na zewnątrz. Przed nią rozpostarł się długi korytarz. Zaczęła nim biec. Bala się, że gdzieś tu są kamery i zaraz jego szef dowie się, że uciekła. Na szczęście nie włączył się alarm, więc chyba nie miał o tym zielonego pojęcia. Dziewczyna dobiegła do końca swojej drogi i otworzyła pierwsze drzwi, które jej się nasunęły. Zauważyła po swojej prawej dwóch strażników, więc gwałtownie skierowała się w lewo. Na szczęście żaden z nich jej nie zauważył. Shelby spuściła głowę i zaczęła biec. Zauważyła duże okno. Pomyślała, że to jedyny sposób ucieczki. Otworzyła je i gdy spojrzała w dół, zdała sobie sprawę jak wysoko się znajduje. Zamknęła oczy i stanęła na parapecie. Ostatni raz popatrzyła na dół i skoczyła. Spadła na balkon u dołu. Złapała się za ramię, które cholernie ją rozbolało. Starała się nie zawyć z bólu. Jednakże hałas, który zrobiła musiał przywołać strażników. Jeden z nich widząc ją krzyknął:
- Tam jest! Za nią!
Dziewczyna wiedziała, że musi zejść po barierkach. Weszła na jedną i złapała się jej obiema rękami. Puściła się jej i złapała za kolejną znajdującą się pod nią. Krzyknęła z bólu. Strasznie bolały ją ramiona. Myślała, że nie wytrzyma. Ostatnia barierka i znalazła się na ziemi. Teraz wolała nie myśleć o bólu, ale o tym by uciec. Biegła przed siebie z całych sił, mocno zaciskając zęby. Już kolejny raz dzisiejszego dnia. Jak widać 23 to nie jej szczęśliwy dzień.
- Shelby, co ty tu robisz? - zapytał Thomas otwierając drzwi. Był zaspany. Przecierał oczy.
- Musisz mi pomóc. - powiedziała wchodząc do domu.
- Rozumiem. Czyli nagle przypomniałaś sobie kim byli ci mężczyźni?
- Masz jakiś lód? - zapytała. - Strasznie boli mnie ramie. - wskazała na nie. Thomas kiwnął głową i poszedł do kuchni po niego. Kiedy wracał z zimnym lodem, Shelby wyjaśniła: - Nadal nie mam pojęcia kim oni są.
- Więc w czym ci muszę pomóc? - spytał, podając jej wcześniej wspomnianą rzecz. Dziewczyna wzięła go od chłopaka i przyłożyła sobie do ramienia. Zasyczała z bólu. - To ramie jest najprawdopodobniej zwichnięte.
- Bawisz się w lekarza?
- Stwierdzam fakt.
Shelby zachichotała, a zaraz potem spoważniała.
- Mogę u ciebie przenocować? Nie chcę wracać do domu.
Thomas kiwnął głową. Pozwoliłby Shelby nawet tu zamieszkać, gdyby tego wymagała sytuacja. Zależało mu na niej. Znali się praktycznie od zawsze. Był przy niej kiedy zniknął jej ojciec, pocieszał ją, dbał o nią.
- Dlaczego nie chcesz wracać do domu? - zapytał, przełykając głośno ślinę, bał się odpowiedzi mimo wszystko. Shelby zaczęła zachowywać się dziwnie, nie była sobą ostatnio.
- Boje się. - przyznała. Rysy na twarzy chłopaka złagodniały. Podszedł do niej i przytulił ją. Dziewczyna mocno go objęła, mimo bolącego ramienia. - Nie wiem co się dzieje Thomas. - wyszeptała w jego szyje.
- Jestem tu. - pocieszył ją chłopak. - I nigdzie się nie wybieram, bez ciebie.
Shelby uśmiechnęła się, a zaraz potem puściła go. Wskazała na swoje ramię w ramach wyjaśnienia.
- Możesz spać w moim pokoju. - powiedział Thomas.
- Nie. - zaprotestowała gwałtownie. - Nie chcę nadużywać twojej gościnności. Już i tak dużo dla mnie zrobiłeś.
- Żaden problem, naprawdę.
- Powiedziałam nie.
- W porządku. - Thomas kiwnął głową. Wiedział, ze nie należało dyskutować z Shelby. Miała swoje własne zdanie. - Jakbyś czegoś potrzebowała to mów. - powiedział nim zniknął.
- Wiem.
Następnego dnia, Shelby obudził zapach smażonej jajecznicy. Odkryła się i wstała. W kuchni Thomas stał nad patelnią. Kiedy ją zobaczył uśmiechnął się do dziewczyny.
- Już wstałaś? Dopiero jedenasta! - roześmiał się.
- Miałam ciężką noc. - odparła.
- Nie wątpię. - powiedział, ale o nic więcej nie pytał. Shelby właśnie tego potrzebowała teraz. Ciszy i spokoju. - Muszę lecieć do pracy, ale ty możesz tutaj zostac tyle ile będziesz potrzebowała. - zapewnił ją. Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie. Tego również potrzebowała. Kogoś bliskiego.
- Dziękuje, Thomas.
- Nie ma sprawy. - machnął nie dbale ręką. - Jesteś w końcu dla mnie jak... siostra. - to słowo ledwo przeszło mu przez gardło, bowiem Shelby była dla niego kimś o wiele ważniejszym.
- Problem w tym, że nic nie wiem! - krzyknęła.
- Dobrze. - mężczyzna ciężko westchnął. - Pomyśl nad tym, a ja wrócę później.
- Nie mam nad czym myśleć. - powiedziała dziewczyna, ale on jej już nie słuchał. Wyszedł z pomieszczenia bez słowa. Shelby ponownie zaczęła się szamotać, ale nic to nie dało.
Po kilku godzinach drzwi do pomieszczenia ponownie się otworzyły i wszedł przez niej wysoki blondyn, jeden z mężczyzn, którzy ją ścigali. Spojrzał na nią z pożądaniem, co nie umknęło uwadze dziewczyny. Miała ochotę na niego splunąć.
- Witaj ślicznotko. - powiedział uśmiechając się.
- Spieprzaj. - mruknęła.
- Ostra. Lubię takie. - uśmiech nie schodził mu z twarzy. Podobało mu się to. Podszedł do niej i przyjrzał jej się uważnie. Shelby starała się nie patrzeć mu w oczy. Odwracała wzrok, ale on chwycił ją za brodę i zmusił do patrzenia na niego. - Zrobisz wszystko, co ci powiem jasne?
- Jasne. - odpowiedziała z sarkazmem, który mężczyzna od razu wyczuł.
- Nie pyskuj gówniaro.
- Spadaj.
Po tych słowach uderzył ją w twarz. Dziewczyna odchyliła gwałtownie głowę.
- Nie lubię bić kobiet, ale nie dałaś mi wyboru. - zwalił na nią całą winę za to, że jest agresywnym dupkiem.
- Rozumiem. - prychnęła. - Wypuść mnie. - syknęła. - Nie macie prawa mnie tu trzymać.
- Może i nie, ale jednak tu jesteś i nie masz na to wpływu. - powiedział z rozbawieniem. Shelby pokręciła głową. Chciała znaleźć się w ciepłym domku, tylko tyle. Dziewczyna nie odpowiedziała na jego kolejną zaczepkę. Za to on próbował ją pocałować, ale ona odwróciła głowę. Nie spodobało to mu się. Złapał ją za włosy i zbliżył swoją twarz do niej sycząc: - Albo będziesz posłuszna, albo porozmawiamy inaczej.
- Dobrze. - powiedziała, gdyż w jej głowie narodził się pewien plan. - Będę posłuszna, tylko mnie rozwiąż.
- Myślisz, że jestem aż tak naiwny? Planujesz uciec, ale to ci się nie uda.
- Nie. - odparła szybko, za szybko. - Sam powiedziałeś, że mam dla ciebie zrobić wszystko. Jak mam to zrobić ze skrępowanymi rękami? Nie mogę.
Mężczyzna spojrzał na line zaciśniętą na jej dłoniach. Przez chwilę się zastanawiał.
- Tylko bez numerów. - postanowił, gdyż miał naprawdę wielką ochotę na młodą i ładną dziewczynę.
- Obiecuje. - zapewniła Shelby w duchu myśląc nad naiwnością mężczyzny.
Po kilku sekundach była wolna.
- A teraz masz zrobić... - nie dokończył swojej wypowiedzi, ponieważ dziewczyna z całej siły kopnęła go w krocze. Mężczyzna zwinął się z bólu i upadł na podłogę, a ona otworzyła drzwi i wybiegła na zewnątrz. Przed nią rozpostarł się długi korytarz. Zaczęła nim biec. Bala się, że gdzieś tu są kamery i zaraz jego szef dowie się, że uciekła. Na szczęście nie włączył się alarm, więc chyba nie miał o tym zielonego pojęcia. Dziewczyna dobiegła do końca swojej drogi i otworzyła pierwsze drzwi, które jej się nasunęły. Zauważyła po swojej prawej dwóch strażników, więc gwałtownie skierowała się w lewo. Na szczęście żaden z nich jej nie zauważył. Shelby spuściła głowę i zaczęła biec. Zauważyła duże okno. Pomyślała, że to jedyny sposób ucieczki. Otworzyła je i gdy spojrzała w dół, zdała sobie sprawę jak wysoko się znajduje. Zamknęła oczy i stanęła na parapecie. Ostatni raz popatrzyła na dół i skoczyła. Spadła na balkon u dołu. Złapała się za ramię, które cholernie ją rozbolało. Starała się nie zawyć z bólu. Jednakże hałas, który zrobiła musiał przywołać strażników. Jeden z nich widząc ją krzyknął:
- Tam jest! Za nią!
Dziewczyna wiedziała, że musi zejść po barierkach. Weszła na jedną i złapała się jej obiema rękami. Puściła się jej i złapała za kolejną znajdującą się pod nią. Krzyknęła z bólu. Strasznie bolały ją ramiona. Myślała, że nie wytrzyma. Ostatnia barierka i znalazła się na ziemi. Teraz wolała nie myśleć o bólu, ale o tym by uciec. Biegła przed siebie z całych sił, mocno zaciskając zęby. Już kolejny raz dzisiejszego dnia. Jak widać 23 to nie jej szczęśliwy dzień.
|Black Mission|
- Shelby, co ty tu robisz? - zapytał Thomas otwierając drzwi. Był zaspany. Przecierał oczy. - Musisz mi pomóc. - powiedziała wchodząc do domu.
- Rozumiem. Czyli nagle przypomniałaś sobie kim byli ci mężczyźni?
- Masz jakiś lód? - zapytała. - Strasznie boli mnie ramie. - wskazała na nie. Thomas kiwnął głową i poszedł do kuchni po niego. Kiedy wracał z zimnym lodem, Shelby wyjaśniła: - Nadal nie mam pojęcia kim oni są.
- Więc w czym ci muszę pomóc? - spytał, podając jej wcześniej wspomnianą rzecz. Dziewczyna wzięła go od chłopaka i przyłożyła sobie do ramienia. Zasyczała z bólu. - To ramie jest najprawdopodobniej zwichnięte.
- Bawisz się w lekarza?
- Stwierdzam fakt.
Shelby zachichotała, a zaraz potem spoważniała.
- Mogę u ciebie przenocować? Nie chcę wracać do domu.
Thomas kiwnął głową. Pozwoliłby Shelby nawet tu zamieszkać, gdyby tego wymagała sytuacja. Zależało mu na niej. Znali się praktycznie od zawsze. Był przy niej kiedy zniknął jej ojciec, pocieszał ją, dbał o nią.
- Dlaczego nie chcesz wracać do domu? - zapytał, przełykając głośno ślinę, bał się odpowiedzi mimo wszystko. Shelby zaczęła zachowywać się dziwnie, nie była sobą ostatnio.
- Boje się. - przyznała. Rysy na twarzy chłopaka złagodniały. Podszedł do niej i przytulił ją. Dziewczyna mocno go objęła, mimo bolącego ramienia. - Nie wiem co się dzieje Thomas. - wyszeptała w jego szyje.
- Jestem tu. - pocieszył ją chłopak. - I nigdzie się nie wybieram, bez ciebie.
Shelby uśmiechnęła się, a zaraz potem puściła go. Wskazała na swoje ramię w ramach wyjaśnienia.
- Możesz spać w moim pokoju. - powiedział Thomas.
- Nie. - zaprotestowała gwałtownie. - Nie chcę nadużywać twojej gościnności. Już i tak dużo dla mnie zrobiłeś.
- Żaden problem, naprawdę.
- Powiedziałam nie.
- W porządku. - Thomas kiwnął głową. Wiedział, ze nie należało dyskutować z Shelby. Miała swoje własne zdanie. - Jakbyś czegoś potrzebowała to mów. - powiedział nim zniknął.
- Wiem.
Następnego dnia, Shelby obudził zapach smażonej jajecznicy. Odkryła się i wstała. W kuchni Thomas stał nad patelnią. Kiedy ją zobaczył uśmiechnął się do dziewczyny.
- Już wstałaś? Dopiero jedenasta! - roześmiał się.
- Miałam ciężką noc. - odparła.
- Nie wątpię. - powiedział, ale o nic więcej nie pytał. Shelby właśnie tego potrzebowała teraz. Ciszy i spokoju. - Muszę lecieć do pracy, ale ty możesz tutaj zostac tyle ile będziesz potrzebowała. - zapewnił ją. Dziewczyna uśmiechnęła się przyjaźnie. Tego również potrzebowała. Kogoś bliskiego.
- Dziękuje, Thomas.
- Nie ma sprawy. - machnął nie dbale ręką. - Jesteś w końcu dla mnie jak... siostra. - to słowo ledwo przeszło mu przez gardło, bowiem Shelby była dla niego kimś o wiele ważniejszym.
|Black Mission|
Shelby wiedziała, że musi się dowiedzieć prawdy o swoim ojcu, za wszelką cenę. Co ukrywał? Dlaczego zniknął? Była pewna, że ma to jakieś powiązanie z tamtymi ludźmi. On nigdy by jej nie zostawił sam z siebie. Musiał zniknąć.
Choć bardzo się bała, wróciła do domu. Musiała przeszukać rzeczy ojca i dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi. Chciała raz na zawsze zamknąć za sobą przeszłość. Nie pewnie weszła do domu, rozglądając się uprzednio bardzo dokładnie. Bała się, że ktoś będzie ją śledził. Nic takiego nie miało miejsca. Skierowała swoje kroki do pokoju jej ojca. Dawno tam nie była. Nadal było czuć charakterystyczny zapach dla tego miejsca. Jej ojciec uwielbiał mocne, męskie perfumy. Nadal gdzieniegdzie unosiła się owa woń. Shelby oparła się o drzwi. Nie chciała płakać. Tak bardzo nie chciała, a jednak. Samotna łza spłynęła po jej policzku. Pozwoliła jej popłynąć. To było za wiele. Jej zycie to pasmo niepowodzeń osatnio. Chciała być w końcu szczęśliwa, właśnie chciała.
Podeszła do jego szuflady. Odsunęła ją. Ukazała się cała sterta dokumentów. Szybko je przejrzała, ale nic ciekawego tam nie znalazła. Same nic nie znaczące bzdury. Potem przeszukała kolejne szuflady, aż w końcu jego szafę, ale również nic nie znalazła. Załamana usiadła na podlodze. Nic tu po niej. Ojciec musiał zabrać wszystko ze sobą. Była naiwna myśląc, że dowie się prawdy. Westchnęła. Polożyła się na zimnej podłodze i wzięła głęboki oddech. Pomyślała wtedy, że dawno nie brała prysznicu. Pójdzie właśnie teraz i go weźmie, tak! W końcu zrobi coś dla siebie. Chciała wstać, ale wtedy jej oczom ukazało się duże pudło znajdujące się pod jej jego łóżkiem. Zmarszczyła brwi, ale wyjęła je. Może tam coś znajdzie? Kto wie? Wprawdzie stracila już nadzieje, ale w końcu...
Odkryła przykrywkę i jej oczom ukazał się zeszyt. Po co jej ojciec chował zeszyt? Co było tam takiego ważnego. Otworzyła go. Pusty. Nic z tego nie rozumiała. Pusty zeszyt? To jakiś magiczny zeszyt? Kolejna niewiadoma. Jej ojciec nie pozostawił po sobie nic prócz bałaganu, który teraz ona musi sprzątać. Przewróciła kartki ponownie i jej oczom dopiero teraz ukazał się adres zapisany na tylnej stronie zeszytu. Person 94. Co to miało znaczyć? Co to za ulica? Nie miała czasu się nad tym zastanawiać, oni w każdej chwili mogą tu wrócić. Wzięła zeszyt ze sobą i wyszła z domu, cały czas biegnąc.
Shelby postanowiła nie wracać do domu Thomasa. Najpierw musiała się dowiedzieć co jest na tej ulicy. Wsiadła w pierwszą lepszą emzetkę i udała się w owe miejsce...
Po kilku minutach dziewczyna wysiadła z emzetki i zaczęła szukać owej ulicy, pytając się prze okazji ludzi czy nie wiedząc, gdzie ona może być. Niestety nikt nie potrafił udzielić jej odpowiedzi na to pytanie. Dziewczyna była w kropce. Szuka ulicy, której w dodatku nie ma. Usiadła na chodniku załamana. Wtem jakiś staruszek podszedł do niej.
- Szukasz Person 94?
- Skąd pan wie? - zapytała zaskoczona.
- Daj mi parę dolarów to ci powiem.
Dziewczyna nie namyślając się długo wrzuciła do jego kubła 90$. wtedy staruszek uśmiechnął się przyjaźnie.
- Person 94 to teraz Hallwey 45. To bardzo zgubne dla przyjezdnych. Nie potrafią się odnaleźć. - stwierdził.
- Dziękuje panu bardzo! - Shelby miała ochotę przytulić staruszka, ale się powstrzymała. Czym prędzej pobiegła w kierunku wskazanej przez niego ulicy.
|Black Mission|
Pierwsze co rzuciło się w oczy Shelby to wielki budynek. Zmarszczyła brwi. Czy o tym pisał jej ojciec? Miała tam wejść? Wahała się przez chwilę. W końcu stwierdziła, że nie ma nic do stracenia i weszła przez duże dębowe drzwi. Jej oczom ukazały się kolejne, jednak były one zakodowane. Tupnęła nogą. Nigdy się nie dowie dlaczego tamci ludzie ścigają jej ojca. Załamana chciała stąd odejść, ale przypomniało jej się o tajemniczym zeszycie. Może tam jest podpowiedź? Przewertowała go jeszcze raz, ale nadal nic nie znalazła. Wtedy odwróciła go na drugą stronę. Ledwo widocznym literkami dojrzała napis "4785". Pomyślała, że warto spróbować. Wcisnęła te cyfry, a drzwi automatycznie się odblokowały. Zadowolona weszła do środka, gdzie czekała na nią winda. Nie namyślając się długo pojechała nią na górę...
Wraz z tym jak drzwi windy się otworzyły, czekał na nią jakiś mężczyzna. Trzymał broń. Wyglądał jak wyszkolony morderca. Shelby serce podeszło do gardła. Kolejny raz w ciągu dwóch dni ktoś chce ją zabić. To nie było normalne dla 23 - letniej dziewczyny. Podniosła ręce do góry i przymknęla oczy na moment.
- Proszę nie zabijaj mnie. - wyszeptała, jakby sama do siebie.
- Kim jesteś? - zapytał.
- Shelby, okej? Mam na imię Shelby! - krzyknęla przerażona.
- A więc Shelby pójdziesz ze mną. - powiedział groźnym tonem.
- Jak się tu znalazłaś? - zapytał mężczyzna. Znajdowali się w sali przesłuchań. Dziewczyna miała powoli tego dosyć. Cały czas ktoś ją o coś oskarżał. Nie rozumiała dlaczego jej ojciec jest w to wplątany. Shelby milczała. Nie chciała zdradzać skąd o tym wiedziała. Wolała to przemilczeć. Mężczyzna walnął pięścią w stół. - Skąd wiedziałaś gdzie znajduje się nasza baza?
- Nasza baza? Co to znaczy?
- Najpierw odpowiedz na moje pytanie. - mężczyzna był nie ugięty. Dziewczyna bała się go. Nie wiedziała do czego był zdolny. Mógł jej zrobić krzywdę.
- Dlaczego to takie ważne?
- Nikt o tym nie wie, a tobie jakimś sposobem udalo się tutaj dostać. W dodatku znałaś kod.
- Zgadywałam.
Mężczyzna zmrużył oczy. Irytowała go.
- Skąd o nas wiesz? Jeżeli nie odpowiesz na moje pytanie będę musiał zastosować bardziej radykalne środki.
- Na przyklad jakie?
- Tortury. - odpowiedział jakby to nie było nic strasznego. Shelby westchnęła. Mogła nadal się z nim drażnić, albo powiedzieć prawdę. W sumie nie wydawał się taki zły. Próbował zgrywać twardego.
- Stąd. - odpowiedziała, kładąc na stole zeszyt jej ojca. - Person 94. Była tam nazwa ulicy.
- Ale ona już nie istnieje. - zauważył słusznie.
- Jakiś miły staruszek zdążył mnie o tym poinformować.
- Musiał cię znać. - mruknął do siebie, ale Shelby usłyszała to. - Był jednym z agentów.
- Serio? A ja mu dałam 90$. - oburzyła się. - Zaraz, zaraz, agentem? - do dziewczyny dopiero teraz dotarło co mężczyzna powiedział.
- Tak. To tajna siedziba agentów. Zdziwiona? - zmierzył ją wzrokiem.
- To żart, prawda? Jestem w ukrytej kamerze, racja? - rozejrzała się w okół.
- Niestety nie. Jestem Dimitr tak po za tym. - przedstawił się.
- Shelby.
- Mówiłaś. - przypomniał jej. - A nazwisko?
- Sanchez. Ale co to ma z tym wspólnego?
- Ciekawe. Zaraz wracam. - bez słowa wyjaśnienia wyszedł z pomieszczenia pozostawiając Shelby samą. Nadal nic z tego nie rozumiała. Była jeszcze bardziej skołowana.
Po dłuższym czasie Dimitr wrócił. Nie był sam. Była z nim starsza kobieta z kokiem upiętym wysoko na głowie. Wyglądała jakby była jego szeofową. Shelby zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów. To było jasne, że mężczyzna czuł respekt względem kobiety.
- Shelby Sanchez. - powiedziała. - Miło mi cię poznać, Shelby.
- Dziękuje. Mnie panią również. - odpowiedziała uśmiechając się sztucznie. - Dlaczego w pokoju mojego ojca znajdował się zeszyt w którym był zapisany adres tego miejsca?
- Bo widzisz Shelby, twój ojciec był wielkim człowiekiem. - powiedziała kobieta, uśmiechając się lekko. - Ale może Dimitr ci to wszystko bardziej szczegółowo objaśni. - wskazała na niego palcem. - Tymczasem chodź z nami. Pokażę ci coś.
Dziewczyna nie zastanawiając się długo wstała z miejsca i poszła za kobietą. Miała dosyć bezczynnego siedzenia. Chciała w końcu dowiedzieć się prawdy i mieć z tym spokój raz na zawsze.
Po długim korytarzu w końcu znaleźli się w dużym pomieszczeniu. To była baza jak Shelby udało się ustalić. Naprzeciwko niej znajdował się duży ekran i stalowy stół przy którym zapewne odbywały się spotkania. Dalej siedział młody chłopak w okularach i pisał coś na komputerze, w momencie kiedy weszła do sali jego oczy skierowały się w jej stronę. Pomachał jej lekko, co odwzajemniła, choć nie była pewna czy chłopak jest po prostu taki przyjazny czy ją podrywa? Wysoka blondynka patrzyła na nią jak na intruza. Shelby wiedziała, że na pewno się nie polubią. Lubiła dominować i zapewne wszyscy byli tam jej podporządkowani. Cicha i niewyróżniająca się z tłumu brunetka przeglądała jakieś akta, a przystojny brunet siedział na stoliku, wymachując nogami. Shelby od razu pomyślała, że jest lekkoduchem.
- To nasza baza. - powiedziała kobieta stojąca obok Shelby.
- Tajna baza. - dorzucił chłopak siedzący na stoliku. - Jestem Evan. - powiedział wyciągając w jej stronę dłoń.
- Shelby. - odpowiedziała ściskając jego dłoń.
- Miło mi, Shelby. - powiedział puszczając do niej oczko. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Nie jestem zainteresowana. - od razu powiedziała, aby sytuacja była jasna. Evan wyraźnie się speszył.
- Nie, nie. Źle mnie zrozumiałaś, nie próbowałem cię nawet...
- Spokojnie, żartowałam. - roześmiała się krótko.
- Załapałem. - skłamał chłopak wycofując się.
- Dimitr, oprowadź ją. Jakby co wiesz gdzie mnie szukać. - powiedziała jego szefowa, wychodząc.
- A to była? - spytała Shelby wskazując palcem kobietę, która wyszła parę sekund temu.
- Nasza gubernator. Mówi nam o różnych akcjach. - wtrącił chłopak siedzący przed komputerem.
- Och. - zdołała tylko wykrztusić Shelby.
- Jestem Dave. - przedstawił się.
- Shelby. - odpowiedziała.
- Wiem, słyszałem. - Dave uśmiechnął się przyjaźnie.
- To nowa? - odezwała się wysoka blondynka, mierząc ją wzrokiem.
- Nie do końca. - powiedział Dimitr. - Na początek to Shelby. Potem zobaczymy. - dodał. Dziewczyna rzuciła mu zdziwione spojrzenie, ale nie zareagowała na to.
- Layla. - przedstawiła się blondynka. - Byłam szkolona na agentkę odkąd skończyłam 15 lat. Teraz mam 24 i jestem jedną z najlepszych agentek w tym kraju. Nie uda ci się to w kilka tygodni. Tylko mówię. - uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie jestem agentką. - zaprotestowała dziewczyna.
- Jeszcze. - dodał Dimitr. Layla rzuciła mu spojrzenie spod zmrużonych powiek. Shelby zaczęła ją uważnie obserwować i doszła do pewnych wniosków.
- Ta w kącie to Ana. - przedstawił ją Dimitr. Dziewczyna spojrzała z nad akt, ale nic nie powiedziała.
- Miło mi. - powiedziała na to Shelby.
- Nie musisz być miła. Nie płacą ci za to. - odezwała się Layla.
- A ty nie musisz być suką, słonko. - powiedział Evan puszczając jej oczko. Dziewczyna na to pokazała mu środkowy palec. Dimitr przewrócił oczami. Pociągnął Shelby za sobą, mówiąc, że zabiera ją na balkon, gdzie muszą omówić kilka spraw.
- Zapewne masz wiele pytań odnośnie twojego ojca. - powiedział Dimitr, stojąc na balkonie z Shelby. Ona podziwiała piękny widok, który rozpościerał się tuż przed nią. Było tak pięknie.
- Był w to zamieszany? - zapytała nagle.
- Tak. - odpowiedział. - Byl jednym z najlepszych agentów. Bardzo go szanowałem, a teraz ty... jesteś tutaj i być może staniesz się jedną z nas.
- Woah, woah. Nie tak szybko. Dopiero się o tym dowiedziałam. To dla mnie szok. - przyznała, choć była tym wszystkim zbyt zafascynowana by mówić o szoku. - Mój ojciec żył w kłamstwie. To wszystko było nieprawdziwe. - pokręciła głową. - Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Jestem kelnerką! Kelnerką. - powtórzyła stanowczo. - Nie mogę biegać z bronią i ścigać złoczyńców. To nie jestem ja.
- Może właśnie siebie odkryłaś? - zapytał, patrząc na nią.
- Nie, nie. - potrząsnęła głową. - Jestem Shelby Sanchez. Tylko kelnerka.
- Mylisz się. Jesteś kimś więcej niż zwykłą kelnerką. - zapewnił ją. Shelby roześmiała się gorzko. - Twój ojciec był tajnym agentem. Pracował tutaj. Szkolił mnie.
- Co? - Shelby spojrzała na niego oniemiała. - Szkolił cię? Mój ojciec? Żartujesz, prawda?
- Nie. Był dla mnie autorytetem. Na pewno odziedziczyłaś po nim te zdolności.
- Poczekaj. - uniosła jeden palec w górę. - To dla mnie za wiele, muszę to przemyśleć. - postanowiła.
- Tylko podejmij dobrą decyzję.
Kiedy Shelby wracała do wyjścia, dogoniła ją Layla.
- Zaczekaj! - krzyknęła. Dziewczyna nie chętnie zatrzymała się. Ostatnie na co miała ochotę to zbędnie kłótnie. - Nie pasujesz tutaj. Nigdy nie będziesz jedną z nas.
- Słucham? - roześmiała się drwiąco. - Mój ojciec szkolił was na agentów, a ty mówisz mi, że nie nadaje się? Zabawne. - założyła ręce na klatkę piersiową. - Co jeszcze masz mi do powiedzenia? Abym trzymała się od Dimitra z daleka? - zdezorientowany wyraz twarzy Layli, aż prosił się o wyjaśnienie. - Zauważyłam to. Podoba ci się. Ale nigdy go nie zdobędziesz. Jesteś zbyt... sukowata. - uśmiechnęła się z kpiną i odwracając się na pięcie opuściła bazę.
- Nasza baza? Co to znaczy?
- Najpierw odpowiedz na moje pytanie. - mężczyzna był nie ugięty. Dziewczyna bała się go. Nie wiedziała do czego był zdolny. Mógł jej zrobić krzywdę.
- Dlaczego to takie ważne?
- Nikt o tym nie wie, a tobie jakimś sposobem udalo się tutaj dostać. W dodatku znałaś kod.
- Zgadywałam.
Mężczyzna zmrużył oczy. Irytowała go.
- Skąd o nas wiesz? Jeżeli nie odpowiesz na moje pytanie będę musiał zastosować bardziej radykalne środki.
- Na przyklad jakie?
- Tortury. - odpowiedział jakby to nie było nic strasznego. Shelby westchnęła. Mogła nadal się z nim drażnić, albo powiedzieć prawdę. W sumie nie wydawał się taki zły. Próbował zgrywać twardego.
- Stąd. - odpowiedziała, kładąc na stole zeszyt jej ojca. - Person 94. Była tam nazwa ulicy.
- Ale ona już nie istnieje. - zauważył słusznie.
- Jakiś miły staruszek zdążył mnie o tym poinformować.
- Musiał cię znać. - mruknął do siebie, ale Shelby usłyszała to. - Był jednym z agentów.
- Serio? A ja mu dałam 90$. - oburzyła się. - Zaraz, zaraz, agentem? - do dziewczyny dopiero teraz dotarło co mężczyzna powiedział.
- Tak. To tajna siedziba agentów. Zdziwiona? - zmierzył ją wzrokiem.
- To żart, prawda? Jestem w ukrytej kamerze, racja? - rozejrzała się w okół.
- Niestety nie. Jestem Dimitr tak po za tym. - przedstawił się.
- Shelby.
- Mówiłaś. - przypomniał jej. - A nazwisko?
- Sanchez. Ale co to ma z tym wspólnego?
- Ciekawe. Zaraz wracam. - bez słowa wyjaśnienia wyszedł z pomieszczenia pozostawiając Shelby samą. Nadal nic z tego nie rozumiała. Była jeszcze bardziej skołowana.
Po dłuższym czasie Dimitr wrócił. Nie był sam. Była z nim starsza kobieta z kokiem upiętym wysoko na głowie. Wyglądała jakby była jego szeofową. Shelby zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów. To było jasne, że mężczyzna czuł respekt względem kobiety.
- Shelby Sanchez. - powiedziała. - Miło mi cię poznać, Shelby.
- Dziękuje. Mnie panią również. - odpowiedziała uśmiechając się sztucznie. - Dlaczego w pokoju mojego ojca znajdował się zeszyt w którym był zapisany adres tego miejsca?
- Bo widzisz Shelby, twój ojciec był wielkim człowiekiem. - powiedziała kobieta, uśmiechając się lekko. - Ale może Dimitr ci to wszystko bardziej szczegółowo objaśni. - wskazała na niego palcem. - Tymczasem chodź z nami. Pokażę ci coś.
Dziewczyna nie zastanawiając się długo wstała z miejsca i poszła za kobietą. Miała dosyć bezczynnego siedzenia. Chciała w końcu dowiedzieć się prawdy i mieć z tym spokój raz na zawsze.
Po długim korytarzu w końcu znaleźli się w dużym pomieszczeniu. To była baza jak Shelby udało się ustalić. Naprzeciwko niej znajdował się duży ekran i stalowy stół przy którym zapewne odbywały się spotkania. Dalej siedział młody chłopak w okularach i pisał coś na komputerze, w momencie kiedy weszła do sali jego oczy skierowały się w jej stronę. Pomachał jej lekko, co odwzajemniła, choć nie była pewna czy chłopak jest po prostu taki przyjazny czy ją podrywa? Wysoka blondynka patrzyła na nią jak na intruza. Shelby wiedziała, że na pewno się nie polubią. Lubiła dominować i zapewne wszyscy byli tam jej podporządkowani. Cicha i niewyróżniająca się z tłumu brunetka przeglądała jakieś akta, a przystojny brunet siedział na stoliku, wymachując nogami. Shelby od razu pomyślała, że jest lekkoduchem.
- To nasza baza. - powiedziała kobieta stojąca obok Shelby.
- Tajna baza. - dorzucił chłopak siedzący na stoliku. - Jestem Evan. - powiedział wyciągając w jej stronę dłoń.
- Shelby. - odpowiedziała ściskając jego dłoń.
- Miło mi, Shelby. - powiedział puszczając do niej oczko. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Nie jestem zainteresowana. - od razu powiedziała, aby sytuacja była jasna. Evan wyraźnie się speszył.
- Nie, nie. Źle mnie zrozumiałaś, nie próbowałem cię nawet...
- Spokojnie, żartowałam. - roześmiała się krótko.
- Załapałem. - skłamał chłopak wycofując się.
- Dimitr, oprowadź ją. Jakby co wiesz gdzie mnie szukać. - powiedziała jego szefowa, wychodząc.
- A to była? - spytała Shelby wskazując palcem kobietę, która wyszła parę sekund temu.
- Nasza gubernator. Mówi nam o różnych akcjach. - wtrącił chłopak siedzący przed komputerem.
- Och. - zdołała tylko wykrztusić Shelby.
- Jestem Dave. - przedstawił się.
- Shelby. - odpowiedziała.
- Wiem, słyszałem. - Dave uśmiechnął się przyjaźnie.
- To nowa? - odezwała się wysoka blondynka, mierząc ją wzrokiem.
- Nie do końca. - powiedział Dimitr. - Na początek to Shelby. Potem zobaczymy. - dodał. Dziewczyna rzuciła mu zdziwione spojrzenie, ale nie zareagowała na to.
- Layla. - przedstawiła się blondynka. - Byłam szkolona na agentkę odkąd skończyłam 15 lat. Teraz mam 24 i jestem jedną z najlepszych agentek w tym kraju. Nie uda ci się to w kilka tygodni. Tylko mówię. - uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie jestem agentką. - zaprotestowała dziewczyna.
- Jeszcze. - dodał Dimitr. Layla rzuciła mu spojrzenie spod zmrużonych powiek. Shelby zaczęła ją uważnie obserwować i doszła do pewnych wniosków.
- Ta w kącie to Ana. - przedstawił ją Dimitr. Dziewczyna spojrzała z nad akt, ale nic nie powiedziała.
- Miło mi. - powiedziała na to Shelby.
- Nie musisz być miła. Nie płacą ci za to. - odezwała się Layla.
- A ty nie musisz być suką, słonko. - powiedział Evan puszczając jej oczko. Dziewczyna na to pokazała mu środkowy palec. Dimitr przewrócił oczami. Pociągnął Shelby za sobą, mówiąc, że zabiera ją na balkon, gdzie muszą omówić kilka spraw.
- Zapewne masz wiele pytań odnośnie twojego ojca. - powiedział Dimitr, stojąc na balkonie z Shelby. Ona podziwiała piękny widok, który rozpościerał się tuż przed nią. Było tak pięknie.
- Był w to zamieszany? - zapytała nagle.
- Tak. - odpowiedział. - Byl jednym z najlepszych agentów. Bardzo go szanowałem, a teraz ty... jesteś tutaj i być może staniesz się jedną z nas.
- Woah, woah. Nie tak szybko. Dopiero się o tym dowiedziałam. To dla mnie szok. - przyznała, choć była tym wszystkim zbyt zafascynowana by mówić o szoku. - Mój ojciec żył w kłamstwie. To wszystko było nieprawdziwe. - pokręciła głową. - Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Jestem kelnerką! Kelnerką. - powtórzyła stanowczo. - Nie mogę biegać z bronią i ścigać złoczyńców. To nie jestem ja.
- Może właśnie siebie odkryłaś? - zapytał, patrząc na nią.
- Nie, nie. - potrząsnęła głową. - Jestem Shelby Sanchez. Tylko kelnerka.
- Mylisz się. Jesteś kimś więcej niż zwykłą kelnerką. - zapewnił ją. Shelby roześmiała się gorzko. - Twój ojciec był tajnym agentem. Pracował tutaj. Szkolił mnie.
- Co? - Shelby spojrzała na niego oniemiała. - Szkolił cię? Mój ojciec? Żartujesz, prawda?
- Nie. Był dla mnie autorytetem. Na pewno odziedziczyłaś po nim te zdolności.
- Poczekaj. - uniosła jeden palec w górę. - To dla mnie za wiele, muszę to przemyśleć. - postanowiła.
- Tylko podejmij dobrą decyzję.
Kiedy Shelby wracała do wyjścia, dogoniła ją Layla.
- Słucham? - roześmiała się drwiąco. - Mój ojciec szkolił was na agentów, a ty mówisz mi, że nie nadaje się? Zabawne. - założyła ręce na klatkę piersiową. - Co jeszcze masz mi do powiedzenia? Abym trzymała się od Dimitra z daleka? - zdezorientowany wyraz twarzy Layli, aż prosił się o wyjaśnienie. - Zauważyłam to. Podoba ci się. Ale nigdy go nie zdobędziesz. Jesteś zbyt... sukowata. - uśmiechnęła się z kpiną i odwracając się na pięcie opuściła bazę.
|Black Mission|
Shelby wróciła do domu Thomasa. Nie chciała przebywać w swoim mieszkaniu, ponieważ bała się, że ktoś znów ją napadnie. Ryzyko było zbyt wielkie. Wolała czuć się bezpiecznie. Tego jej teraz najbardziej brakowało. Thomas już wrócił do domu z pracy. Kroił warzywa.
- Zobaczcie kto wrócił! - powiedział widząc swoją przyjaciółkę. - Byłaś na imprezie?
- Tak jakby. - odpowiedziała wesoło. - Muszę podjąć ważną decyzję dotyczącą tej "imprezy".
- Czyli? - uniósł do góry jedną brew.
- Nie mogę powiedzieć. - uśmiechnęła się. - Ale wiedz, że dowiesz się, tylko w swoim czasie. - zapewniła go.
- Okeej, brzmi podejrzanie. Mam nadzieje, że nie wstąpiłaś do jakiegoś gangu.
- Cóż... - widząc jego minę roześmiała się. - Żartuje! Oczywiście, ze nie.
- Dobra, a teraz siadaj. Zaraz podaje kolacje.
Dziewczyna usiadła na krzesełku i zaczęła przyglądać się jak jej przyjaciel zajmuje się robieniem jedzenia. Thomas napotkał jej spojrzenie i uśmiechnął się pod nosem, naiwnie myśląc, że może dziewczyna odwzajemnia jego uczucia.
- Jestem pełna. - powiedziała Shelby po kolacji. - Ale kurczak był pyszny. Mój przyszły chłopak mógłby tak gotować.
Thomas zakrztusił się pitym winem na tę uwagę.
- Co?
- Żartuje. - uśmiechnęła się. - Nic nie sugerowałam, naprawdę. - uniosła ręce w geście obronnym. Thomas nie odpowiedział, za to zaczął się jej uważnie przyglądać. - Dlaczego się na mnie patrzysz? - spytała.
- Wydajesz się jakby... inna. - stwierdził.
- Czyli jaka?
- Bardziej radosna. Żywiołowa. Serio, gdzie byłaś?
Shelby roześmiała się, ale nie odpowiedziała na zadane pytanie.
Shelby nie spała całą noc. Myślała nad tym wszystkim. Jaką decyzję powinna podjąć? Jej ojciec był agentem, najlepszym zresztą, ale to nie znaczy, że i ona taka będzie. Czasami geny nie przechodzą z ojca na córkę. To, że ojciec jest świetny, nie znaczy, że córka też będzie. Dziewczyna wyszła na balkon i spojrzała na miasto, które mieniło się milionami barw. Zaciągnęła się świeżym powietrzem. Jeżeli powie "tak" to wszystko się zmieni. Jej życie nigdy nie będzie takie samo. Będzie wysyłana na niebezpieczne misje i może stracić życie na jednej z nich. Czy tego własnie chce? Nie była pewna. Nie wiedziała czego chce, czego oczekuje od życia. Może właśnie tego? Może na to czekała? Shelby położyła się na leżaku znajdującym się tam i nim się zorientowała zasnęła.
- Spałaś tu całą noc? - zapytał Thomas. Shelby otworzyła oczy, widząc jak chłopak stoi oparty o futrynę i uśmiecha się szeroko.
- Jak widać.
- Wiesz, mam łóżko.
Shelby uśmiechnęła się.
- Musiałam nad czymś pomyśleć, ale już wiem. - odpowiedziała i wstała, wymijając chłopaka. Ten zmarszczył brwi, zastanawiając się o co jej mogło chodzić.
|Black Mission|
Shelby odwiedziła tajną bazę, wiedząc już, co powinna zrobić. Wchodząc do pomieszczenia nie zauważyła Dimitra, była tam tylko Layla, Dave i Evan. Wszyscy byli skupieni nad czymś. Zapewne omawiali następną misję.
- Wyszedł na chwilę. - odpowiedział Evan. - Ale mogę mu przekazać wiadomość. - zaoferował się. Shelby roześmiała się krótko.
- Nie, dzięki. Nie trzeba. Sama mu powiem.
- Jak wolisz. Chciałem pomóc. - odparł unosząc ręce do góry.
- Chyba to nie jest to o czym myślę. - odezwała się Layla oskarżycielskim tonem.
- Nie mam pojęcia o czym myślisz i w sumie nie wiem czy chcę wiedziec. - Shelby uśmiechnęła się sztucznie.
- Nie mam pojęcia o czym myślisz i w sumie nie wiem czy chcę wiedziec. - Shelby uśmiechnęła się sztucznie.
- To, że twój ojciec był świetnym agentem nie znaczy, że ty też nim będziesz. - powiedziała przez zaciśnięte zęby i wyminęła ją, szturchając ramieniem.
- Miała ciężki tydzien. - wytłumaczyl ją Dave.
- Raczej całe życie ma ciężkie. - uśmiechnął się Evan. Jego zart jednak nie rozbawił reszty. Wtem wszedł Dimitr, a Shelby widząc go, powiedziała, że musi z nim porozmawiać na osobności. Chłopak więc zaprowadził ją tam gdzie wczoraj, czyli na balkon.
- Postanowiłaś?
- Tak. - odpowiedziała stanowczo. - I myślę, że dam radę.
- Dasz radę co?
- Być agentką. - powiedziała z nutką rozbawienia w głosie. Kąciki ust Dimitra uniosły się lekko ku górze. Polubił shelby i był pewien, ze stworzą świetny zespół.
- Naprawdę? - zdziwiła się.
- Żartuje. - roześmiał się. - Powiem gubernator. A ty zintegruj się z zespołem.
- Tak jakby to zrobiłam, szczególnie z Laylą. - powiedziała ironicznie. Dimitr jednak wydawał się nie wyczuć sarkazmu.
Gubernator stanęła przed agentami, którzy pracowali w tajnej bazie. Wszyscy oczekiwali w zniecierpliwieniu na to,co miało nastąpić. W końcu kobieta oznajmiła:
- Przywitajcie nowego członka!
Evan i Dave wydawali się być zadowoleni, Layla wręcz przeciwnie, a Ana sprawiała wrażenie jakby ją to nie obchodziło.
- Witamy w naszych skromnych progach. - uśmiechnął się Evan.
- To nie fair. - mruknęła Layla.
- Oczywiście Shelby będzie musiała przejść pasmo testów ale miejmy nadzieje, że je zda.
- Oczywiście, że zda. - Dimitr puścił jej oczko. Shelby udawała, że nie to nic dla niej nie znaczyło i wcale jej się chłopak nie podobał, choć prawda była inna. Zwrócił jej uwagę już na początku.
Dziewczyna czuła, że tutaj rozpocznie swoją nową przygodę i być może dowie się prawdy o swoim ojcu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz